niedziela, 11 kwietnia 2021

Lewa flanka, część 11: Przyczółek

 Infanterie-Regiment Graf Dönhoff (7. Ostpreußisches) Nr. 44

44. Regiment Piechoty Graf Dönhoff (7. Wschodniopruski)

Fragmenty: Historii którą napisali
Generalmajor w stanie spoczynku Traugott Hoffmann,
oraz Oberstleutnant w stanie spoczynku Ernst Hahn

Tłumaczenie i opracowanie: Jacek Czaplicki

 

Ofensywa w kierunku Narwi. 9 - 22 lipca 1915 r.

Po udanej ofensywie gorlickiej również Grupa Armii von Gallwitza, zwana teraz 12 Armią, rozpoczęła ofensywę, by dotrzeć i przekroczyć rzekę Narew. Celem natarcia była linia Nowogeorgievsk [Modlin] - Różan, a przełamanie frontu miało nastąpić pod Przasnyszem. Na północnej flance armii wzdłuż rzeki Orzyc przemieszczał się I. Korpus Armii, w skład której wchodziła Dywizja Falka i 37. Dywizja Piechoty. Tzw. Dywizję Falka tworzyły trzy regimenty piechoty złożone z wydzielonych oddziałów z 2. i 37. Dywizji Piechoty. Na czele I. Korpusu Armii stał Generał von Eben.

Wieczorem w dniu 8 lipca 1915 r., Sztab Regimentu oraz III. Batalion/44 zostały zluzowane przez oddziały Landszturmu. W ciemnościach nocy 9 lipca 1915 zluzowane jednostki dotarły do Olszewki, gdzie zebrał się połączony Regiment von Rode (składający się I. i III. Batalionu/151, Kompanii Karabinów Maszynowych ze 151. Regimentu Piechoty oraz III. Batalionu/44).

II. Batalion/44 pozostał na starych pozycjach na przedpolu wsi Ramiona jako wsparcie dla jednostek Landszturmu.

W dniu 12 lipca zachorował Major von Rode, a dowództwo połączonego regimentu objął Major Suche z I. Batalionu/151. W składzie Dywizji Falka, przemieszczając się prawą stroną rzeki Orzyc bez kontaktu z wrogiem, Regiment Suche dotarł w dniu 16 lipca do wsi Drążdżewo. W tym miejscu przekroczył ponownie rzekę Orzyc i w dniu 17 lipca przez Grabowo osiągnął wieś Niesułowo-Huta.

Tego dnia oddziały Generała von Gallwitza zajęły również silnie umocnione pozycje rosyjskie zlokalizowane w centrum przełamania frontu pod Przasnyszem.

W dniu 17 lipca popołudniu III. Batalion/151 wyparł nieprzyjaciela z pozycji na linii Chełchy-Rafały. III. Batalion/44 i I. Batalion/151 nie weszły do walki, wieczorem stały w rezerwie dywizji pod wsią Pach. W dniu 18 lipca sytuacja nie uległa zmianie.

Wcześnie rano w dniu 19 lipca ustalono, że nieprzyjaciel wycofał swoje jednostki z zachodniego brzegu Narwi i obsadza dobrze umocnione pozycje na wschodnim brzegu, natychmiast zaczęto rozważać próbę sforsowania rzeki.

Regiment Suche ruszył przez Glinki w kierunku rzeki Narew, gdzie dotarł w południe. O godzinie 16:30 czołowe oddziały osiągnęły brzeg rzeki na odcinku Młynarze-Ogony-Modzele, główne jednostki pozostały w rejonie wsi Ochenki-Gierwaty. 20 i 21 lipca upłynęły na rekonesansie terenu. Czasami nasza artyleria otwierała ogień w kierunku rosyjskich okopów na wschodnim brzegu.

W dniu 16 lipca oddziały II. Batalionu/44 opuściły stare pozycje regimentu i przemieszczając się w zgrupowaniu Schleinitza trasą przez Orzoł-Mostówek, w dniu 18 lipca osiągnęły bez walki wieś Żebry-Chudek. 19 lipca Batalion w składzie sąsiedniego, południowego zgrupowania Weike, dotarł do wsi Stepna-Stara. 22 lipca Batalion pomaszerował do obozu we wsi Żebry-Stawki. Tego dnia 44. Regiment Piechoty pod dowództwem Majora Schmida ponownie został scalony w składzie Sztabu Regimentu, II. i III. Batalionu/44 oraz Kompanii Karabinów Maszynowych [przypomnienie: I. Batalion/44 w połowie maja 1915 r. został oddelegowany na front w Kurlandii]. Regiment podlega zgrupowaniu Obersta Weike stacjonującego we wsi Stepna-Stara.

 

Forsowanie Narwi i walki na przyczółku na wschodnim brzegu rzeki.
24-31 lipca 1915 r.

Ponieważ wykorzystanie jedynej przeprawy w rejonie działania I. Korpusu Armii, czyli mostu w silnie ufortyfikowanej Ostrołęce było na tym etapie niemożliwe, 2. Dywizja Piechoty otrzymała rozkaz sforsowania rzeki Narew pod Kamianką, w połowie linii frontu między Ostrołęką a Różanem.

W dniu 23 lipca ustalono szczegóły ataku.

Główny atak, który miał doprowadzić do uchwycenia przyczółku na wschodnim brzegu, miał być przeprowadzony przez 44. Regiment Piechoty i 4. Regiment Grenadierów. Atak miał wyjść z rejonu na wschód i północny wschód od wsi Maćki [Dobrołęka-Maćki]. W pierwszej linii ataku po prawej miały ruszyć II. Batalion/44, za nim III. Batalion/44, po lewej I. Batalion/4, a za nim Fizylierzy/4.

W drugiej linii, za 44. Regimentem Piechoty rozstawiono składający się z trzech kompanii batalion z 33. Regimentu Fizylierów, a za dwoma batalionami 4. Regimentu Grenadierów ustawiono jako rezerwę II. Batalion/4. Grenadierów. Tych sześć batalionów z pierwszej i drugiej linii tworzyło zgrupowanie Weike. Zgrupowanie Borchert miało osłaniać przeprawę na obu flankach. Część oddziałów 33. Regimentu Fizylierów miało przeprowadzić drugi atak odciągający uwagę wroga.

Rejon rozlokowania II. Batalionu/44 znajdował się na wschód od wsi Maćki, w pobliżu rzeki, tzn. między wsią a ramieniem starorzecza.

Rozpoznanie przeprowadzone przez dowódcę batalionu Hauptmanna Kobusa wykazało, że od wsi Maćki do rzeki ciągnie się odkryty równinny teren o szerokości około 1 km. Tak więc podejście w linii prostej do rzeki było niewykonalne, również z tego powodu, że wspomniane ramię starorzecza rozciągające się od zachodniego brzegu rzeki należało obejść od strony północnej. Po rekonesansie II. Batalion /44 obsadził wydmę o długości zaledwie 250 m i szerokości 75 m, która znajdowała się między rzeką a ramieniem starorzecza. Batalion miał prawie pełny skład bojowy, czyli na wydmie znalazło się około 1000 ludzi. W razie niepowodzenia ataku powrót stamtąd wydawał się niemożliwy. Taka masa żołnierzy zostałaby zmasakrowana ogniem artylerii nieprzyjaciela.

Pozycja wyjściowa nie była więc najlepsza. Pionierzy, którzy wyruszyli razem ze zwiadem, wyznaczyli na przeciwległym, zajętym przez wroga, wschodnim brzegu rzeki punkt najbardziej dogodny do ataku. Rzeka w tym miejscu miała szerokość około 80 metrów, a jej maksymalna głębokość miała wynosić 1,20 metra. Wskazanie głębokości było prawidłowe dla zachodniego brzegu Narwi, ale nie dla wschodniego, który znajdował od strony nieprzyjaciela. Rzeka miała tam często głębokość do 1,70 m i szybki nurt.

Regiment w dniu 23 lipca obozował w połowie drogi między wsiami Żebry-Stawki i Dobrołęka, około 5-6 km na zachód od Narwi. W miejscu tym odbyła się uroczysta msza polowa. O tym popołudniu i nastrojach wśród żołnierzy tak pisał Offiziersstellvertreter Sackel, który w następnych dniach szczególnie wyróżniał się w walce:

"Po południu pojawił się kapelan polowy naszej dywizji, ojciec Nell, aby poprowadzić nabożeństwo. Swoje kazanie oparł na dwóch fragmentach z Biblii: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich." [J 15:13 Biblia Tysiąclecia] oraz: "Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” [Ap 2:10]. Była to podnosząca na duchu godzina, w trakcie której przy dźwiękach orkiestry pułkowej odśpiewano kilka pieśni.

Uroczyście, na koniec, w dużym ciemnym lesie, z szorstkich gardeł żołnierzy rozbrzmiała Niederländische Dankgebet. Wszyscy podejrzewali, że niedługo wydarzy się coś wyjątkowego. Niejednemu było ciężko na sercu, bo nikt nie wiedział, jak długo jeszcze będzie mógł dzielić radości i smutki ze swoimi towarzyszami broni. Ale potem zatriumfowała stara żołnierska radość i dzień spędzono na wesołych rozmowach i zabawach.

Rozdano dodatkowe porcje żywieniowe i amunicję, które włożyliśmy do kieszeni mundurów i worków na chleb, na szyjach zawiesiliśmy też kilka zapasowych pasów z nabojami."

O zmierzchu Hauptmann Kobus wysłał cztery patrole oficerskie, które miały dokładnie wytyczyć drogi podejścia, ustalić pozycje szturmowe oraz rozpoznać pozycje nieprzyjaciela.

O godzinie 22:00, dobrze zaopatrzony II. Batalion/44 ruszył cicho przez Dobrołękę do wsi Maćki. Po nim ruszył III. Batalion/44, 4. Regiment Grenadierów i mieszany batalion z 33. Regimentu Fizylierów.

Zatrzymano się we wsi Maćki, złożono tornistry i założono ekwipunek szturmowy. Niestety, żołnierze z kompanii na ogół powstrzymywali się przed zabraniem żelaznych racji żywnościowych; prawdopodobnie dlatego, że już w ciągu dnia, czyli 24 lipca spodziewano się odsieczy, gdyż batalion miał tylko przeprowadzić atak i uchwycić przyczółek na drugim brzegu, a inne oddziały miały go poszerzyć i obronić. Pozostawienie żelaznych racji zemściło się w następnych dniach.

Tuż po północy II. Batalion/44 bezszelestnie wysunął się na pozycję szturmową, około 50 metrów od Narwi, wzdłuż białej taśmy wytyczonej przez patrole.

III. Batalion/44 okopał się na wschodnim skraju wsi Maćki (szkic 1 przeprawy przez Narew).

Około godziny 1:00 w nocy poczyniono wszelkie przygotowania do ataku, który miał być zaskoczeniem dla wroga. Trzy kompanie pierwszej linii wykopały okop o głębokości około 75 cm, w gruncie porośniętym krzakami wierzby.

Rozciągnięto linie telefoniczne na tyły.

Zgodnie z rozkazami, atak miał się rozpocząć o godz. 2:00 w nocy, a w godzinach 1:00-2:00 miało nastąpić krótkie przygotowanie artyleryjskie.

Jednak gdy wybiła godzina druga, a nie padł jeszcze żaden strzał. Na zapytanie dowódcy batalionu przyszła odpowiedź, że plan został zmieniony. O godzinie 2:30 miało nastąpić znacznie silniejsze przygotowanie artyleryjskie, a atak piechoty miał nastąpić dopiero na wyraźny rozkaz.

Ta zmiana rozkazów z dowództwa wcale nie była po myśli 44-tej, która płonęła żądzą walki i obawiała się, że Rosjanie, zaalarmowani silnym ogniem artyleryjskim, podejmą środki zaradcze.

Obawy te były słuszne. Wiele z tego, co wydarzyło się później, można było uniknąć.

Gdy artyleria rozpoczęła ostrzał, część pocisków spadła niestety w środek pozycji II. Batalionu/44, a wiele innych początkowo trafiało w nurt rzeki. Pociski ciężkiej artylerii utworzyły w korycie w Narwi głębokie leje, w których później utonęli niektórzy z przeprawiających się. Co więcej, wróg został uprzedzony i ściągał posiłki, przez co pierwsze forsowanie rzeki utraciło sporą część planowanego zaskoczenia. Inne bataliony, a zwłaszcza III. Batalion/44, poniosły ciężkie straty, ponieważ zaalarmowany nieprzyjaciel rozpoczął ostrzał artyleryjski, gdy zaczęły one przekraczać niczym nie osłonięty teren między rzeką a wsią Maćki.

W środku tego pojedynku artyleryjskiego znalazł się II. Batalion/44. Nerwy jego żołnierzy obsadzających niebezpieczną pozycję zostały wystawione na wielką próbę. Rosły straty, które zadawał ostrzał rosyjskiej piechoty ze wschodniego brzegu.

Hauptmann Kobus pisze o godzinach przed atakiem:

"O godzinie 2:00 [w nocy], zgodnie z rozkazami, miała z zaskoczenia zaatakować piechota. Niestety, nadeszły rozkazy zmieniające poprzednie rozkazy, prawdopodobnie po naciskach rozstawionego po naszej lewej stronie I. Batalionu/4, który wbrew wszelkim ustaleniom chciał przed atakiem przygotowania artyleryjskiego.

Tak więc do godziny 4:45 rano znajdowaliśmy się w prawie rozpaczliwej sytuacji. Trzeba pamiętać, że na małej przestrzeni stłoczono cztery kompanie, które po ostatnich uzupełnieniach miały prawie pełny skład. O godzinie 2:30 rozpoczął się ostrzał naszej artylerii, która nie wysłała dostatecznej liczby obserwatorów, ponieważ nie była przygotowana do tej akcji. Ze mną na stanowisku był tylko jeden obserwator artyleryjski, który miał do obsługi kilka baterii. Niestety, pierwsze strzały trafiły również w pozycje batalionu, a później w koryto rzeki, powstały głębokie leje, w których nasi licznie tonęli podczas przeprawy. Gdyby rosyjskim lotnikom udało się wtedy zauważyć nasze zgromadzone wojska - a o 3:00 było już prawie jasno - i wróg skierowałby na nas ogień artyleryjski, to byliśmy zgubieni. … Później, naszej artylerii udało się skupić ostrzał na dobrze widocznych pozycjach rosyjskich. Z zachodniego brzegu dało się zaobserwować, jak spadają gałęzie i walą się całe drzewa, jak w górę lecą brunatne ruskie płaszcze, a od czasu do czasu w Narwi rozpryskuje się słup wody o wysokości do 40 m od zbyt krótkiego strzału.”

Żołnierze z II. Batalionu/44 wyznaczonego do ataku leżeli wyczekująco z zegarkami w ręku. Przeprawę wyznaczono na godzinę 4:45 rano.

W końcu nadszedł ten moment. Na gwizdek Hauptmanna Kobusa, 8. Kompania/44 na prawym skrzydle, wyznaczona do osłony atakujących, otworzyła wściekły ogień, a 5. i 6. Kompania/44 poderwały się z okopów, rzuciły się w kierunku rzeki, przekroczyły brzeg i wskoczyły do wody. Przed szeregami żołnierzy podążali dzielni dowódcy kompanii oraz podoficerowie, Offiziersstellvertreter Romanowski i Sackel oraz Feldwebelleutnant Neumann. W tym samym momencie nasza artyleria przeniosła swój ogień dalej na wschód.

W rejonie podejścia 5. Kompanii/44 znajdowała niewielka wydma o długości około 25 m i szerokości 7-8 m. 1. Pluton 5. Kompanii/44 przeszedł nad nią, po czym wszedł na głębszą wodę i żołnierze płynąc dotarli do wschodniego brzegu, gdzie na stromym brzegu o wysokości około 10 m znajdowały się pozycje rosyjskie.

Jako pierwszy na stromy brzeg wspiął się Dönhoffer [nazwa żołnierzy od patrona regimentu] z 5. Kompanii/44 dowodzonej przez Offiziersstellvertreter Sackela. Gdy Sackel odważnie skoczył na dach przekrywający wrogi okop, stwierdził że pozycja jest opuszczona.

Okopy wyglądały na opustoszałe, rosyjska broń i amunicja, sprzęt oraz ubraniami leżały w nich w nieładzie.

Do pozycji rosyjskich na południe od 5. Kompanii/44 dotarł także czołowy pluton 6. Kompanii/44 dowodzonej przez Feldwebelleutnanta Neumanna. Tamtejsza obsada okopów w bezwładnej masie wycofała się na około 700 metrów od brzegu rzeki.

O godzinie 4:50 rano Hauptmann Kobus przez telefon poinformował dowódcę regimentu, że przeprawa czołowych oddziałów udała się, a rosyjskie pozycje na brzegu rzeki są zajęte przez naszych.

Kolejne kompanie II. Batalionu/44, które zaczęły się przeprawiać się w miejscu, w którym tego dokonała 5. Kompania/44, czyli przez wydmę znajdującą się na Narwi, miały już trudniejsze zadanie. Wydma ta stała się całkowicie bezużyteczna, gdyż znalazła się pod coraz silniejszym ostrzałem flankującego karabinu maszynowego z lewej strony, z miejsca gdzie pozycje rosyjskie zwrócone były w stronę I. Batalionu/4, a któremu nie udało zdobyć tych pozycji. Przykro było patrzeć, jak w dalszym etapie przeprawy cała masa dzielnych żołnierzy 44-tej padła pod kulami wroga i zalegała na wydmie. Ich rozpaczliwe wołanie o pomoc i krzyki bólu rozlegały się jeszcze w nocy z 24 na 25 lipca, kiedy to w wyniku ulewnego deszczu, który zaczął padać, Narew wezbrała i zaczęła zalewać wydmę. Przez długi czas nie można było jednak do nich dotrzeć i sprowadzić pomocy, ponieważ wydma stale była pod ostrzałem karabinów maszynowych.

Żołnierze z 6. Kompanii/44 w swoim rejonie forsowania rzeki znaleźli stosunkowo korzystne miejsce do przeprawy, rodzaj brodu. W tym miejscu potem przeprawiały się prawie wszystkie kolejne oddziały II. Batalionu/44  i cały III. Batalion/44. Przeprawa odbywała się pojedynczo lub dwójkami, najwyżej trójkami, jeden obok drugiego, brodzili i płynęli, wspierając się nawzajem, przy czym pływający ciągnął towarzysza, który nie potrafił pływać, w kierunku wschodniego brzegu, gdzie wyciągano ich na brzeg.
Nie było innej możliwości, gdyż rosyjska artyleria i karabiny maszynowe prowadziły zaciekły ostrzał. Po tym jak pierwsze plutony z 5. i 6. Kompanii/44 przeprawiły się na drugą stronę, licznie baterie rosyjskiej artylerii postawiły głośną, żelazną kurtynę między nimi a kolejnymi oddziałami czekającymi na zachodnim brzegu. Do tego ostrzału włączyła się również ciężka artyleria z twierdzy Ostrołęka.

Z 8. Kompanii/44, która przeprawiała się w miejscu gdzie Narew była wyjątkowo głęboka i rwąca, tylko niewielka część żołnierzy  dopłynęła wpław do wschodniego brzegu, wdarła się do okopów obrońców i schwytała jeńców. Większa część kompanii jednak ruszyła za 6. Kompanią/44 korzystając z ich brodu. Jako ostatnia przeprawiła się 7. Kompania/44 pod dowództwem Leutnanta Petereita i Leutnant Ernsta Beckera. Kompania ta dostrzegła i uniknęła niebezpieczeństwa grożącego na wydmie.

Raz po raz krzyczeli do swoich ludzi: "Trzymajcie się prawej strony", unikając w ten sposób największych strat. Sam Leutnant Becker został ciężko ranny. Sztab batalionu przeprawiał się za 5. i 6. Kompanią/44.
Przeprawiający się w drugim rzucie III. Batalion/44 największe straty poniósł w czasie przemieszczania się przez odsłonięty teren między wsią Maćki a rzeką Narew. Na wydmie trafiony kulą upadł dowódca tego batalionu, Major w stanie spoczynku Hoffmann. Kilku odważnych żołnierzy z jego otoczenia zdołało go jednak wyciągnąć na brzeg po stronie nieprzyjaciela, gdzie w nocy zmarł z powodu odniesionej ciężkiej rany. 

 

Grób Majora Hoffmanna nad Narwią

Na zachodnim brzegu Offiziersstellvertreter Scheidgen z 10. Kompanii/44, został ciężko ranny od strzału w kolano w chwili, gdy miał przepłynąć po raz drugi po amunicję dla II. Batalionu/44. Była to jego trzecia rana w ciągu 8 miesięcy.

Również w rzece śmierć nadal zbierała obfite żniwo. Niektórych dosięgnął śmiercionośny ołów, a wielu zostało zmiecionych przez silny nurt rzeki tuż przed dotarciem do wschodniego brzegu. Ranni i słabi tonęli, wielu utonęło we wspomnianych wcześniej lejach po wybuchach. Ci, którzy dotarli na wschodni brzeg, byli wyciągani na wysoką skarpę przez swoich towarzyszy przy pomocy kijów i gałęzi. Do tego celu wkrótce zatrudniono jeńców rosyjskich.

W ciągu poranka udało się przeprawić II. Batalion/44, a wczesnym popołudniem III. Batalion/44. Razem z nimi przeprawiły się plutony karabinów maszynowych dowodzone przez Offiziersstellvertretera Balschuna i Unteroffiziera Petera, który przejął dowodzenie plutonem po Leutnancie rezerwy Rattayu, rannym na zachodnim brzegu.
Jak wyglądała sytuacja na wschodnim brzegu Narwi rankiem 24 lipca?
Natychmiast po przeprawie 5. i 6. Kompania/44 posunęły się dalej na wschód, gdzie dostały się pod ostrzał wszelkiego rodzaju broni ze wzgórza znajdującego się na zachód od Kamianki-Północnej. Tam oddziały okopały się. 8. Kompania/44 walczyła bardziej na południe w punkcie 92. 7. Kompania/44 została wysłana pomiędzy 5. i 6. Kompanię/44. W trakcie forsowania rzeki kompanie były mocno wymieszane i dlatego ich początkowe działanie na wschodnim brzegu było mało efektywne. Dowódcy kompanii i plutonów w pośpiechu utworzyli nowe formacje i oznaczyli je numerami swoich starych kompanii.


 

Na lewo od 5. Kompanii/44 okopał się oddział z 4-tego Grenadierów. Była to ostatnia z dwóch kompanii, której nie dosięgła śmiercionośna ściana ołowiu postawiona rzece. Wraz z 3. Plutonem z 5. Kompanii/44 dowodzonym przez Offiziersstellvertretera Romanowskiego objęli obronę lewej flanki.
I w ten sposób około godziny 10:00 rano utworzono przyczółek na wschodnim brzegu Narwi.

Jeszcze samego rana 24 lipca przeciwko 6., 7. i 8. Kompanii/44 ruszył pierwszy duży atak krwawo odparty przez plutony Leutnanta Suchnera, Everlinga oraz Feldwebelleutnanta Weichlera. Pluton prawego skrzydła 8. Kompanii/44 pod dowództwem Offiziersstellvertreterów Schulza i Meyera ruszył do ataku i osiągnął wypatrzoną pozycję, 200 metrów na prawo od 8. Kompanii/44. Po tej akcji prawa flanka była lepiej zabezpieczona.

Trudniejsza sytuacja była na pozycjach II. Batalionu na lewej (północnej) flance. Lewe skrzydło początkowo nie miało styczności z rzeką, w związku z czym groziło tam okrążenie ze strony Rosjan.

W odpowiednim momencie dotarła tam 12. Kompania/44 Oberleutnanta Werdermann i Offiziersstellvertreter Andreasa. Pluton z 12. Kompanii/44 natychmiast ruszył do ataku na lewym skrzydle, ale nie mógł dotrzeć do samej Narwi. Słaba i nie w pełni jeszcze skompletowana kompania nie wystarczyła.

Pluton karabinów maszynowych Balschuna, który przeprawił się przez rzekę przed 12. Kompanią/44, został wysłany do wsparcia 12. i 7. Kompanii/44. Karabiny maszynowe były bardzo pomocne dla naszej piechoty. O ile przedtem okopanie się w ogniu nieprzyjaciela było prawie niemożliwe, zwłaszcza że bardzo utrudniały pracę zwalone drzewa, wszelkiego rodzaju korzenie i kamieniste podłoże, o tyle teraz strzelcom udało się wkrótce wkopać głębiej w ziemię, gdyż Balschun ze swoimi dwoma karabinami niekiedy całkowicie dławił ogień piechoty nieprzyjaciela. To niemal cud, że obsłudze karabinu maszynowego udało się przenieść karabiny i amunicję w stanie nadającym się do użytku, pomimo głębokiej wody, rwącego nurtu i rosyjskiego ostrzału.

Obsługa karabinu maszynowego dowodzona przez Unteroffiziera Kukorusa, która miała stanowisko przy 7. Kompanii/44 również sprawiła się całkiem dobrze. Przed wspomnianym atakiem na 7. Kompanię/44 zrobiło się nieco spokojniej ze strony nieprzyjaciela, a obsługa karabinu maszynowego, po dokładnym ustawieniu karabinu, wykorzystała ten czas do wysuszenia mokrego ubrania. Ludzie rozebrali się i położyli swoje ubrania obok siebie. W tym samym momencie rozległ się okrzyk: "Rosjanie nadchodzą, ognia!".

Kokorus boso, ubrany tylko kalesony rzucił się wraz ze strzelcem w kierunku karabinu. Wystrzelali kilka pasów amunicji, aż atak się załamał.

Drugim plutonem karabinów maszynowych, który przeprawił się za plutonem Balschuna, dowodził Peter. Po rozstawieniu jednego karabinu przy stanowiskach 7. Kompanii/44 chciał on osobiście rozstawić drugi karabin maszynowy przy stanowiskach 6. Kompanii/44. Tuż przed dotarciem na stanowisko został ostrzelany przez rosyjski karabin maszynowy. Zginął on i cała obsługa, a karabin maszynowy został zniszczony. Miejsce to nieprzyjaciel ostrzeliwał jeszcze przez około 30 minut.

Około południa nastąpił drugi silny atak rosyjski na stanowiska 12. Kompanii/44 i Grenadierów. Nasze pozycje w tym miejscu, jak i wszędzie indziej, z wyjątkiem narożnego stanowiska między 7. i 6. Kompanią/44, znajdowały się w lesie. Nieprzyjaciel zdołał podejść niezauważony, odepchnął posterunki nasłuchowe i wdarł się do okopu. Obsada została zmuszona do odwrotu i prawie cofnęła się do wąwozu, który znajdował się na tyłach 5. Kompanii/44, ale wtedy plutony z 5. i 7. Kompanii/44 dowodzone przez Offiziersstellvertreterów Sackela i Winklera pospieszyły z pomocą i atak został zatrzymany.

Leutnant Zerrath zebrał wszystkich dostępnych w rejonie żołnierzy i poprowadził ich z zapałem do kontrataku. To przede wszystkim dzięki jego determinacji i rozwadze udało się uniknąć klęski.

Cofające się oddziały zostały zawrócone i zaatakowano utracone pozycje. W okopach Grenadierów i 12. Kompanii/44 doszło do morderczej walki. Kolby naszych żołnierzy stojących na skraju okopu spadały na czaszki Rosjan, które pękały z hukiem. Bagnety również dobrze się sprawiły. Pozostawiając za sobą niezliczoną ilość zabitych i rannych, Rosjanie uciekli na północ.

Pluton 5. Kompanii/44, który przekradł się brzegiem rzeki wziął 48 jeńców.

44-ta również poniosła ciężkie straty, m.in. Leutnant rezerwy Hoch poniósł bohaterską śmierć.

Zwłoki wroga układano przed okopami, wzmacniając w ten sposób przedpiersie i ochronę żołnierzy w okopach.

Również karabin maszynowy znajdujący się na stanowisku 12. Kompanii/44, który został zdobyty przez Rosjan, po odbiciu okopów odzyskano nieuszkodzony.

O doskonałym duchu walki żołnierzy z II. Batalionu/44 świadczy fakt, że po przełamaniu przez wroga północnej flanki, udało się ściągnąć oddziały z frontu wschodniego, mimo że również tam toczyły się ciężkie walki i prowadzony był nieustanny ostrzał, by rzucić je przeciwko nacierającym Rosjanom.

Na przyczółek dotarły pozostałe kompanie III. Batalionu/44 i część oddziałów z 33. Regimentu Fizylierów oraz kolejny pluton karabinów maszynowych, którym dowodził Leutnant Graf von Westarp.

III. Batalion/44, którego dowództwo objął Hauptmann John, który jednak został niedługo ranny i kolejnym dowódcą został Oberleutnant Werdermann, prawie w całości został rozlokowany na lewym skrzydle, gdzie w końcu udało się zamknąć lukę nad brzegiem Narwi. Kompanie 33. Regimentu Fizylierów zostały rozmieszczone na południowej flance, na prawo za 8. Kompanią/44. Teraz przyczółek był przynajmniej zamknięty, a obie flanki opierały się o Narew.

Jednak Rosjanie dalej wyprowadzali ataki piechoty i wciąż ten wąski skrawek terenu ostrzeliwali ciężką artylerią. Hauptmann John opisał to tak:

"Tak oto zapadła noc 25 lipca. Wróg otrząsnął się z pierwszego przerażenia i robił wszystko, by wrzucić nas z powrotem do rzeki. Jak się później dowiedziano z relacji jeńców, na przyczółek stopniowo kierowano coraz więcej rosyjskiej artylerii oraz ściągano rezerwy, które kierowano do kontrataku.

Spędziliśmy straszną noc w niebezpiecznym położeniu, zwłaszcza, że brakowało amunicji i innych zapasów, w tym oczywiście racje żywnościowe były całkowicie niewystarczające. W różnych punktach wąskiego przyczółku Rosjanie wyprowadzili około półtora tuzina ataków, a niektóre z nich trzeba było odpierać tej nocy bagnetami, gdyż amunicja była przemoczona po kąpieli w Narwi i nie nadawała się do użytku. Niejednokrotnie dochodziło do rozpaczliwych sytuacji, gdy nieprzyjacielowi udawało się przedrzeć przez linie. Jednak każdy zdawał sobie sprawę, że w Narwi czeka go pewna śmierć, dlatego też oddziały nieprzyjaciela, które się przedarły, były zawsze odrzucane we wściekłym kontrataku na bagnety.

Na wschodnim brzegu liczba rannych, zarówno naszych jak i wrogów była wkrótce ogromna, a pomoc medyczna dla nich prawie niemożliwa. Głośno nawoływano o personel medyczny i bandaże z zachodniego brzegu. I nagle, jak deus ex machina, na wschodnim brzegu pojawił się w stroju kąpielowym zawsze uczynny, odważny lekarz III. Batalionu/44, dr Buch, z zawodu lekarz uzdrowiskowy z Sopotu, a za nim dzielny żołnierz 44-tej, który ciągnął za sobą przez Narew mała łódkę, w której płynęły opatrunki i ubranie doktora."

Aby zaradzić coraz bardziej odczuwalnemu brakowi nabojów, kompanie wysyłały pojedynczych śmiałków z powrotem za rzekę po amunicję. Brodząc i płynąc, ludzie przeprawiali się przez Narew najpierw w kierunku zachodnim, a potem, obładowani pasami amunicyjnymi i skrzyniami, odbywali tę samą podróż po raz drugi na wschód. Niejeden odważny człowiek znalazł przy tym zadaniu swój grób w rzece.

Jeszcze wieczorem drugi karabin maszynowy z plutonu Balschuna został zabrany z 7. Kompanii/44 i ustawiony na północnej flance przy oddziałach III. Batalionu/44. A rozmieszczony tam karabin Unteroffiziera Heibacha został przeciągnięty w pobliże Narwi, tak że mógł osłaniać brzeg w kierunku północnym.

Wkrótce po północy 25 lipca na północną flankę wyszedł kolejny duży atak rosyjski. Ponownie Rosjanom udało się wedrzeć do okopów i odepchnąć część III. Batalionu/44 i Grenadierów/4. Ponownie część oddziałów z 5. i 7. Kompanii/44 pod dowództwem Leutnanta rezerwy Priddata rzuciła się na ratunek i kontratakowała kolbami i bagnetami,  aby odzyskać utracone pozycję.

Po 45 minutach walki po raz trzeci okop został zajęty przez naszych. Miejsce to wyglądało strasznie, szczególnie że dwukrotnie rozegrała się tu walka wręcz ze wszystkimi jej okropnościami. W okopie, przed nim i za nim, trupy piętrzyły się jak góry. Ponownie, jak dzień wcześniej, trupy Rosjan zostały przerzucone na przedpiersie pozycji, aby wzmocnić osłonę. Szczególnie zagrożona podczas tego natarcia była flanka 5. Kompanii/44 Offiziersstellvertretera Romanowskiego, na którego tyły przedostał się nieprzyjaciel. Oddział utrzymał się na pozycji, strzelając do przodu i broniąc się granatami ręcznymi do tyłu. Unteroffizierowie Beeskow i Briese wyróżnili się szczególną odwagą i umiejętnością w rzucaniu granatów ręcznych.

W nocy z 24 na 25 lipca saperzy podjęli próbę budowy mostu na Narwi, w miejscu gdzie były pozycje czekającego na możliwość przeprawy II. Batalionu/4 Regimentu Grenadierów pod dowództwem Majora Kattnera. Ponieważ nie było wystarczającej ilości materiału do budowy mostu, grenadierzy którzy się po nim przeprawiali na wschodni brzeg musieli pokonywać wpław ostatnie 25 m. Później umocnienia mostu zostały zniszczone. Most długo nie wytrzymał pod ciężarem ludzi i wrogiego ostrzału artyleryjskiego. Z tego powodu przeprawa Batalionu Grenadierów przeciągnęła się do rana 25 lipca, a sama jednostka poniosła bardzo ciężkie straty. Na przyczółku oddziały tego batalionu zostały rozmieszczone w części północnej na lewym skrzydle.

Niestety w nocy spadł ulewny deszcz, który spowodował, że poziom wody na Narwi znaczne się podniósł.

W dniu 25 lipca amunicję w dalszym ciągu przez rzekę transportowali pływacy, jedzenia jednak brakowało cały czas.

Przed pozycjami II. Batalionu/44 kilka ataków rosyjskich zostało powstrzymanych ogniem karabinów piechoty. Jakiekolwiek pontony, tratwy czy inne środki przeprawowe, które pojawiły się na Narwi w świetle dziennym, zostały zatopione przez ogień artyleryjski nieprzyjaciela. Przez cały dzień 25 lipca nad naszą pozycją i Narwią przetaczał się ogień rosyjskiej piechoty i karabinów maszynowych z punktu 92 oraz z placówki na wschód od Nożewa.

Poważnym zmartwieniem dla dowódców było również coraz powszechniejsze zabrudzenie zamków w karabinach.

W nocy z 25 na 26 lipca, podobnie jak poprzedniej nocy, posterunki nasłuchowe przed pozycją obsadzone były przez ochotników. Około godziny 1:00 w nocy (26 lipca) obsada tych posterunków wróciła i zameldowała, że Rosjanie się ruszyli. W świetle wznoszących się flar można było teraz dostrzec posuwające się masy wroga. Łąka przed 7. i lewą flanką 6. Kompanii/44 zrobiła się brązowa od rosyjskich mundurów.

Ostrzał obrońców rozpoczął się gwałtownie. Po ataku Rosjan, który się załamał, wróg rzucał nowe, świeże bataliony do natarcia, ale jedna fala atakujących za drugą były likwidowane. Dowództwo rosyjskie prawdopodobnie zamierzało zdobyć wschodnią część narożnej pozycji między 6. i 7. Kompanią/44, aby następnie zaatakować nasze pozycje z obu stron.

O godzinie 3:00 nad ranem nasz ostrzał wygasł. Nastał świt, ale gęsta mgła wciąż spowijała pole bitwy. Z łąki dochodziły tylko jęki, skomlenia oraz krzyki umierających i rannych.

Podobna sytuacja miała miejsce przed pozycjami III. Batalionu/44. W nocy odparto tam silny atak, częściowo przy pomocy bagnetów. W trakcie ataku po tym jak Unteroffizier Heybach, dowódca karabinu maszynowego został ciężko ranny, stanowisko te znajdujące się przy brzegu Narwi (lewe skrzydło III. Batalionu/44) zostało całkowicie rozbite, a reszta obsady karabinu zabita. Drugi karabin maszynowy z plutonu Balschuna, którym dowodził Unteroffizier Kukorus, miał odtąd stałe problemy z ładowaniem, gdyż karabin był całkowicie zamulony. W tego powodu w dniu 26 lipca rano Balschun z Unteroffizierem Kukorusem i dwoma żołnierzami ze swojego plutonu, którzy nie byli ranni, wycofał się z przyczółku na drugi brzeg, do wsi Maćki.

Z czterech karabinów maszynowych których pierwotnie używał 44-ty, tylko karabin Gefreitera Güntera był jeszcze sprawny na przyczółku i strzelał aż do 29 lipca.

W nocy 26 lipca na rozkaz Hauptmanna Kobusa zbudowano mały prom linowy, którym można było przetransportować część rannych, a także amunicję i zimne racje żywnościowe.

W dniu 26 lipca ogień artyleryjski wroga stawał się coraz bardziej intensywny, a ataki coraz bardziej zaciekłe. Rosjanie desperacko prowadzili swoje bataliony i pułki na śmierć. Próbowali przebić się przez pozycje obrońców przyczółku również przebiegłością. Fala Rosjan podchodziła do naszych linii bez karabinów, machając białymi szmatami, dając tym samym znak, że chcą zdezerterować. A kiedy podeszli wystarczająco blisko, wyciągali z kieszeni kurtek i bluz granaty ręczne, by rzucać nimi do okopów Dönhofferów [44. Regiment Piechoty imienia Grafa Dönhoffera]. Ale nawet ta akcja nie dała im planowanego sukcesu. Z bliska napastnicy zostali wystrzelani przez obrońców.


 

W dniu 26 lipca popołudniu z pontonów wysypały się oddziały 37. Dywizji Piechoty. Były to bataliony z 147., 150. i 151. Regimentu Piechoty. II. Batalion/44 miał zostać zluzowany i sprowadzony z pontonów. Przegrupowanie jednak się opóźniło, tak że 6. i 8. Kompania/44 na zostały wycofane na drugi brzeg dopiero w nocy 28 lipca.

W dniu 27 lipca garnizon przyczółku został podzielony na trzy sektory. Część środkowa przypadła 44. Regimentowi Piechoty pod dowództwem Majora Schmida. W sektorze tym działał nasz III. Batalion/44 i cztery kompanie ze 151. Regimentu Piechoty. Lewy sektor przypadł Grenadierom z 4. Regimentu, a prawy 37. Dywizji Piechoty. Częściowo na północy, a znacznie bardziej na południu udało się poszerzyć przyczółek, natomiast natarcie rozpoczęte 28 lipca w kierunku wschodnim odniosło niewielki sukces. Potem do 30 lipca nie nastąpiły żadne dalsze zmiany w wielkości przyczółku.

W dniu 31 lipca dało się odczuć, że nadciąga z odsieczą 83. Rezerwowa Dywizja [Dywizja Poznańska], która przeprawiła się bardziej na południu. Oddziały na przyczółku zwiększyły swoją aktywność. 150. Regiment Piechoty, którym dowodzi Oberstleutnant Birkner zdobył wzgórze 92. III. Batalion/44 dotarł do zabudowań wsi Kamianka, gdzie wziął do niewoli około 100 Rosjan.

Ośmiodniowe walki na wschodnim przyczółku Narwi, rozpoczęte 24 lipca przeprawą przez rzekę, to jeden z najlepszych i najwspanialszych wyczynów Regimentu Piechoty imienia Grafa Dönhoffera. Regiment jako jedyny z wielu przeprawiających się oddziałów dotarł i utrzymał się na wschodnim brzegu Narwi. Z pewnością do tej pory często i zawsze z powodzeniem regiment atakował i forsował rosyjskie zasieki, pomimo najzacieklejszego ognia piechoty i karabinów maszynowych wroga. W tym przypadku jednak najpierw trzeba było pokonać inną przeszkodę: ciemne wody Narwi, których głębokości i nurtu nikt nie znał, której nie mogła przerwać żadna artyleria ani saperzy.

W efekcie udanej przeprawy i utrzymania zdobytego przyczółku, wróg skierował w to miejsce znaczne siły, co w wielkim stopniu ułatwiło Grupie Armii Gallwitza walki nad Narwią i przeprawienie się przez Narew na południe od Różana, a następnie odparcie rosyjskich korpusów broniących się na wschodnim brzegu Narwi.

Wszyscy członkowie regimentu odznaczyli się w równie bohaterski sposób: żołnierze na froncie, lekarze i personel medyczny przy ratowaniu niezliczonych umierających i rannych. Niestrudzenie pracowali też telefoniści, naprawiając stale przerywane przewody, nawiązując łączność głosową między przyczółkiem a zachodnim brzegiem.

Hauptmann  Kobus, dowódca II. Batalionu/44, który jako pierwszy z dowódców batalionów dotarł na wschodni brzeg i przez długi czas na nim dowodził, pisze o tym, jak zacięte były walki i co udało się tam osiągnąć:

"Na batalion wróg poprowadził 10-12 ataków, które z powodu braku amunicji często były odpierane bagnetami. Szczególnie zacięte były walki na północnym skrzydle. Pewnej nocy cały batalion rosyjski w zwartej kolumnie podszedł pod nasze pozycje. Został on ostrzelany przez nas z flanki i według kompanii Landszturmu, która później po walkach miała za zadanie sprzątnąć teren, leżał tam, skoszony na ziemi.

W zaroślach znaleziono Niemców i Rosjan, którzy wbili w siebie bagnety i nadal stali wyprostowani. W pamięci mam wiele takich obrazów, o których opowiadał landszturmista.

Batalion przez cały ten czas nie miał ciepłego posiłku, czasami nie było nawet kawałka chleba, często brakowało naboi. Ponadto od drugiego dnia przyczółek znajdował się pod ciężkim ostrzałem artylerii wszelkiego kalibru. Tylko nieliczni pływacy zdołali w ciągu dnia przepłynąć rzekę na przyczółek. Nasze mosty zostały zniszczone lub zabrał je nurt, pontony podziurawione i zatopione.

Sam musiałem 10 dni później oprowadzić Generała von Gallwitza po przyczółku i widziałem pozycje rosyjskie. To było wręcz straszne, jak sprawił się nasz ostrzał. Nagromadzone tam później materiały wojenne wszelkiego rodzaju, spiętrzone w góry, można było liczyć w tysiącach."

Straty regimentu były również wyjątkowo duże.

Dwa bataliony - mowa o dwóch, ponieważ I. Batalion/44 walczył w tym czasie w Kurlandii straciły zabitych: 6 oficerów, 260 podoficerów i żołnierzy; rannych było: 14 oficerów, 482 podoficerów i żołnierzy. Ponadto naliczono 48 osób zaginionych, których niewątpliwie należy zaliczyć do zabitych, gdyż prawdopodobnie utonęli ranni lub nie w Narwi i zostali zabrani niezauważenie przez nurt rzeki. Nazwiska poległych oficerów to:

Major w stanie spoczynku Hoffmann, dowódca III. Batalionu/44. Będąc już na emeryturze, tuż przed wojną pracował jako naczelnik poczty w Gołdapi. Był dobrze znany wszystkim starym żołnierzom Dönhofferów. Z chwilą wybuchu wojny zgłosił się na ochotnika, służąc najpierw jako dowódca kompanii, a od stycznia 1915 r. jako dowódca III. Batalionu/44. W lutym 1915 r. otrzymał stopień majora. Gdy 24 lipca przeprawiał się na czele swego batalionu przez Narew, otrzymał śmiertelną ranę (postrzał w brzuch) na piaszczystej wydmie. Zmarł  25 lipca na wschodnim brzegu, na przyczółku, przypieczętowując bohaterską śmiercią swą wierność Cesarzowi i Rzeszy.

Leutnant rezerwy Hoch, Leutnant rezerwy Berger, Leutnant rezerwy Mars, Leutnant rezerwy Richter oraz Offiziersstellvertreter Frantzke, jak również Fähnrich Eisenreich.

Ranni zostali: Hauptmann John i Hauptmann Weber, Leutnanci rezerwy Ogilvie, Becker (Ernst), Rattey, Zerrach, Adomat, Klocke, asystent chirurga dr Kumpieß, Offiziersstellvertreter: Scheidgen, Heldt, Schulz oraz Fähnrich Stenzler i Fähnrich Bendig.

Regiment przystąpił do przeprawy przez Narew w sile 2000 ludzi, ponad 800 z nich oddało krew za swego najwyższego wodza podczas przeprawy i w dalszych walkach na przyczółku.

 


Lista poległych oficerów i podoficerów.

w dniu 20. 7.

Offiziersstellvertreter  Franz Kallweit, 4. Kompania/44

Offiziersstellvertreter  Eduard Pietraß, 2. Kompania/44

 

w dniu 24. 7.

Leutnant rezerwy Hermann Richter, 9. Kompania/44

Leutnant rezerwy Hermann Mars, 10. Kompania/44

Leutnant rezerwy Otto Berger, 5. Kompania/44

Leutnant rezerwy Andreas Hoch, 12. Kompania/44

Offiziersstellvertreter Friedr. Fratzke, 10. Kompania/44

Vizefeldwebel rezerwy Alfred Weinbaum, 6. Kompania/44

Vizefeldwebel Willy Grundmann, 7. Kompania/44

Vizefeldwebel Otto Harmel, 7. Kompania/44

Fähnrich Gustav Eisenreich, 8. Kompania/44

Fähnrich Erwin Pätzold, 5. Kompania/44

 

w dniu 25. 7.

Major stanie spoczynku Ernst Hoffmann, III. Batalion/44

 

w dniu 27. 7.

Vizefeldwebel Georg Jänisch, 12. Kompania/44

 

w dniu 30. 7.

Vizefeldwebel Paul Zantopp, 2. Kompania/44

 

Polegli żołnierze

5. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muskieter August Radbrock

Muszkieter Anton Kranz (zaginiony)

Muszkieter Dietrich Kück nazywany Prigge

Muszkieter Hermann Willnow

Muszkieter Emil Seidler

Muszkieter Gustav Wieding

Muszkieter Friedrich Bendkus

Muszkieter Bernhard Roters

Muszkieter August Frädrich

Muszkieter Franz Sklomeit

Muszkieter Otto Müller

Muszkieter Willi Ewald

Muszkieter Karl Rautenberg

Muszkieter Stanislaus Malinowski

Unteroffizier rezerwy Ernst Franz

Gefreiter rezerwy Otto Steinwender

Muszkieter Franz Grese

Muszkieter Paul Erbe

Gefreiter landwehry August Jungkeit

 

w dniu 25. 7.

Muszkieter Hermann Kosolowski

Muszkieter Peter Liethen

Muszkieter Johann Eisenmenger

Muszkieter Hermann Silkeit

Gefreiter rezerwy Karl Frank

 

w dniu 26. 7.

Gefreiter Christof Lehwald

Gefreiter Wilhelm Schönfeld

Muszkieterier Mathes Kochanowski

Muszkieter Wilhelm Gente

Muszkieter Fritz Dombrowski

Muszkieter Friedrich Kothe

Muszkieter Ernst Kaszelkus

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Ernst Lerch

Unteroffizier rezerwy Henrich Dudszus

Muszkieter Karl Lux

 

6. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muszkieter August Schminke

Gefreiter rezerwy Ernst Schmielewski

Gefreiter rezerwy Friedrich Pianka

Muszkieter August Wisbar

Muszkieter Karl Kanzler

Muszkieter August Mongenot

Muszkieter Karl Gierke

Muszkieter Paul Gembitzki

Muszkieter Hermann Behn

Muszkieter Ernst Schwenk

Muszkieter Bruno Lawrenz

Muszkieter Richard Klose

Muszkieter Gustaw Kierstein

Muszkieter Artur Wanschkuhn

Muszkieter Wilhelm Kunze

 

w dniu 25. 7.

Muszkieter Ernst Döbler

 

w dniu 26. 7.

Muszkieter Richard Kemsies

Muszkieter Friedrich Müller

Gefreiter rezerwy Friedrich Malunat

Unteroffizier rezerwy Friedrich Peise

Gefreiter rezerwy Franz Klinger

Muszkieter Otto Jortzik

 

w dniu 27. 7.

Muszkieter Ahrend Lütgen

Muszkieter Dietrich Meyer

Muszkieter Wilhelm Dieckmann

Muszkieter Paul Westphal

 

w dniu 28. 7.

Muszkieter Robert Bläsing

 

w dniu 30. 7.

Muszkieter Erich Günther

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Emil Herter

 

7. Kompania/44

w dniu 15. 7.

Muszkieter Gustav Preetz

 

w dniu 16. 7.

Muszkieter Paul Horn

 

w dniu 19. 7.

Muszkieter Bernhard Drosten

Muszkieter Johann Gillet

 

w dniu 24. 7.

Muszkieter Fritz Proischen

Muszkieter Wilhelm Hertel

Muszkieter August Steeck

Unteroffizier rezerwy Herm. Schattschneider

Unteroffizier rezerwy August Selmikat

Muszkieter Otto Klein

Muszkieter Paul Rex

Muszkieter Franz Romeikat (zaginiony)

Muszkieter Joseph Brauer

Muszkieter Gustav Schwenk

Muszkieter Karl Topp

Muszkieter Otto Thiel (zaginiony)

Muszkieter Heinrich Lindt

Muszkieter Wilhelm Zuther

Gefreiter rezerwy Richard Kliem

Muszkieter Edwin Reißig

Muszkieter Anton Wittenburg

Muszkieter Friedrich Klaus

Muszkieter Gustav Ziemann

 

w dniu 27. 7.

Muszkieter Friedrich Dittkowski

Sanitariusz Unteroffizier rezerwy Johann Skibba

 

w dniu 28. 7.

Muszkieter Wilhelm Gobbert

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Otto Schroer (zaginiony)

Muszkieter Ewald Zielich

Muszkieter Max Dießner

Muszkieter Peter Borreck

Unteroffizier rezerwy Hermann Schirmann (zaginiony)

Muszkieter Ernst Stuhr

 

8. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muszkieter paul Smaka

Muszkieter Friedrich Erfurt

Muszkieter Hermann Erdtmann

Muszkieter Reinhold Großer

Muszkieter Otto Jordan

Unteroffizier rezerwy Julius Kasischke

Muszkieter Hermann Warthold

Muszkieter Heinrich Thomas

Muszkieter Otto Lehmann (zaginiony)

Muszkieter Otto Schirrmacher

Muszkieter Paul Schulze

Muszkieter Max Stanschus

Muszkieter Fritz Will

Muszkieter August Sticklun

Muszkieter Johannes Ahrens.

Muszkieter Georg Klemens

Muszkieter Paul Tunke

Muszkieter Richard Lottermoser

Gefreiter Karl Bockmühl

Muszkieter Johann Huwig

Muszkieter August Radloff

Muszkieter Wilhelm Schwer

 

w dniu 25. 7.

Muszkieter Artur Loschwitz

Muszkieter David Bolz

Muszkieter Ernst Pohlmann

Muszkieter Albert Boldt

 

w dniu 27. 7,

Muszkieter Otto Willuda

 

w dniu 2 8. 7.

Muszkieter Alfred Bauer

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Rudolf Goerke

Muszkieter Wilhelm Jaenisch

 

9. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muszkieter Fritz Przyborowski

Muszkieter Friedrich Nedebock

Muszkieter Fritz Möllner

Muszkieter Alfred Hartmann

Gefreiter rezerwy Albert Wings

Muszkieter Franz Poschwotta

Muszkieter Willi Wallbruch

Muszkieter Kart Jeschonnek

Muszkieter Wilhelm Müller

Muszkieter Paul Maurer

Muszkieter Willi Malchow

Muszkieter Kurt Lewinsky (zaginiony)

Muszkieter Otto Neumann

Muszkieter Willi Lobbes

Muszkieter Willi Melzer

Muszkieter Bernhard Poschmann

Muszkieter Josef Kube

Muszkieter Walter Heisel (zaginiony)

Muszkieter Friedrich Brandenburg

Muszkieter Ernst Paasch (zaginiony)

Muszkieter Karl Kirschning (zaginiony)

Sanitariusz Unteroffizier Karl Wagenzisek (zaginiony)

Gefreiter Wilhelm Schadow

Muszkieter Josef ZeitvogeI

Muszkieter Julius Puchot

Muszkieter Otto Köhn

Muszkieter Rudolf Nedel

Muszkieter Albert Strese

Muszkieter Albert Höhns

Muszkieter Heinrich Schrader

Gefreiter rezerwy Karl Beutel

Muszkieter Hermann Schapull

Gefreiter rezerwy August Neusesser

 

w dniu 2 8. 7.

Muszkieter Franz Schmidt

 

w dniu 30. 7.

Muszkieter Robert Westphal

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Hermann Jungbluth

 

10. Kompania/44

w dniu 20. 7.

Muszkieter Adolf Brunk

 

w dniu 24. 7.

Gefreiter Paul Duske

Unteroffizier rezerwy Friedrich Urbschat

Muszkieter Franz Schievelbein

Gefreiter Fritz Thiergart

Muszkieter Gustav Naporra

Muszkieter Hermann Dittmann

Muszkieter Wilhelm Hunold

 

w dniu 25. 7.

Unteroffizier rezerwy Paul Preuß

Muszkieter Karl Gramke

Muszkieter Heinrich Menzel (zaginiony)

Muszkieter Friedrich Doniges

Muszkieter Josef Hermann (zaginiony)

 

w dniu 26. 7.

Muszkieter Georg Huxdorff

Muszkieter Fritz Buchholz

 

w dniu 27. 7.

Muszkieter Hermann Prill

 

w dniu 2 8. 7.

Gefreiter rezerwy Franz Brück

 

w dniu 29. 7.

Muszkieter Fritz Zibell

 

w dniu 30. 7.

Muszkieter Otto Wiluda

 

w dniu 31. 7.

Muszkieter Willy Eichelbaum

 

11. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muszkieter Franz Schuhmacher

Muszkieter Gustav Fischer

Muszkieter Franz Uschkurat

Muszkieter Erich Dietrich (zaginiony)

Muszkieter Heinrich Schmeckpeper

Muszkieter Friedrich Krink (zaginiony)

Muszkieter Richard Augsutat

Muszkieter Gustav Kerutt

Muszkieter Richard Zehler

Muszkieter Hermann Müller

Muszkieter Friedrich Schulz

Muszkieter Gustav Krohm (zaginiony)

Muszkieter Julius Funk

Muszkieter August Littmann

Muszkieter Johann Krawietz

 

w dniu 25. 7.

Muszkieter Rudolf Girard

 

w dniu 28. 7.

Muszkieter Karl Bieck

 

12. Kompania/44

w dniu 24. 7.

Muszkieter Gustav Dallmann

Muszkieter Paul Räther

Muszkieter Otto Straßburg

Muszkieter Otto Schmidt

Muszkieter Bruno Schmidtzek

Muszkieter Fritz Grüttemeier

Muszkieter Wilhelm Schreck

Muszkieterr Max Zedler

Muszkieter Karl Rundt

Muszkieter Walter Müller

Muszkieter Ernst Keßler

Muszkieter Wilhelm Sausmikat

Muszkieter Gustav Heister

Muszkieter Otto Grätsch

Muszkieter Gottlob Rometsch

Muszkieter Otto Schleweit

Muszkieter Albert Geduhn

Muszkieter Fritz Koch

Muszkieter Hermann Hammel

Muszkieter Anton Kulbe

Muszkieter Hermann Ludwig

Grenadier Johann Komozin

Muszkieter Adolf Prange

Muszkieter Hans Siebert

Muszkieter Franz Josiehn

Muszkieter Friedrich Goltz

Unteroffizier Friedrich Salewski

Muszkieter Ewald Blaurock

Gefreiter Christoph Bilstein

Unteroffizier Emil Rabbutz

Muszkieter Gottfried Wienands

Unteroffizier Gustav Schereiks

Gefreiter Gustav Meyer

Muszkieter Hugo Kunkel

Unteroffizier Otto Glomm

Muszkieter Otto Bartsch

Muszkieter Karl Gritzko

Muszkieter Alexander Hoffbauer

Muszkieter Walter Gorges

Muszkieter Willi Trapp

Muszkieter Albert Pfeifer

Muszkieter Martin Lingies (zaginiony)

Unteroffizier Oskar Rostin

Muszkieter Michael Konietzko

Muszkieter Willy Moritz

Muszkieter Bernhard Block

Muszkieter Gerhard Freßmann

Muszkieter Friedrich Kallweit

Muszkieter Otto Krätzmann

Muszkieter August Pusch

Muszkieter Wendel Mathis

Muszkieter Karl Richert

Muszkieter Johann Anjotowski

Muszkieter Hubert Rath

 

Kompania Karabinów Maszynowych/44

w dniu 24. 7.

Unteroffizier Franz Peter

Muszkieter Gustav Pahlke

Muszkieter Otto Petter

Muszkieter Wilhelm Groß

 

w dniu 25. 7.

Muszkieter Franz Thiel

Muszkieter Ernst Malchow

 

Polegli w ciągu 7 dni walk pod Kamianką żołnierze z 44. Regimentu Piechoty, to 10% wszystkich poległych tej jednostki w całej Wielkiej Wojnie.
Spoczywają oni na okolicznych cmentarzach wojennych w Kamiance, Żerań Duży i Dobrołęka-Maćki.

 

 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Lewa flanka, część 10: Wielka Letnia Ofensywa 1915

 

1. Ermländisches Infanterie-Regiment Nr. 150

1. Warmiński - Regiment Piechoty Nr 150

Fragment rozdziału: Die große Sommeroffensive 1915

Tłumaczenie i opracowanie: Jacek Czaplicki


Wielka Letnia Ofensywa 1915

Armie frontu zachodniego stały na dobrze rozbudowanych pozycjach obronnych i trudno było przełamać ten impas. Z tego powodu, raz na zawsze trzeba było przełamać przewagę wroga na froncie wschodnim. Pod koniec kwietnia 1915 r. wojska niemieckie podjęły śmiałą ofensywę w Kurlandii. 2 maja 1915 r. armia Mackensena przebiła się przez pozycje rosyjskie w pobliżu Gorlic -Tarnowa i ścigała wroga przez Galicję zdobywając Przemyśl i Lwów. Na początku lipca Rosjanie zostali wypędzeni z ziemi austriackiej, a Mackensen skręcił na północ, aby przejść między Bugiem a Wisłą do Brześcia-Litewskiego.
W celu zniszczenia sił rosyjskich stojących na łuku Wisły, siły armii niemieckiej stojące na granicach Prus Wschodnich ruszyły do ataku. Ta wielka lipcowa ofensywa rozpoczęła się równocześnie w dwóch miejscach. W pobliżu Przasnysza i na skraju północnego skrzydła Armii Niemen von Below'a.
Grupa Armii Gallwitz została wzmocniona przez dwanaście dywizji i ciężką artylerią. Na kierunku ich ataku znajdowały się silnie rozwinięte pozycje polowe, ufortyfikowane bazy i jedna duża twierdza. Na drugiej linii obrony mieli rzekę Narew i pas nadrzecznych fortyfikacji. Pas ziemi po obu stronach Przasnysza został uznany za najkorzystniejszy obszar ataku. W połowie lipca wybiła godzina ataku. Rozpoczęła się wielka letnia ofensywa. Składała się ona z nieprzerwanych bitew, przemarszów i prowadziła nas w niespotykanym dotąd, zwycięskim marszu przez całą Polskę, do Rosji właściwej. Niestety nie udało się osiągnąć tak decydującego sukcesu jak w przypadku Tannenbergu i Bitwy Zimowej. Raz po raz wojska rosyjskie cofały się, ich armia w ten sposób unikała rozgromienia.


Bitwa o przełamanie frontu pod Przasnyszem.
8 lipca 1915 r. z samego rana nadszedł dość niespodziewany i zaskakujący rozkaz, że sztab regimentu oraz sześć kompanii ma zostać wycofanych z zajmowanych pozycji i przemaszerować przez Myszyniec za rzekę Omulew, gdzie zostanie utworzona dywizja mieszana. Na początku nie wiedziano, jaki jest cel takiego rozwiązania. Żołnierzy poinformowano, aby się pospieszyli i przygotowali do wymarszu oraz przygotowali się do wojny manewrowej ze wszystkimi jej wymaganiami!
Regiment wyznaczył do tego celu II. Batalion/150 pod dowództwem Majora Kittela oraz 2. i 9. Kompanię/150. Przez cały dzień wychodziły zamówienia z jednostek i wydawano im przydziały. Pojazdy i odzież musiały być dokładnie sprawdzone, konie tu i ówdzie były wymieniane na silniejsze, wydawano zapasy jedzenia i amunicji - krótko mówiąc, bataliony i kompanie miały ręce pełne roboty.
Marsz rozpoczyna się wieczorem tuż po zmroku, ponieważ wróg nie mógł zauważyć przegrupowania wojsk. Sześć kompanii pomaszerowało przez Myszyniec do wsi Surowe i Krukowo. Do tej drugiej wsi udał się również sztab regimentu. Tam dopiero żołnierze otrzymali informacje, że na wschód i zachód od Przasnysza zaplanowano dużą ofensywę.
W dniu 10 lipca 1915 część regimentu dociera do Pruskołęki. W ciągu dnia powstaje tam regiment „Bürkner”. Oprócz II. Batalionu/150, II. Batalionu/147 pod dowództwem Hauptmanna Kramme, w jego skład wchodzi jeszcze batalion Brause, złożony z 1. i 4. Kompanii/147 oraz 2. i 9. Kompanii/150. Ponadto regimentowi przydzielono 190. i 191. Pluton Karabinów Maszynowych. Regiment zostaje podporządkowany Brygadzie Küster i Dywizji von Falka.
W Pruskołęce wszystkie oddziały musiały rozłożyć się obozem, ponieważ wieś składała się tylko z osiemnastu zagród i panowała tam ospa. Sześć zagród było całkowicie odciętych, a ich mieszkańcy nie mogli opuszczać miejsca pobytu. Przed każdym domem znajdował się posterunek straży. Również wodę ze studni uznano za złą, było podejrzenie, że jest skażona. Tylko dwie studnie były używane do pobierania wody pitnej. W obozie wiele się działo. Wielu żołnierzy zdejmowało połowę lub wszystkie ubrania, aby wykąpać się w pobliskim strumieniu. W międzyczasie przybiegają Polki i pytają, czy mogą zrobić pranie. Wieczorem obiecują oddać wszystko wyprane i wysuszone. Chcą zarobić na tym trochę pieniędzy i wielu żołnierzy korzysta z tej oferty. To dziwny obraz życia polowego, mnóstwo kobiet pomiędzy nagimi mężczyznami. Wojna zmienia wiele rzeczy!

Około 10 wieczorem zaczął padać deszcz, który trwał przez całą noc. Wiele namiotów trzeba jak najszybciej stawiać na nowo, ponieważ znajdowały się na zalanym terenie. Wszystkie konie ze spuszczonymi głowami znosiły ulewę.
W dniu 11 lipca 1915 r. rano deszcz na szczęście ustępuje, a około 10:00 słońce przebija się przez chmury i przynosi piękny letni dzień. Niewygody nocy zostają wybaczone, żołnierze znów w dobrych nastrojach podejmują życie obozowe, a niektórzy włóczą się po okolicznych pięknych wioskach – tego dnia jest niedziela, wszędzie tam panują świąteczne porządki.
Następnego dnia, 12 lipca 1915 r. , pojawia się Ekscelencja von Falk, dowódca dywizji. Bataliony stanęły na placu obozowym, gdzie wita je Ekscelencja: "Przed nami ciężkie walki. Musi istnieć wzajemne zaufanie pomiędzy dowódcą a oddziałami. Oczekuję wszystkiego co najlepsze od dzielnych oddziałów, które tak często zdały sprawdzian i wie, że może na nich polegać”.

Przeprawa przez bród w trakcie marszu do Olszewki w dniu 13 lipca 1915

 

13 lipca 1915 r. wielka ofensywa zaczyna się przed świtem. O godzinie 3:00 nad ranem, regiment „Bürkner” rusza do wsi Olszewka. Pogoda znów się zmieniła, pada deszcz. W trakcie marszu trzeba było pokonać duże bagna i łąki, które stały pod wodą z powodu ulewnych deszczy ostatnich dni. Pojazdy utknęły i by ruszyć je z miejsca trzeba było zaprzęgać do wozu po sześć do ośmiu koni.

W Olszewce gromadzi się Brygada „Küster”, która wyrusza wyznaczonym korytarzem – o szerokości 1 kilometra – nad rzeką Orzyc koło Jednorożca, skąd od wielu godzin słychać coraz większy ostrzał artyleryjski. Po drodze oddziały często mijały stanowiska ciężkiej artylerii. Wkrótce również słychać ogień piechoty, który narasta z każdym pokonanym metrem. Nawet niebiosa przyłączają się do hałasu bitwy rozbłyskami piorunów. Straszliwa burza z piorunami po pewnym czasie rozładowuje się, ale pod koniec towarzyszy jej gradobicie z ziarnami wielkości wiśni. Konie z bólu dostają szału - kilka pojazdów poniosło, wóz z karabinem wjeżdża w bagno i a konie utknęły tam po pas. Z wielkim trudem udało się je wyciągnąć. Ale burza szybko mija - „surowi panowie” nie rządzą długo! A grzmot bitewny z setek ognistych gardeł znów dominuje na scenie!
Regiment początkowo wyznaczony jest jako rezerwa korpusu i zostaje rozmieszczony lesie na północny zachód od Jednorożca. Około południa otrzymuje jednak rozkaz zluzowania 5. Regimentu Gwardii oraz Rezerwowego Jäger-Batalionu Gwardii, który brał udział w ataku na rosyjskie pozycje na wzgórzu 145, na południe od Stegny i poniósł duże straty.

Walki na południe od Jednorożca. 13 lipca 1915

 

Wykonanie tego manewru dla batalionów było niezwykle trudne, gdyż ruiny Jednorożca, gdzie tylko gołe kominy i podziurawiony wiatrak wciąż wystawały ze stosu gruzów - oraz prawie odkryta równina, przez którą musi przejść regiment, znajdowały się pod ciężkim ostrzałem rosyjskiej artylerii. Wkrótce jednak bataliony docierają do okopów znajdujących się północ od wsi Stegny, w których teraz następuje luzowanie znajdujących się tam oddziałów niemieckich. Rozbudowany system okopów powoduje dezorientację u przybyłych. Również stały ostrzał tych umocnień przez artylerię wroga, sprawia, że luzowanie zmęczonych oddziałów trwa długo. II. Batalion/150 zastępuje oddziały 5. Regimentu Gwardii, II. Batalion/147 luzuje oddziały Rezerwowego Jäger-Batalionu Gwardii. Batalion von Brause pozostaje jako rezerwa dywizji na północnym skraju Jednorożca.

Od wczorajszego wieczoru oddziały są bez jedzenia. Tabory, wozy z amunicją i kuchnie polowe dotarły aż do lasu na północ od Jednorożca, ale teraz nie ma możliwości dostarczenia z nich prowiantu od oddziałów na pierwszej linii frontu. O godzinie 17:00 regiment otrzymuje od dowódcy brygady rozkaz zajęcia skraju lasu na południe od Stegny, który wciąż jest zajęty przez wroga i wypchnięcie ich na południową krawędź lasu o długości około 5 do 6 kilometrów. To trudne zadanie dla regimentu, bo niedługo miały zapaść ciemności! Bataliony rozwijają się obok siebie, by atakować skraj lasu, z którego ostrzeliwuje ich piechota i karabin maszynowy. Batalion von Brause również został ściągnięty i rusza z tyłu jako rezerwa. Po około dwóch godzinach walk, krawędź lasu zostaje zajęta, jeńcy twierdzą, że są tylko tylną strażą, a w lesie jest wiele ich oddziałów.

Biorąc pod uwagę głębokość i szerokość lasu oraz jego gęste podszycie, które będzie stanowić dużą przeszkodę w akcji, wszystkie trzy bataliony zostają rozmieszczone obok siebie. Oddziały mają poruszać się równolegle do drogi Stegna-Drążdżewo, po której będzie poruszał się sztab regimentu, podążając 400 m za strzelcami. W międzyczasie, gdy bataliony zaczynają się przemieszczać, aby przejść przez las, zrobiło się już bardzo ciemno.

Pierwsze strzały rozlegają się bardzo daleko, prawdopodobnie na prawym skrzydle II. Batalionu/150, później żwawy i coraz bardziej gwałtowny ogień stopniowo zbliża się do drogi. Wkrótce padają również strzały na lewo od drogi. Wygląda na to, że wszędzie na całej linii natrafiono na opór wroga. W międzyczasie zaczęło padać i zrobiło się ciemno, przez co coraz trudniej jest żołnierzom utrzymać jedną linię i kierunek ataku. Po prawej stronie, wydaje się, że atak zatrzymuje się, że strzelcy natknęli się w niektórych miejscach na nieregularne druciane przeszkody, a wkrótce daje się zauważyć brak łączności z niektórymi oddziałami po prawej stronie drogi. Tu i ówdzie ogień piechoty cichnie, tylko po to, by niedługo później rozbrzmieć na nowo.

Do drogi dociera kilku rannych ze 147-ej, szukających opatrunku. Udało im się tu dotrzeć przypadkowo przez las, ponieważ zupełnie stracili kierunek w ciemności i cieszą się, że nie wpadli w ręce Rosjan.

Sztab regimentu zbliżył się już do linii ognia batalionu po lewej stronie. W ciemnościach i przy niejasnej sytuacji wszystkich batalionów, ruch do przodu coraz bardziej zanikał. Po prawej stronie brak kontaktu z oddziałami, front jest tu całkowicie przerwany, wysłane patrole wracają bez wyników. To bardzo niekomfortowa sytuacja. Ogień piechoty stopniowo całkowicie ustał. Tylko tu i ówdzie padają jeszcze strzały.

Wszyscy niecierpliwie oczekują świtu. Tymczasem kuchnie polowe zostają podciągnięte na drogę ze Stegny do Drążdżewa, tak że są pod ręką. Będzie można nakarmić żołnierzy, jak tylko sytuacja pozwoli.

Działania w dniu 14 lipca 1915

 

14 lipca 1915 r. Pierwszy przebłysk świtu na wschodzie witany jest jak wybawienie. Wszyscy dostępni gońcy i patrole zostają wysłani, by przywrócić kontakt z oddziałami po prawej stronie drogi. Patrol oficerski pod dowództwem ordynansa Leutnanta rezerwy Sterna, jedzie do Drążdżewa na rozpoznanie i wkrótce melduje, że po drodze nie ma śladu wroga. Batalion po lewej stronie kontynuuje swój ruch naprzód, a sztab regimentu rusza drogą na południowy skraj lasu. Tam dociera do niego pierwsza wiadomość od Batalionu „Kittel”, a wkrótce także od Batalionu „Kramme”. Rosjanie wycofali się wszędzie, bataliony podążają za nimi i stopniowo przywracane jest połączenie między oddziałami. Około godziny 5:00 rano uporządkowane już linie docierają do południowego skraju lasu.

Pościg w kierunku Narwi.

Teraz drugi regiment brygady rusza w pierwszej linii. Na drodze szybko pojawia się artyleria, aby zająć pozycje na południe od lasu. Mówi się teraz, że trzeba deptać wrogom po piętach i nie pozwalać mu odskoczyć. Sytuacja pod Przasnyszem też jest dobra, Rosjanie wycofują się wszędzie.

Przystanek na skraju lasu jest szybko wykorzystywany do pospiesznego nakarmienia żołnierzy z kuchni polowych.

O godzinie 12:00 zabrakło jedzenia dla wszystkich! Dodatkowo dają o sobie znak dwie bezsenne noce, w tym ostatnia z wyczerpującą nocną walką w lesie. Jednak mimo tych wysiłków i niedostatków wszędzie panuje radosny i pewny siebie nastrój zwycięstwa. Regiment przemieszcza się teraz na południowy wschód, za 5. Regimentem Gwardii. Na wysokości wsi Grądy dowódca dywizji rozkazuje zatrzymać się i skierować się frontem w kierunku rzeki Orzyc. Wysłano patrole zwiadowcze w kierunku rzeki i wsi Przytuły. Meldunki stamtąd są niekorzystne! W oddziałach brakuje już chleba, a bataliony miały go otrzymać dzisiaj, niektóre nawet już wczoraj. Jest to najbardziej nieprzyjemna sytuacja dla żołnierzy, ponieważ porcje z kuchni polowej są mocno niewystarczające. A co gorsza, znowu pada uciążliwy deszcz i nadchodzi noc. Głodni i mokrzy żołnierze tkwią w namiotach rozstawionych przy licho wykopanych okopach i oczekują na nadchodzący dzień.

W dniu 15 lipca 1915 r. walki wybuchają na nowo. Wydaje się, że Rosjanie chcą wykorzystać linię rzeczki do stawienie silniejszego oporu. Stoją od 800 do 1000 metrów na wschód od rzeki Orzyc, w miejscu gdzie sprzyja im ukształtowaniu terenu. Tylko pod wsią Przytuły mają jeszcze pozycje obronne po tej stronie rzeki. Ostrzał artylerii rosyjskiej jest niezwykle uciążliwy, bardzo powoli oddziały posuwają się naprzód. Straty rosną na całkowicie płaskim i niepokrytym terenie. Asystent lekarza doktor Schomann, który dopiero co wstąpił do regimentu w Wykrocie, pada zabity w okopie, gdy uderza tam pocisk artyleryjski. Zginął w trakcie ratowania ciężko rannego oficera, obserwatora artylerii. W miarę postępu ataku pozycje Rosjan w Przytułach są coraz bardziej okrążone, a zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, Rosjanie wieczorem uciekają, porzucając wieś oraz okopy na północ i południe od niej. Pozycje te zostają zajęte przez II. Batalion/150. Wieczorem Unterarzt Walter zgłasza się do regimentu w zastępstwie poległego asystenta lekarza.

Pogoda wyklarowała się, niebo jest bezchmurne. Około godziny 19:00 przelatuje nad nami rosyjski dwupłatowiec. Przy bezchmurnym niebie ma doskonały widok na nasze pozycje. Artyleria zaczyna ostrzeliwać malutki samolot lecący na wysokości około 1000 metrów. Każdy strzał szrapneli tworzy śnieżnobiałą bawełnianą kulę na błękitnym niebie, która dopiero po 15-20 minutach powoli się rozprasza. Wszystkie strzały są jednak za krótkie, samolot zdaje się wspinać jeszcze wyżej i kontynuuje swoją wędrówkę, nie przejmując się ostrzałem. Około 3 km za naszą pozycją przecina kolejną linię artyleryjską i ponownie dostaje się pod silny ogień. Zatacza duży łuk na południe i wraca na własne pozycje, ale jeszcze długo można go było śledzić przez lornetki.

Patrole niemieckie zajmują opuszczone pozycje nieprzyjaciela w Przytułach oraz na zachodnim krańcu mostu na rzece Orzyc. W pobliżu mostu rzeka Orzyc ma około 15 metrów szerokości i jest bardzo błotnista, więc przeprawa jest tu niemożliwa. A ponieważ teren ten jest pod ostrzałem wroga, nie można zbudować żadnych kładek.

W dniu 16 lipca 1915 r. o świcie rozpoczęło się intensywne przygotowanie artyleryjskie, a następnie na całym froncie podjęto przeprawę przez Orzyc i atak na pozycje nieprzyjaciela rozciągające się na północ i południe od wsi Bagienice. Dla obserwatorów jest to wspaniała scena bitewna! Całe pole walki widać jest z kilku kilometrów.

Orzyc zostaje pokonany po szybko zbudowanych, dość chwiejnych kładkach, ale czasami też trzeba było brodzić w płytszych miejscach. Przeprowadzenie koni i pojazdów było niezwykle trudne ze względu na bagniste brzegi rzeki. Walka z Rosjanami obsadzającymi pozycje w pobliżu wsi Bagienice trwa do wieczora, po czym bitwa zostaje przerwana. Bataliony okopują się na osiągniętych pozycjach. W ciemnościach nocy kuchnie polowe podprowadzane są pod same linie strzeleckie.

W nocy utrzymywany jest intensywny ruch patrolowy i około godziny 2:00 zauważono, że Rosjanie wycofali się na całej linii. O świcie 17 lipca 1915 r. rusza pościg w kierunku wschodnim.

Krajobraz zmienia się całkowicie, jest urozmaicony. Pagórkowata kraina, pełna liściastych lasów i niewielkich rozproszonych grup krzewów, a między nimi pofałdowane, bardzo dobrze rozwinięte i bujne pola uprawne - urokliwy, pełen wdzięku krajobraz.

Przez wieś Niesułowo-Huta regiment dotarł bez walki na długi, zalesiony grzbiet znajdujący się na wschód od tej wioski. Nadchodzi rozkaz, aby na początku nie podejmować dalszych działań. Dywizja Gwardii po prawej stronie jest nadal znacznie opóźniona, gdyż ich przeprawa przez Orzyc wiązała się z większymi trudnościami. Oczekiwany jest moment, kiedy oddziały te zajmą obszar na południe od wsi Rawy-Boruty. Tak więc Brygada odpoczywa na zajętym wzgórzu przez cały dzień. Pogoda jest piękna, a z wysokiego wzgórza rozciąga się rozległy widok. Mimowolnie spojrzenia i myśli kierowane są szczególnie na wschód. Zaledwie 20 kilometrów od tego miejsca płynie potężna rzeka Narew, z jej twierdzami Łomża, Ostrołęka, Różan, Pułtusk i Nowogeorgiewsk [Modlin]! Nie ma wątpliwości, że Rosjanie mają teraz zamiar opierać się na linii tych fortec. Jak zwykle będą się bronić, dopóki duże masy wojsk nie przekroczą linii rzeki.

Przed wzgórzem, na którym znajdował się regiment rozciągała się bagnista, 3-4 kilometrowa łąka, przecięta szerokim strumieniem, a po drugiej stronie znów wznosiły się zalesione wzgórza. Poniżej krawędzi lasu widoczna jest niezwykle duża i rozciągnięta wioska - Mamino. Na wzgórzach na wschód od tej wioski widać rozbłyski. To stanowiska artylerii rosyjskiej, która początkowo ostrzeliwuje głównie w kierunku południowo-zachodnim, na wsie Rawy-Boruty, gdzie prawdopodobnie pojawiła przednia straż Dywizji Gwardii. Wkrótce jednak i wzgórze zajęte przez regiment znajduje się pod ostrzałem, z tego powodu oddziały muszą się skryć z drugiej strony wzgórza.

O godzinie 17:00 regiment otrzymuje rozkaz, aby jedna z jego kompanii uderzyła na wieś Mamino w celu rozpoznania sił wroga. Wyznaczona do tego celu 8. Kompania/147 r. kieruje się na szeroki okop strzelecki naprzeciwko wioski. Tuż po dotarciu kompanii do otwartej przestrzeni na łące, dostaje się ona pod ostrzał piechoty i karabinu maszynowego ze wsi. Również artyleria rosyjska kieruje teraz na nich swój ogień. Pytanie brzmi: wycofać kompanię czy zaatakować z większą siłą. Dylemat rozwiązuje rozkaz z brygady, by atakować.

Batalion „Kramme” zostaje wysłany do ataku frontalnego, a batalion „von Brause” otrzymuje rozkaz zaatakowania Mamino na prawej flance, okrążając obszar bagnistych łąk od północy. Batalion ten ma odpalić flary, gdy tylko znajdzie się na prawym skrzydle pozycji wroga, tak aby ogień artylerii skierowany na Mamino mógł zostać skorygowany. Wraz z natarciem batalionu „Kramme”, cała dostępna artyleria w sektorze brygady kieruje swój ogień na wieś Mamino, która zaczyna się palić w niektórych miejscach, jednak wkrótce zamienia się w jedno wielkie morze płomieni z powodu dość silnego wiatru. Natarcie batalionu „Kramme” idzie zaskakująco szybko. W niepowstrzymanym, gwałtownym ataku dociera do płonącego Mamino, z którego Rosjanie uciekają w panice. Za wsią są jednak dobrze rozbudowane stanowiska wroga. Główna pozycja Rosjan znajduje się tylko 500 metrów dalej na skraju lasu. Tak więc batalion musi na razie okopać się we wsi, między płonącymi zagrodami i czekać na interwencję batalionu „von Brause”. W międzyczasie zrobiło się ciemno i nie widać jeszcze żadnego sygnału świetlnego. Wysłano więc kilka patroli, aby ustalić opóźnienie. Jeden z patroli wraca z meldunkiem od dowódcy batalionu: "Batalion napotkał w lesie na północ od Mamino silną formację oskrzydlającą wroga i związany jest walką, wyznaczonego zadania nie jest w stanie wypełnić”.

W tych warunkach pozostało tylko czekać na światło dzienne. Sztab regimentu przemieszcza się do małej wioski Pach, na zachód od Mamino, gdzie znajduje się również II. Batalion/150. W nocy aktywne patrole ustalają, że główna pozycja Rosjan jest nadal mocno obsadzona i rozciąga się znacznie dalej na południe, co oznacza, że do kolejnego natarcia potrzebne są znacznie większe siły.

Walki w dniu 17 lipca 1915

 

18 lipca 1915 r. Rozpoczęty atak musiał zostać dokończony, tyle, że sytuacja w jakiej znalazły się bataliony „Kramme” i „Brause” wymagała pilnej interwencji. Rankiem w niedzielę 18 lipca, dowódca dywizji rozkazuje zająć wrogie pozycje za wszelką cenę, tyle, że znacznie mocniejszym siłami i dopiero po przygotowaniu artylerii. Regiment Bürknera ma do dyspozycji cztery bataliony na przeprowadzenie ataku. Ściągana jest również artyleria z innych odcinków frontu.

Ranek mija na odpowiednich przygotowaniami. Około południa nadchodzi rozkaz przełożenia ataku, ponieważ na innych odcinkach frontu formacje są opóźnione i nie wykonały swoich zadań, a miały ruszyć do kolejnego natarcia równocześnie z atakiem na Mamino. Jednak po zmroku wszystkie oddziały mają już być gotowe do ataku, by o świcie ruszyć do szturmu.

O 20:00 i 21:00 nadal cała niemiecka artyleria ostrzeliwuje pozycje rosyjskie na wschód od Mamino – wygląda to jak gigantyczny pokaz fajerwerków! W nocy 19 lipca 1915 r. bataliony podkradają się jak najbliżej linii wroga, na flankach ustawiane są działa polowe. Wszystko jest gotowe do ataku. O 3:00 rano przychodzi meldunek, że Rosjanie opuścili swoje pozycje. Na całym froncie rusza pościg. W rosyjskich okopach, przez które oddziały przechodzą na początku dnia, zalegają góry trupów, efekt działania naszej artylerii. Kierunek marszu zostaje wyznaczony na wsie Żebry-Wierzchlas i Żebry-Stara Wieś, czyli coraz bliżej rzeki Narew! Teren jest niezwykle urokliwy, wspaniałe lasy liściaste, ładne i wciąż dobrze zachowane wioski. Ale wśród mieszkańców panuje rozpacz. Rosjanie zgromadzili całe bydło ze wsi i zabrali je. Jak teraz zostaną poprowadzone żniwa? Niektóre wioski są prawie wyludnione, Rosjanie zabrali ze sobą także mieszkańców. Tylko nieliczni, którzy pochowali się w lasach, uciekli przed swym losem i teraz wracają. Pewien stary człowiek opowiada, że Rosjanie wyciągali mieszkańców z gospodarstw, a później przy pomocy biczów pogonili mężczyzn, kobiety i dzieci jak stado bydła. Uratował się z córką i wnukami kryjąc się w lesie. Oni nie bali się Niemców, nie dali sobie wmówić, że Niemcy są okrutni i zrobią im krzywdę.

Nie ma żadnych oznak wroga. Rosjanie w nocy musieli zyskać znaczną przewagę przy odskoku. W południe regiment staje obozem we wsi Żebry-Stara Wieś. Tutaj też zastano tylko kilku mieszkańców. Stopniowo jednak coraz więcej z tych, którzy ukrywali się w pobliskim lesie, wychodzi z kryjówek. Ciągną też stamtąd z powrotem swoje sprzęty domowe, bo w czasie ucieczki zabierali, co tylko było możliwe i ukryli je w lesie. Krzesła i stoły, kołowrotki, krosna, a nawet drzwi i okiennice, których Rosjanie lubili używać do rozpalania ognia. Przynoszą je z lasów i odnawiają swoje domy. To przyjaźni ludzie, którzy robią dla nas, co mogą.

20 sierpnia 1915 r. przychodzą informacje z dowództwa Dywizji, że Rosjanie wycofali się za Narew. Sukces!

Patrole II. Batalionu/150 wcześnie rano 20 sierpnia meldują: "Obszar na wschód od wsi Maćki, Żerań Duży i Żerań Mały wolny od wroga. Narew ma tam około 80-120 m szerokości. Bród koło wsi Maćki w najgłębszym miejscu ma około 1,60 m głębokości. W odosobnionych punktach, małe wrogie oddziały nadal są w okopach na zachód od Narwi."

W nocy z 20 na 21 lipca silny patrol, którym dowodzi Offizierstellvertret Schulz, wyrusza na Nożewo i zastaje wieś wolną od wroga. Idąc dalej, nieoczekiwanie natknęli się na większy patrol rosyjski, który krył się w krzakach i pozwolił mniejszemu oddziałowi zbliżyć się. Z zaskoczenia otworzył ogień do niemieckiego patrolu. Doszło do walki, padło wielu zabitych i tylko paru żołnierzy uszło z zasadzki.

 

Pozycje 150. regimentu w dniach od 21 marca do 16 lipca 1915

Aby nie stracić z oczu całości wydarzeń, musimy teraz spojrzeć wstecz na to, co wydarzyło się na pozycjach na południe od wsi Wykrot.

Pod Wykrotem pozostał I. Batalion/150 bez 2. Kompanii i III. Batalion/150 bez 9. Kompanii pod dowództwem Majora von Kriesa. 13 lipca Generalmajor Protzen, starszy już, ale wciąż żwawy dżentelmen, weteran z walk 1866 i 1870/71, przejął dowodzenie na sektorem.

Na lewo od 150. Regimentu Piechoty znajdowała się 75. Rezerwowa Dywizja, która 14 lipca przełamała frontalnym atakiem pozycje Rosjan w pobliżu wsi Lipniki. Natarcie aktywnie wspierała artyleria 37. Dywizji Piechoty

Po przełamaniu obrony Rosjan pod Przasnyszem 15 lipca 1915 r. spodziewano się, że wróg będzie musiał się wycofać również z rejonu działania 37. Dywizji Piechoty i 75. Rezerwowej Dywizji Piechoty. Już rano 16 lipca nadeszły meldunki ze wsi Klimki, że w nocy wróg opuścił swoje stanowiska.

Dowodzona przez Leutnanta rezerwy Lehnsdorf'a 1. Kompania/150 samodzielnie ruszyła w pościg. Niedługo później ruszyły oddziały na całym froncie. I. i III. Batalion/150 przez wieś Krobia ruszył na wieś Sul, gdzie spotkał oddziały z I. Batalionu/249. Rezerwowego Regimentu Piechoty, który przeprawił się tam przez rzekę Szkwa.
Dalej oddziały 75. Brygady Piechoty [150. i 151. Regiment] udały się do wsi Golanka. W ten sposób przekroczono kilka tylnych, silnie umocnionych pozycji rosyjskich. Odwrót Rosjan musiał być przygotowany od dłuższego czasu, bo oprócz kilku skrzynek z amunicją piechoty prawie niczego nie pozostawiono na stanowiskach.

Wioski w tej okolicy były opuszczone. Wszyscy mieszkańcy prawdopodobnie uciekli lub zostali zabrani i pognani w nieznane przez Rosjan, jak to często miało miejsce we wsiach na zachód od Narwi.

Pogoda jest wyjątkowo paskudna. Ulewne deszcze zmiękczyły ziemię w bagnistym obszarze między małymi rzekami, co jeszcze bardziej utrudniło marsz artylerii i kolumn piechoty.

Pod Golanką w lasach rozłożono się obozem, który był osłaniany od strony wsi Grale. W międzyczasie patrole kawalerii (11. Reg. Dragonów) odkryły, że nieprzyjaciel kopie okopy pod Płoszycami i w lesie na południe od wsi.

W tym czasie do grupowania „Protzen” w którym znajdowały się I. i III. Batalion/150 (bez 2. i 9. Kompanii), dołączył Landszturm-Batalion „Allenstein” oraz II. i III. Dywizjon 82. Regimentu Artylerii Polowej.

W dniu 17 lipca przeprowadzono dokładne rozpoznanie rozciągniętych pozycji rosyjskich. Okazało się, że są to bardzo dobrze rozbudowane umocnienia. Jednak 75. Rezerwowa Dywizja, której podlegało obecnie również zgrupowanie Protzen, powstrzymała się od natychmiastowego ataku, aby najpierw podciągnąć silniejszą artylerię.

Również 18 lipca nie wyprowadzono frontalnego ataku wszystkich oddziałów, ponieważ w obszarze leśnym nie udało się dokładnie ustalić przebiegu rosyjskich umocnień, przez co artyleria nie mogła ich zniszczyć .

W nocy 19 lipca Rosjanie niespodziewanie wycofali się ze swych umocnień. W trakcie trwania pościgu, połowa 150. Regimentu Piechoty otrzymuje rozkaz przejścia przez rzekę Rozoga na południowy zachód od wsi Nasiadki, gdzie znajdował się most i przemarszu przez Lelis, Gibałkę do wsi Antonie, w celu powrotu jednostek pod rozkazy 37. Dywizji Piechoty. Zgrupowanie Protzen zostało w ten sposób rozwiązane.

W marszu oddziały ponownie przechodzą przez silnie rozbudowane i opuszczone pozycje rosyjskie. Wiele tutejszych wiosek zostało podpalonych przez Rosjan w czasie ich odwrotu.

20 lipca 1915 r. I. Batalion/150 oraz 10. Kompania/150 na rozkaz dowódcy 37. Dywizji przenosi się do wsi Siedliska [dzielnica wsi Łęg Przedmiejski], aby zabezpieczyć lewą flankę dywizji i ustawić tam swoje placówki. 11. i 12. Kompania/150, pod dowództwem Hauptmanna Kretzschmara, któremu przydzielono również 11. Kompanię/147 i Kompanię Karabinów Maszynowych/147 pozostają we wsi Antonie jako rezerwy dywizji.

W dniach 21 i 22 lipca nie nastąpiły żadne zmiany. Teren rzeki Narew był pod kontrolą aktywnych patroli. Po drugiej stronie Narwi widać było rozległe koszary w Ostrołęce.

Oddziałom 4. Kompanii/150 udało się w dniu 22 lipca 1915 r. schwytać rosyjski patrol liczący sześciu żołnierzy. Byli oni z 36. Syberyjskiego Pułku Piechoty, który walczył już ze 150. Regimentem Piechoty pod wsią Klimki.