Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 37 Infanterie Division. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 37 Infanterie Division. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 maja 2019

Wykrot, Wydmusy, Zawady – wojna pozycyjna – 1915

Notatki na podstawie kroniki:
Infanterie-Regiment Nr. 150
(1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty).


Nieprzerwane ataki nieprzyjaciela na nasze linie obrony niedaleko granic Prus Wschodnich trwały do początku kwietnia. Ataki wroga były zawsze krwawo odpierane. Gigantyczna ofensywa przeciwko Prusom Wschodnim z linii Narwi (w postaci ogromnych mas ludzi wylewających się z twierdz: Grodno, Łomża, Ostrołęka i z Przasnysza) nie powiodła się. Ogromne masy, które miały zalać Prusy Wschodnie, załamały pod murem ochronnym Prus Wschodnich. Nadszedł spokój i front zamarł w walkach pozycyjnych.
W tym czasie pozycje były umacniane i poszerzane, ustawiano dodatkowe zasieki z drutów kolczastych. 
Sztandar I Batalionu 150 Regimentu


Wykrot 1915

Wieś Wykrot stała się bazą wojskową.
Od czasu do czasu podejmowano akcje przeciw wrogom, np. by schwytać jeńców. W okopach załogi były zmieniane w regularnych odstępach, tak aby żołnierze mieli wystarczająco dużo czasu na odpoczynek. Stopniowo aktywność bojowa była coraz bardziej ograniczona do patroli. Również artyleria po obu stronach odzywała się sporadycznie, tyle, by czasem zakłócić pracę nad okopami. 29 marca 1915 -150 Regiment Piechoty dostaje uzupełnienia w postaci 500 ludzi. 10 Kompania składa się teraz z 220 żołnierzy. 
Wykrot. Pozostałości jednej z chat.

Na początku kwietnia z Dywizji przychodzi rozkaz, by wysiedlić wszystkich cywili znad pierwszej linii frontu, w tym ze wsi Wykrot. Akcja ta jest konieczna, ale jest też bardzo uciążliwa dla mieszkańców. Nie mogą ze sobą niczego zabrać, bo konie i wozy już dawno zostały zarekwirowane przez wojska. Wyjeżdżają więc z małym dobytkiem, załadowanym na wózki ręczne, tworząc długą kolumnę płaczących kobiet i dzieci oraz naburmuszonych mężczyzn. Wieś Wykrot licząca 122 gospodarstwa rolne, stała się prawdziwa męska. Spośród mieszkańców, została w niej tylko strasznie zaniedbana, pomarszczona, stara kobieta, ponieważ nie mogła maszerować i nie było dla niej transportu. Żołnierze zaopiekowali się nią. 12 kwietnia po długiej chorobie do Regimentu powrócił major Kittel i przejął II Batalion. Jak również pielęgniarka, siostra Elfriede Scherhans, która towarzyszyła regimentowi od początku wojny, a była ranna w wypadku karetki. Wieczorem 26 kwietnia dowódcy brygad i pułków zostają wezwani na naradę do dowództwa dywizji. Ekscelencja v. Staabs daje obraz ogólnej sytuacji i wyjaśnia konieczność wiązania sił rosyjskich, by nie mogli oni przerzucić wojsk na inne fronty. Dlatego też od czasu do czasu powinna mieć miejsce ofensywa w zmieniającą się linię frontu. 28 kwietnia 75 Dywizja Rezerwowa Piechoty stacjonująca po lewej stronie naszej Dywizji ma zaatakować pierwsza. Atak ten ma być wspierany aktywnością części sił z I i III Batalionu (150 IR). Przed atakiem poszerzono przejścia w linii zasieków i w polach minowych. Rozbrojono dwadzieścia min, a przy 21-szej znaleziono rozbity karabin, jagnięcą czapkę i epolety z oznaczeniem 9 Pułku Turkmeńskiego, a z pechowego żołnierza rosyjskiego nic nie zostało. 28 kwietnia o godz. 4.30 nasza artyleria otworzyła ogień, ale wkrótce i Rosyjska artyleria odpowiedziała. Wróg celował głównie w wieś Klimki i nasze lewe skrzydło. Cała wieś płonie. Jedyna zagroda we wsi, która się nie pali to ta z bocianim gniazdem, a bocianów nie odstraszają ani wybuchy granatów, ani gęste chmury dymu. O godzinie 6 rano kompanie szturmowe z I i III Batalionu ruszają do ataku, przechodzą przez przejścia w zasiekach z drutu kolczastego i z dużym impetem i niewielkimi stratami docierają do oddalonych o ok. 500 m rosyjskich okopów. Okopy były słabo obsadzone, więc Rosjanie szybko się wycofali na drugą, mocniejszą linię obrony. Atak 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty – pod silnym ostrzałem artylerii nieprzyjaciela posunął się o zaledwie kilkaset metrów. Strzelcy okopali się na osiągniętych pozycjach, ale wieczorem w nadchodzących ciemnościach wycofano wszystkich na pozycje wyjściowe, ponieważ obecnymi środkami kolejne ataki na pozycje Rosjan wydawały się niemożliwe. 1 i 10 kompania naszego Regimentu zostały jednak na zdobytych pozycjach. W nocy przerzucono kozły z zasiekami drutu kolczastego, a okopy przebudowano frontem do wroga.
Stopniowo nadchodzi wiosna. Woda z topniejącego śniegu zmiękczyła grunt, na łąkach rozlewiska, a drogi zamieniły się w bagna, na których pojazdy zapadały się powyżej osi. Okopy także zapełniły się wodą. Ale wiosenne słońce wkrótce zaczyna wykonywać swoją pracę i wysusza ziemię w kilka tygodni. Rzeka Rozoga cofa się z zalanych łąk do swojego głównego koryta. Z tego powodu trzeba było rozbudować okopy obronne, szczególnie na prawym skrzydle, gdzie rozlana Rozoga stanowiła do tej pory wystarczającą zaporę. Również wróg rozbudowuje swoje pozycje. Często ich żołnierze zachowują się bardzo żywiołowo. Czasami muzyka, śpiew i krzyki w czasie wiosennych nocy docierają do nas bardzo wyraźnie. Słychać nawet głosy kobiet. Wioska Jazgarka została całkowicie zrównana z ziemią przez nasze haubice, ale Rosjanie trzymają tam pozycje bardzo wytrwale. We wsi Wykrot sporo się dzieje. Sprzęt i odzież są naprawiane lub wymieniane, sprząta się wioskę i kwatery. Wokół buduje się i naprawia drogi. Żołnierze w czasie przerw od służby z wielkim zapałem dbają o swoje kwatery, porządkują je, sadzą jodły i kwiaty, grodzą je białym drewnem brzozowym. W ten sposób Wykrot staje się pięknym ogrodowym miastem. Życie w Wykrocie przybiera coraz bardziej pokojowe formy. Buduje się stołówki, kasyna, odbywają się nawet spektakle teatralne, które są wystawiane przez stacjonujących tam artylerzystów. W celu promowania zainteresowań ogrodniczych powołano komitet, który przyznaje nagrody najpiękniejszym ogrodom. W odpowiednich miejscach przy rzece Rozodze przygotowano łaźnie i kąpieliska. Kompanie, które nie mają służby, chętnie przeprowadzają ćwiczenia i szkolenia bojowe. Dzięki grom sportowym - piłka nożna - ludzie pozbywają się nudy. W dniu 3 maja 1915 telegram z Grupy Armii Gallwitz'a nakazał usunięcie "z terenu operacji" siostry Elfriede, ponieważ pobyt pielęgniarek na froncie był niezgodny z przepisami. Siostra Elfriede towarzyszyła Regimentowi przez siedem miesięcy - prawdopodobnie jako jedyna w wojsku - w różnych kampaniach wojennych i zyskała ogromny szacunek wśród żołnierzy. Po małej imprezie na której był dowódca Regimentu i wszyscy oficerowie, 4 maja opuściła nasz Regiment na zawsze, ale zachowała się wierna pamięć o jej odwadze na pierwszej linii frontu. 
Wykrot. Siostra Elfriede.

Siostra Elfriede


W maju odbywają się w Wykrocie dwa nabożeństwa polowe, w które prowadzą ksiądz Euzebiusz i kapelan dywizji ksiądz Wenzel.
Młody franciszkański mnich (Euzebiusz) jest opalony na brązowo jak jego szata, ponieważ żaden kapelusz nie chroni go przed słońcem. Obecnie znajduje się w dobrej sytuacji budżetowej, bo otrzymuje odpowiednie wynagrodzenie z wojsku. Ale jako żebraczy mnich nie może posiadać żadnej własności, dlatego wszystko, czego nie potrzebuje na wydatki osobiste wysyła do swojego klasztoru, a mianowicie do biblioteki, która jako jedyna może przyjmować darowizny pieniężne.
Młody franciszkański mnich (Euzebiusz)



Wykrot. Oficerowie i kapelan dywizji ksiądz Wenzel


Nabożeństwo protestanckie.

12 maja 146 Regiment opuszcza szeregi 37 Dywizji Piechoty i udaje się w inne rejony teatru wojennego.

13 maja 1915 ponownie przyjeżdżają uzupełnienia (Ersatzmannschaften), więc kompanie mają teraz pełne składy osobowe i w tym samym czasie pojawiają się trudności w zaopatrzeniu w prowiant. Po opuszczeniu Dywizji przez 146 Regiment, pół-batalion 150 Regimentu został przeniesiony do obozu leśnego pod Myszyńcem do dyspozycji sztabu dywizji. Mimo że straty w walkach były teraz bardzo małe, to w tym wilgotnym, podmokłym terenie w kwietniu nastąpiło dużo zachorowań. Prosto ze szkolenia w Döberitz i obozu w Warthe przybyło do Regimentu dziewiętnastu młodych, nowo awansowanych oficerów, tak że duże luki osobowe zostały do pewnego stopnia wypełnione.
3 czerwca. Twierdza Przemyśla upadła, ponownie zajęta przez Austriaków! Z tej okazji, na rozkaz dywizji, o godzinie 12.00 w południe, na 30 km odcinku frontu zalewamy Rosjan huraganem ognia. Ze względu na spokojną sytuację na naszym froncie, dowódca Regimentu pozwolił na powrót orkiestry naszego Regimentu, która stacjonowała w batalionie zastępczym w Allenstein (Olsztyn). Gra ona teraz na przemian przy batalionach i czasem przygrywa żołnierzom na służbie w okopach. W połowie czerwca dowódca Dywizji Ekscelencja v. Staabs żegna się telefonicznie z oddziałami. Nowym dowódcą 37 Dywizji Piechoty zostaje generał Gustav Freiherr von Hollen . 
Wykrot.
Wypoczynek żołnierzy w Wykrocie.



Wykrot.


Wykrot. Pomnik poległych.


Wykrot. Podoficerowie kompani karabinów maszynowych.


Sztab II Batalionu 150 Regimentu. Wiosna 1915

Sztab I Batalionu 150 Regimentu - wiosna 1915










Notatki na podstawie kroniki:
Infanterie-Regiment Nr. 147
(2 Mazurski - 147 Regiment Piechoty)

Wydmusy 1915

Walki pozycyjne na południe od wsi Wydmusy.
28 marca - 12 kwietnia 1915 r.
Po ostatnich porażkach Rosjanie w końcu zrezygnowali z daremnych wysiłków, aby zaatakować Prusy Wschodnie z południa. Rosjanie zostali odparci na każdym odcinku frontu, wszędzie, gdzie nasze wojska broniły się na ziemi rosyjskiej. Prusy, prowincja ważna, produkująca sporo żywności dla ludności Niemiec, znów mogła spokojnie kontynuować swoją działalność, a dobra, wioski i miasta zniszczone przez wroga w bezsensownym okrucieństwie mogły być spokojnie odbudowane.
Rozpoczęło się nowe, znośne życie również dla naszego regimentu.
Regiment obsadza okopy na południe od wsi Wydmusy, przed wykopami są słabe zapory z drutu kolczastego. Okopy są zajęte od prawej do lewej przez oddziały I, II i III Batalionu 147 Regimentu. Przeciwnik jeszcze nie przegrupował swoich sił po wycofaniu się naszych oddziałów z Wachu. Przez cały pierwszy dzień, do naszych linii bez przeszkód drogą Wach-Wydmusy docierają rozproszeni po ostatnich walkach żołnierze. Później jednak Rosjanie obsadzają południowy skraj bagien. Odległość między nimi a naszymi liniami wynosi więc 2-3 km i nie dochodzi na tym odcinku do większych starć. Również artyleria wroga jest mało aktywna.
W końcu można było rozpocząć walkę z najgorszym wrogiem, wszami.
Po prawie dwóch miesiącach ludzie mogą wreszcie zrobić coś dla swoich ciał i naprawić znoszone mundury. A któregoś dnia spotyka nas szczególna niespodzianka: dostajemy dary w niewyobrażalnych ilościach, puszkowane jedzenie, ciastka, smakołyki, tytoń, nową bieliznę, wszystko to przysłane do Regimentu przez żonę naszego patrona, Jej Ekscelencję, Panią v. Hindenburg.
Szeroki odcinek bagien między naszymi pozycjami a wrogiem uniemożliwia wysyłanie patroli. W ten sposób cała energia skupia się na rozbudowywaniu okopów. Po przybyciu uzupełnień z Ersatz-Transportów nasze kompanie mają stany w ilości około 200 żołnierzy. Dzięki temu można było wycofać jeden z batalionów z okopów na wypoczynek do wsi Wydmusy. Bataliony w okopach są regularnie wymieniane. 

Olszyny, Zawady 1915
Wojna pozycyjna na wschód od wsi Olszyny i pod Zawadami. 13 kwietnia - 15 lipca 1915 r.
Od 12 kwietnia bataliony są pojedynczo wycofywane z okopów pod Wydmusami i przenoszone na nowe pozycje, luzując 151 Regiment Piechoty i 48 Regiment Piechoty Landwehry.
I Batalion obejmuje pozycje na północnym skraju Bagna Karaska, II Batalion na wysokich wydmach na wschód od wsi Olszyny, a III Batalion w małym lesie. Sztab Regimentu umieszczono w gospodarstwie na wzgórzu 125 w Bandysiach. Pozycja nie jest tak wygodna jak poprzednia. Wydmy i rozległe bagna, które są chronione jedynie przez szańce obronne i stanowiska ogniowe, stanowią jednak dobre cele dla artylerii wroga. Odległość między wrogimi liniami - oprócz prawego skrzydła - wynosi 400-800 m, dzięki czemu karabiny i karabiny maszynowe również mają skuteczny zasięg. Wrogie ostrzeliwanie naszych stanowisk przez piechotę jest irytujące i trzeba ich uciszać miotaczami min. Regiment obsadza niezwykle długi odcinek frontu, prawie 5 km. Dlatego też Regimentowi zostaje dodatkowo podporządkowany Landszturm-Batalion Deutsch Eylau, a niedługo później także I Batalion Piechoty Landwehry Bitterfeld. Ich kompanie zostały rozmieszczone pomiędzy kompaniami regimentu.
Ciągłe wypady patrolowe pomagają utrzymać aktywność bojową oddziałów. Małe patrole są wysyłane dość często. Złapani jeńcy i czasem przybywający uciekinierzy dają jasny obraz sił przeciwnika. Rosjanie są nadal znacznie silniejsi od nas i mimo sporego zagęszczenia na pierwszyznach liniach, mają całe pułki w rezerwie. Najcięższa praca nie wymaga jednak walki z wrogiem, ale z ziemią. Na wydmach, każda nowa wiosenna burza wypełnia pracowicie wykopane rowy wodą. Dopóki kompanie nie nauczyły się wzmacniać ścian okopu gałęziami jodły, a później wystarczającą ilością worków z piaskiem, skutkowało to tym, że okopy obsuwały się. Planowano duże prace drenażowe na bagnach, które w warunkach frontowych nie byłyby łatwe.
Z czasem pojawił się nowy wróg: wielkie upały i susze. Trzeba było kopać studnie. Wiele wysiłku sprawiało też powstrzymywanie pożarów lasów, które ciągle wybuchały tu i ówdzie, a rozprzestrzeniały się z ogromną prędkością. Jedyne pocieszenie, że wróg nie jest w lepszej sytuacji. Prawie każdego dnia ogromne chmury dymu ukazują, że pod tym względem jest u nich znacznie gorzej.
Starcia z wrogiem są sporadyczne, straty niewielkie. Lecz czasem trafiały się bezpośrednie trafienia od nieprzyjacielskiego ognia w niewykończone stanowiska i niekiedy straty spowodowane przez strzelców wyborowych wroga.
Kompanie odbudowują swe pełne stany osobowe dzięki Ersatz-transportom. Jedzenie jest dobre. Kuchnie polowe często muszą gotować dwa razy dziennie, aby poradzić sobie z ilością dostarczanego jedzenia. Ludzie stają się coraz bardziej wypoczęci i sprawniejsi.
2 czerwca, I Batalion Landwehry Bitterfeld zostaje zastąpiony przez III Batalion 48 Regimentu Piechoty Landwehry i użyty w lesie na wschód od wsi Zawady. A kilka dni później na pozycjach na południe od wsi, które ciągną się aż do brzegów Omulwi. O te pozycje toczyły się w marcu ciężkie boje, gdy Rosjanie przełamali tam front.
Obecnie stanowiska obronne są bardzo dobrze rozbudowane. Wybudowano tam też wzorcowe ziemianki mieszkalne. Szczególny zachwyt wzbudza segment sanitarno-kąpielowy oraz stanowisko dowodzenia batalionu.

Kopaczyska 1915
Walki o Kopaczyska 24 czerwca 1915 roku. Większa akcja bojowa przerwała spokój walki pozycyjnej. Na rozkaz Dywizji, wieś Kopaczyska miały zostać zaatakowane przez duży oddział. Zadanie zostało wyznaczone I Batalionowi 147 Regimentu, na godzinę 00.45 w nocy. Kompanie stały gotowe do ataku na cmentarzu na południe od wsi Zawady. Po krótkim przygotowaniu artyleryjskim, które nie było zbyt skuteczne z powodu ciemności, rozpoczęto atak na Kopaczyska 1 kompanią z prawego skrzydła.
Na lewo atakowała 2 Kompania szturmując szaniec znajdujący się przed rosyjskimi okopami. 3 Kompania atakował na wschód od wsi. Przebito się przez pozycje wroga, przy czym decydujące znaczenie miało zdobycie rosyjskiego szańca. Zaskoczony wróg uciekł, zdobyto 80 jeńców. Wkrótce jednak atak się załamał. 1 Kompania w trakcie kontynuowania ataku zostaje ostrzelana z prawej strony z flanki, zza rzeki Omulew, ze wsi Guzowatka, niezdobytej przez oddziały 2 Dywizji Piechoty. Przed 2 i 3 Kompanią Rosjanie się zorganizowali i wyprowadzili wściekłe kontrataki, które stały się bardzo niebezpieczne, z powodu tego, że 4 Kompania atakująca na skrajnej lewej flance nie wykonała swego zadania i utknęła przed pozycjami Rosjan. Dodatkowo, nasza artyleria strzelając w ciemności zaczęła razić nasze oddziały. Powstało zamieszanie.
Atak nie powiódł się. Wydano rozkaz odwrotu. Niestety, oddziały wycofywały się po świcie, czyli w blasku dnia. Otwarty teren i wściekły ostrzał Rosjan w kierunku uciekających powodował ciężkie straty.
Nocny atak na Kopaczyska kosztował I Batalion sześciu oficerów (dowódca 2 Kompanii oberleutnant Quassowski schwytany przez Rosjan, dowódca 3 Kompanii leutnant Boretius, ranny) i 259 zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy.

Niefortunny atak tak opisuje Muszkieter Katkowski:
"Najbardziej szokujące godziny, jakie przeżyłem, to godziny szturmu na wieś Kopaczyska. Po przygotowaniu artyleryjskim, I Batalion naszego Regimentu ruszył do ataku. Do rosyjskich zasieków z drutu kolczastego dotarliśmy bez reakcji ze strony wroga. Dopiero gdy zaczęliśmy przecinać zasieki, Rosjanie zaczęli zalewać nas prawdziwym gradem żelaza. My, 1 i 2 Kompania, przebiliśmy się, natomiast 3 i 4 Kompania, musiały przed przebiciem się przełamać opór wroga. Wróg jest ze wszystkich stron, dostaliśmy się w ogień krzyżowy. Nie złamało to nas jednak i po krótkiej przerwie ponownie ruszyliśmy do ataku. Rosjanie wyszli z okopów i krzyczeli do nas, żebyśmy się poddali. Ostrzelaliśmy ich i wkrótce musieli się wycofać. Tylko nieliczni, najodważniejsi z nich, wytrwali. Ponieważ wokół nas rosło już wysokie żyto, nie dało się strzelać celnie w pozycji leżącej, musieliśmy klęczeć. Przyklęknąłem, ale w tym samym momencie zostałem postrzelony w głowę i straciłem przytomność.
Kiedy odzyskałem przytomność, wszyscy towarzysze już odeszli, a my ranni leżeliśmy przed pozycjami wroga. Mój towarzysz B., który został przy mnie, był ranny w ramię. Został u mego boku i pomógł mi czołgać się, ponieważ nie byłem w stanie samodzielnie chodzić. Odciągnął mnie z powrotem około 30 m, a wtedy znowu straciłem przytomność. W czasie, gdy Rosjanie zaczęli zbierać naszych rannych oprzytomniałem. Łzy napłynęły do moich oczu, chociaż nigdy nie płakałem. Wywołał je widok, jak traktowano naszych rannych. Podeszło również do mnie trzech wrogów. Zastrzeliłem pierwszego, a pozostali dwaj uciekli. Wycofałem się i do mojej kompanii wróciłem po 7 godzinach.”

Również ranny Oberleutnant Quassowski przepędził wroga pięcioma strzałami swojego pistoletu. Ale kiedy po południu Rosjanie przyszli ponownie przeszukać pole bitwy, nie mógł się już dłużej bronić i został schwytany.

W jednym z ostatnich postów opisałem nocną walkę o Kopaczyska 24 czerwca 1915 roku.
Udało się znaleźć zdjęcie z tego dnia.
Podpisane jako:
Niemcy wzięci do niewoli przez 36 Pułk Strzelców Syberyjskich w nocnym boju o Kopaczyska 11 czerwca 1915 roku.
Zdjęcie zrobiono we wsi Kierzek, gdzie odprowadzono jeńców.
(data podana jest wg kalendarza Juliańskiego, stąd wynika 13 dni różnicy w dacie)
Zdjęcie namierzone dzięki Albert Adyloff

Пленные германцы - санитарный транспорт. г. Кержек, июнь 1915 г.
Jeńcy niemieccy przy wozie sanitarnym. Kierzek, czerwiec 1915.
Żródło

______________________________________________
I na tym poście zakończę serię walk 37 Dywizji piechoty na terenie Kurpiowszczyzny w okresie przed “Letnią ofensywą w 1915 roku”.
Do wątku z tą dywizją postaram się wrócić w bliżej nieokreślonym czasie.

czwartek, 2 maja 2019

Walki o Wach - 27-28 marca 1915

Notatki na podstawie kroniki:
Infanterie-Regiment Nr. 147
(2 Mazurski - 147 Regiment Piechoty)


19 marca wszystkie bataliony 147 Regimentu znowu są razem, pod dowództwem majora Brehme przegrupowują się na drodze Wach-Zalesie, by zastąpić wyczerpane oddziały w okopach na południowym krańcu wsi Wach. Pozycje te są znane już naszemu Regimentowi z walk na początku 1915 roku. Jest to niewygodna pozycja do walk, ponieważ za plecami mamy tylko bagna ciągnące się aż do wsi Wydmusy.
A w przodu są lasy, dzięki którym Rosjanie mogą swobodnie przegrupowywać oddziały.
Najbardziej wysunięte nasze placówki mamy na południu we wsi Podgórze, ale szosa i spore tereny na zachód od niej są w rękach Rosjan. Na wschód od drogi aż do rzeki Rozogi, są dwa wąskie, wydłużone pasy lasów.
Zachodni nazywany Preußenwäldchen jest w naszych rękach, na wschód są Rosjanie, którzy odcinają nasze oddziały od rzeki.

20 marca mamy rozkaz atakować.
II Batalion zgrupowano na północ od lasu zajętego przez Rosjan, a dwie kompanie I Batalionu w zachodnim „lesie pruskim“ przodem na wschód. Po przygotowaniach artyleryjskich ruszamy do ataku. Szybko jednak okazuje się że I Batalion nie może przeskoczyć przerwy między lasami, a II Batalion wszedł w pole ostrzału dobrze ukrytych karabinów maszynowych i ponosił duże straty. Atak załamał się, m. in. 8 kompania straciła swojego dowódcę (Eicke). Dopiero następnego dnia wykryto dobrze zamaskowany karabin maszynowy w samotnym stogu siana, który stał na zabagnionej łące przy brzegu rzeki Rozoga.
Nocą 23 marca Rosjanie atakują i zaskakują nasze oddziały. Wróg przeszedł bagna, obszedł pozycje 12 Kompanii stojącej w północnej części „pruskiego lasu“ i zaatakował od tyłu 2 i 3 Kompanię w lesie. Obie kompanie musiały uciekać.
Dopiero 4 Kompania stacjonująca na południu lasu w zaciekłych walkach utrzymuje swoją część lasu.
Rano ze wsparciem do lasu próbuje dotrzeć 14 i 15 kompania 4-go Regimentu Piechoty Landwehry wraz oddziałami wypartymi wcześniej z lasu.
Dzięki dobrze kierowanemu ostrzałowi prowadzonemu przez 73 Mazurski Regiment Artylerii Polowej części żołnierzom z 5 i 8 kompani odciętym w lesie na wschodzie udaje się wyrwać z kleszczy wroga.
Rosjanie triumfują, biorą mnóstwo jeńców i zdobywają 5 karabinów maszynowych, naszym jednak udaje się otrzymać południową części „lasu pruskiego“.
Po południu ataki naszych oddziałów są ponawiane, ale niestety czego nie udało się odzyskać w trakcie pierwszego natarcia, nie daje się już osiągnąć. Artyleria nie potrafi się wstrzelić oddziały wroga, które są zbyt blisko naszych pozycji.
Leutnant Rezerwy Lippert z 5 kompani wyprowadzający do ataku oddziały znajdujące się jeszcze w lesie pada ciężko ranny zaraz po opuszczeniu okopów.
Feldwebel Schnarewski wciąga rannego dowódcę w powrotem do wykopu , ale sam otrzymuje śmiertelny strzał głowę.
Straty są ogromne. 12 Kompania praktycznie przestała istnieć. W lesie nie ma już oficerów. Zostało tylko około 200 sprawnych żołnierzy. Sytuacja jest krytyczna, na szczęście wróg także nie ma już sił do ataku.

Wach 27 marca 1915. Szkic z kroniki 147 IR.


Następnego dnia pojawia się więcej kompani 4 regimentu Piechoty Landwehry i sytuacja stabilizuje się.
W dniu 25 marca 147 regiment ostatecznie zostaje zluzowany przez I i II Batalion z 4 Regimentu Piechoty Landwery (majora von Jarodzkiego) oraz I i II batalion z 146 Regimentu Piechoty. I batalion 147-ego odchodzi do Myszyńca, gdzie dostaje uzupełnienia z Ersatztransport'u, II Batalion wycofano do wsi Wydmusy, a III do wsi Zalesie.
11 Kompanię i niedobitki z 12 Kompani połączono i utrzymano na pozycjach we wsi Podgórze.
W nocy 27 marca Rosjaninie przełamują pozycje 4 Regimentu Piechoty Landwehry i odrzucają ich z lasu. Wydaje się też, że wróg przełamał się na zachód od Podgórza.
147 Regiment dostaje rozkaz wrócić do walki. II Batalion maszeruje do Zalesia.
9 i 11 Kompania (147 IR) wraz z 9 Kompanią 151 IR oraz dwiema kompaniami III Batalionu 150 IR pod dowództwem komendanta III Batalionu 147 Regimentu (kapitan Pachnio) kontratakują, by utrzymać Wach, Podgórze i Zalesie. Za plecami mają tylko bagna, nie mają innego wyboru, muszą zatrzymać atak i udaje im się to. Jednak przy zagrożeniu z prawej flanki nie mogą atakować. Na wschodzie od wsi Wach wciąż słychać odgłosy walki. To desperacko walczy II Batalion 146 regimentu, okrążony przez Rosjan.
Major Brehme podrywa więc do ataku świeżo przybyły do Zalesia II Batalion (147). Natarcie jednak szybko zostaje zatrzymane przez wroga. W tym czasie Kapitan Weinberger i jego II Batalion 73 Regimentu Artylerii Polowej będąc pod ostrzałem wrogiej artylerii dociera do szosy Zalesie-Wach i zajmuje tam pozycje na północ od Wachu.
Pod osłoną artylerii wznowiono atak i odrzucono Rosjan z Wachu i przywrócono połączenie z odciętym II Batalionem 146 Regimentu Piechoty. Do niewoli dostało się 800 Rosjan i zdobyto 4 karabiny maszynowe. Jednak nie udało się przeniknąć do Lasu Pruskiego (Preußenwald). Północna część lasu była zbyt dobrze broniona.
Sytuacja jest jednak krytyczna, zajmowane pozycje są łatwe do przełamania. Brakuje sił do obsadzenia stanowisk w centrum frontu. Wieś Wach nie ma w ogóle obsady piechoty. A w jej północnej części II Dywizjon 73 Pułku Artylerii Polowej jest pod ostrzałem ciężkiej artylerii rosyjskiej, dopiero po południu dostaje osłonę 3 i 4 Kompanii I Batalionu (147 IR).
Słabość obrony i chaotycznie przemieszane oddziały w tamtym momencie ujawnia raport, który nadszedł z pierwszej linii:
Linia obrony ma 3 km długości, od prawej strony (od strony południowej) pozycje zajmowały:
dwa plutony z 7 kompani 147 Regimentu Piechoty, pluton 151 Regimentu, 6 Kompania 147-go, 2 plutony 12 Kompani 151-go, pluton 8 Kompani i pluton 7 Kompani 147-go, 5 Kompania 147-go, dwa zespoły karabinów maszynowych 4 Regimentu Landwehry, dalej po dwa plutony 10 Komp./151-go, 9./147, 10./150, 9./150, 11./147, 10./147, 12./147, 8./147, oraz po trzy plutony z 6./147, 12./151, 11./151 i na lewym skraju pozostałości 4 Regimentu Landwehry i II Batalionu 146 Regimentu Piechoty.
Poniższy komunikat do dowództwa pokazuje, jak wyglądał nastroje:
"1. Raz jeszcze podkreślam, że front został przełamany, aktualnych pozycji obronnych nie da się utrzymać w razie ataku Rosjan, prośba o szybkie rozkazy, by nasze oddziały nie zostały poświęcone na darmo. 2. Nie mamy już żadnych oddziałów łączności, nie możemy położyć kabli telefonicznych.".
Pomimo że oficerowie czekają na pilny rozkaz odwrotu, ich jednostki muszą utrzymać pozycje osiągnięte po nocnej bitwie.
Dopiero po zmroku nadchodzi oczekiwany rozkaz, by założyć nową linie obrony w Zalesiu.
Jest to lepsza pozycja niż ta na południe od Wachu, która była trudna do obrony i cały czas płacono tam duża daninę krwi, by ją utrzymać.
Kiedy nadszedł rozkaz, wyglądało na to, że nie można go wykonać.
II Batalion 146 regimentu był już zaangażowany w walkę. Napierały na jego pozycje spore oddziały Rosjan, pozostałe oddziały trwały w gotowości by odeprzeć ewentualne ataki. W krytycznej sytuacji na pomoc zaatakowanemu Batalionowi poszedł 4 Regiment Landwehry. Po ciężkich stratach atak odparto. O północy II Batalion 146-go ostatecznie odrywa się od przeciwnika i wszystkie oddziały wykonują rozkaz odejścia na nowe pozycje.

Notatki z kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 150
(1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty).

23 marca 1915
Nad ranem o godzinie 4:30 pod wsią Wach na prawo od linii obrony 150 Regimentu rozgrzmiał ogień piechoty i artylerii. Momentalnie dwie kompanie z 4 LIR i nasza 1-sza Kompania (z 150 IR) zostają postawione w stan gotowości i są gotowe do wymarszu ze wsi Wykrot. Niedługo później dwie z Kompanie 4 LIR jednak dostają rozkaz wymarszu do wsi Wydmusy.
III Batalion z 150 IR miał wrócić tego dnia do Regimentu. Jednak niekorzystna sytuacja, do której doszło w nocy z 22/23 marca spowodowała, iż dowódca dywizji zostawia batalion w sekcji obronnej 258 Rezerwowego Regimentu Piechoty (pod Zawadami). Wieczorem 22 marca. Rosjanie ponownie zajęli "leśne stanowisko", które 10 marca (walki pod wsią Zawady) było z dużym poświeceniem przez nas (150 IR) zdobywane. W pełnych ciemnościach, Rosjanie przecięli druty kolczaste i zaskoczyli jeden z batalionów 258 Rezerwowego Regimentu (258 RIR), na szczęście pozostałe dwa zaatakowane bataliony 258 RIR utrzymały swoje pozycje. Na rozkaz dywizji nasz III Batalion (150 IR) wraz z kilkoma kompaniami z 258 RIR ma odzyskać utracone pozycje w lesie.
Atak rozpoczęto o świcie. Szturm rozpoczęły 3 nasze kompanie (9, 10, 11 Kompania 150 IR), lecz w pewnym momencie utknęły z powodu silnej obrony Rosjan, wtedy również nasza 12 Kompania wraz z kompaniami z 258 RIR ruszyły do ataku od strony utrzymanych okopów na lewym skrzydle.
Ten atak załamuje się na samym początku, gdy ciężko ranny zostaje dowodzący oficer. Dopiero wsparcie plutonu artylerii, który zaczął ostrzeliwać lewą flankę i ostrzał z granatami przez haubice z drugiego brzegu bagien Karaska pomógł odzyskać utracone okopy. Schwytano 600 Rosjan. Mimo to, przeciwnik podjął energiczne próby, by sporymi siłami ponownie zdobyć nasze okopy. Udało im się to tylko na skrajnej lewej części okopów. Cała reszta została w naszych rękach. W nocy z 23/24 marca przegrupowano oddziały, na lewe skrzydło przydzielono nasz III Batalion (150 IR). Uderzenie nastąpiło o świcie, przed godziną 5:00 rano przegoniliśmy nieprzyjaciela. Kontrataki wroga ustały, mieli bardzo duże straty w ludziach. Oprócz 1600 jeńców i wielu rannych, zginęło od 1000 do 1200 Rosjan. Zdobyto całą masę karabinów i sprzętu.
Wieczorem nasz III Batalion (150 IR) został zastąpiony przez Batalion z 258 RIR, a dowódca tego odcinka frontu podziękował nam za dobrą postawę w czasie odzyskiwania „leśnej pozycji”.
Batalion wrócił na odpoczynek do wsi Bandysie. Dzień przyniósł słoneczną i ciepłą wiosenną pogodę.
25 marca 1915
III Batalion z 150 IR maszeruje w końcu do wsi Wykrot, aby połączyć się ze swoim Regimentem. Rozkazy Dywizji jednak najpierw nakazują zakwaterowanie w Myszyńcu Starym, by batalion wypoczął po ciężkich walkach w ostatnich dniach. Wieś była jednak mocno obsadzona przez wojska i batalion miał trudności z zakwaterowaniem. Ponadto część wsi była zniszczona pożarami po walkach, w tym zagroda, gdzie zatrzymał się sztab batalionu. Wieczorem tegoż dnia do Wykrotu przybyły także II i III Batalion ze 146 Regimentu Piechoty (146 IR), który przez ostatnie dwa miesiące był oderwany od własnej dywizji i walczył na innych odcinkach frontu.
Okres odpoczynku III Batalionu ze 150 IR szybko przeminął. Po południu 26 marca Batalion otrzymuje rozkaz zluzowanie oddziałów na pozycjach we wsi Wach. Batalion wchodzi w ten sposób do sekcji generała Küstera i w najbliższych dniach zostaje podporządkowany rozkazom majora Jarockiego ze 4 Regimentu Piechoty Landwehry (4 LIR).
Na linii frontu rozmieszczono 2 kompanie, mianowicie: 12 Kompanię 150 IR między I Batalionem 146 IR a Batalionem 4 LIR
zaś między 10 Kompanię 150 IR oraz 7 i 8 Kompanią z 4 LIR.
9 i 11 Kompania 150 IR skierowano na kwatery alarmowe do wsi Zalesie. 
 
Wach 27 marca 1915. Szkic z koniki 150 IR.
 

27 marca 1915 Chociaż na liniach obrony pod Wachem obowiązywała najwyższa gotowość bojową, a o 3:00 nad ranem dezerterzy rosyjscy donosili o planowanym na 4:00 nad ranem dużym ataku, to jednak 4 Regiment Piechoty Landwehry dał się zaskoczyć w terenie leśnym i bagiennym. Nie uwierzono doniesieniom informatorów. Wróg przebił się przez pozycje Regimentu Landwehry dużymi siłami, następnie atakujące oddziały rozdzieliły się, część dalej nacierały prosto, a część rozlała się na prawo i lewo, by atakować nasze pozycje od tyłu.
Zagrożona 12 Kompania (150 IR) najpierw wycofała się z lasu na jego skraj, a następnie wygięła swoje prawe skrzydło bardziej w prawo i by nie dać się okrążyć, lewe skrzydło oparła na pozycjach I Batalionu z 146 IR. Rosjanie parli energicznie i zbliżyli się na około 30 metrów. Porucznik Strack ze swoją kompanią kontratakuje i odrzuca Rosjan, biorąc przy okazji 200 jeńców, obsadza na powrót las, rozmieszczając plutony tak, by można było bronić pozycji że wszystkich kierunków. Dwie Kompanie ze 146 IR również wzmacniają prawe skrzydło naszej 12 Kompani, dzięki czemu sytuacja została tu całkowicie opanowana. Podczas gdy 12 Kompania uniknęła rozgromienia dzięki energicznym działaniom swego dowódcy, to 10 Kompania (150 IR) i 8 Kompania (4 LIR) znalazły się w katastrofalnej sytuacji. Nieprzyjaciel obszedł obie kompanie, zaatakował od tyłu i w końcu je całkowicie otoczył. Wielu poległo w walkach wręcz. Reszta została schwytana przez Rosjan. Dla 150 Regimentu, już bardzo osłabionego stratami w ostatnich dniach walk, utrata całej kompanii była poważnym nieszczęściem. *)
* Trzy lata później, w marcu 1918 r., pułkownik Bürkner, otrzymał raport o klęsce 10 Kompanii (150 IR) od Leutnanta Simnioka ze 151 IR, który do tego czasu powrócił z rosyjskiej niewoli. Leutnant Simniok opisał te wydarzenia w szczegółowym raporcie z załączonym szkicem. Z tego raportu jasno wynikało, że 7 Kompania z 4 LIR, która znajdowała się po prawej stronie 10 Kompani z 150 IR, opuściła swoją pozycję bez walki już na początku ataku rosyjskiego, umożliwiając w ten sposób wrogom obejście 10 Kompani (150 IR) i 8 Kompani (4 LIR). Gdy Rosjanie przeprowadzili przez lukę w obronie większe siły, zaatakowali 10 Kompanię z 150 IR od tyłu, kompania podjęła próbę przebicia się do wsi Wach. Atak jednak załamał się w walce na bagnety i w ogniu przeważającej liczebnie piechoty Rosjan. Dowódca Kompani z dwoma innymi oficerami, oficerem medycznym oraz żołnierze 10 Kompani dostali się do niewoli, jak również cała 8 Kompania z 4 LIR.
Przez cały czas trwania walki, poranne ciemności sprawiały ze trudno było rozeznać się w sytuacji. Błyski ognia karabinowego towarzyszące walkom, pojawiały się ze wszystkich stron, tak, że oddziały 9 i 11 Kompani przez pomyłkę otworzyły ogień do 10 Kompani.
Rezerwista Demmer z 10 Kompani (150 IR) tak opisywał te wydarzenia:
"27 marca 1915 wczesnym rankiem Rosjanie zaatakowali w pełnej ciemności. 10 Kompania 150 IR sąsiadowała z 4 Regimentem Piechoty Landwehry. Podczas ataku,część oddziałów 4 Regimentu Landwehry znajdujących się na zachód od 10 Kompani, opuściła pozycje. Nasza Kompania też chciała się wycofać, jednak dowódca wydał rozkaz utrzymania się na pozycjach. Żaden Rosjanin nie mógł przedrzeć się do naszych okopów od frontu. Odgłosy walki cichły. Sądziliśmy że to koniec ataku. Paru żołnierzy ruszyło nawet po kawę dla oddziału. Wtedy okazało się ze Rosjanie są na naszych tyłach w lesie, na skraju którego znajdowały się pozycje naszej kompani. Rosjanie przeszli na zachód od naszych pozycji. Początkowo myśleliśmy, że to idzie wsparcie dla naszej kompani. Nikt z tamtej strony do nasz nie ostrzeliwał. W ten sposób wróg podszedł bardzo blisko i otworzył ogień w nasze plecy. Odpowiedzieliśmy ogniem i poderwaliśmy się do walki na bagnety. Wtedy zostałem ranny i jako jeniec trafiłem do Rosji."
O 5 rano wróg miał już obsadzoną północną krawędź lasu. 9 i 11 Kompania (150 IR) będące w rezerwie frontu zajęły pozycje na południe od gospodarstw wsi Wach, gdzie kwaterowali. Do wsi wjechała bateria lekkich haubic z II Batalionu 73 Regimentu Artylerii Polowej i otworzyła ogień na las zajęty przez Rosjan. Rosyjska artyleria wszystkich kalibrów zaczęła ostrzeliwać rejon skąd strzelała nasza artyleria we wsi, by ją uciszyć. W wyniku tego część zagród we wsi Wach płonie.
Około godziny 7 rano nadciągnął II Batalion z 147 IR. Wspólnie z naszymi dwoma kompaniami uderza i wypiera Rosjan z zajętego przez nich lasu po obu stronach drogi Wach-Wydmusy. Wzięto około 1000 jeńców. Odzyskano także dwa nasze Minenwerfer (miotacze min), stracone wcześniej na linii frontu. Wróg wszędzie się cofał na swoje dawne pozycje, jedynie w miejscu gdzie przełamano front, bronił się zaciekle przy wsparciu artyleryjskim lekkiego i ciężkiego kalibru.
W ciągu ostatnich dni odpieraliśmy wiele rosyjskich ataków, większość z nich odparliśmy. Jednak nasza Dywizja poniosła w nich spore straty, około 1200 żołnierzy, w tym około 400 zaginionych.
Wróg stale wzmacniał swoje siły. Teren był bardzo trudny do obrony, istniało zbyt duże ryzyko, że przy znacznej liczebnej przewadze, Rosjanie przełamią naszą obronę. Dlatego nocą 28 marca 1915 nasze oddziały opuściły wysunięte linie obrony pod Wachem i wycofały się na nowe pozycje na południe od wsi Wydmusy.
Nasze odejście zostało niezauważone przez wroga. Około 2 nad ranem kompanie przybyły na swoje nowe stanowiska. Linia frontu została skrócona, a do jej obrony potrzeba było mniej żołnierzy. 29 marca 1915 - III Batalion 150 IR zostaje zluzowany przez III Batalion 147 IR i wraca do swojego regimentu we wsi Wykrot, gdzie staje na odpoczynek.

Notatki z kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 146
(1 Mazurski - 146 Regiment Piechoty).

24 marca o świcie Rosjanie zaatakowali 4 Regiment Landwehry we wsi Wach. Skierowano więc I Batalion do wsi Wydmusy, II Batalion do wsi Bandysie, a III Batalion do wsi Zdunek z rozkazami, aby w razie potrzeby interweniować. Sztab Regimentu pozostał w Myszyńcu. Początkowa, bardzo krytyczna sytuacja na froncie została ustabilizowana w ciągu dnia przez oddziały na linii frontu, tak że regiment nie musiał interweniować
Tegoż dnia w szeregi powróciła Kompania Karabinów Maszynowych (KM), która pozostała we wsi Czarzaste w dyspozycji I Korpusu Rezerwowego (poprzednia notatka).
Wach
To była ciężka noc dla I Batalionu 146 IR. Zastąpił on 25 marca II Batalion 147 IR na pozycjach na południowy-wschód od wsi Wach.
Okopy po prawej obsadza 2 Kompania, a z lewej 1 Kompania, podczas gdy 4 i 3 Kompania stacjonowały około 500 metrów na północ od okopów w leśnych ziemiankach. Sztab batalionu zajmował tam drewnianą chałupę. Na prawo od 2 Kompani, oddzielone wąskim bagnem, znajdowały się okopy zajmowane przez kompanię z 4 Regimentu Landszturmu, jednak wieczorem o 22:00 okopy te zostały obsadzone przez dwa plutony z 3 Kompani 146 IR. Lewe skrzydło 1 Kompani sięgało do szerokiego odcinka bagien, przez które przepływała rzeka Rozoga, więc nie było tam żadnych oddziałów. W celu zabezpieczenia tej flanki umieszczono tam 3 Pluton z 3 Kompani i podporządkowano go 1 Kompani. Teren, na którym znajdowały się nasze pozycje, był jednak mylący. Lasy rozproszone na bagnach przypominały dżunglę, w większości nieprzejezdne, zwłaszcza po wiosennym roztopieniu się śniegu. Z tego powodu nie można było wybudować ciągłej linii obrony. Istniały jednak na bagnach ukryte ścieżki, które przy pomocy miejscowych pozwalały na niezauważalne podejście, a nawet w niektórych miejscach ominięcie okopów. Walki w ostatnich tygodniach pokazały, że ten jest bezpieczny.
O 3:00 w nocy na pozycjach sąsiednich oddziałów rozbrzmiały odgłosy karabinów piechoty i karabinów maszynowych, ale wraz z nadchodzącym brzaskiem dnia, cichły. Również okopy 3 Kompani zostały ostrzelane przez karabin maszynowy, a żołnierz na wysuniętej czujce obserwacyjnej, zginął trafiony w głowę. 26 marca przebiegł bez działań bojowych, w ciągu dnia dwa plutony z 3 Kompani zostały zastąpione przez 10 Kompanię 150 IR. Pod wieczór I Batalion otrzymał uzupełnienia w postaci 80 żołnierzy, większość z nich to bardzo młodzi ludzie, którzy przybyli na front po krótkim szkoleniu i nie mieli doświadczenia bojowego. Połowa z nich została rozdzielona pomiędzy 3 i 4 Kompanię. Byli nieświadomi, że w pierwszą noc w Batalionie, po niektórych z nich przyjdzie śmierć.
 
Wach 27 marca 1915. Szkic z kroniki 146 IR.
 

27 marca 1915 O 2:50 w nocy rosyjski dezerter uprzedził dowódcę 2 Kompani, że niedługo nastąpi atak. Uciekinierzy często przynosili takie wiadomości. Ponieważ jednak prawie nigdy takie doniesienia się nie sprawdzały, to i w tym przypadku nie dano wiary informacji, ale zarządzono najwyższą gotowość bojową.
Niestety, tym razem Rosjanin mówił prawdę. Około 4:00 nad ranem nagle rozbrzmiało głośne „Hurra”. Pod osłoną ciemności nieprzyjaciel zdołał przebić się przez okopy na zachód od pozycji 10 Kompani 150 IR i wtargnąć na nasze tyły. 3 i 4 Kompania w trybie alarmowym opuściły schrony i z bronią przy boku oczekiwały na rozwój sytuacji. Ponieważ w gęstym lesie było ciemno, nie można było nic dostrzec. Wymiana wiadomości i rozkazów z innymi oddziałami ustała natychmiast i nikt nie wiedział, co się dzieje. Nagle z zachodniego krańca lasu zabrzmiał głos adiutanta batalionu: "Tutaj, już tu są".
Obie kompanie pobiegły tam. Kiedy dotarli do krawędzi lasu, zobaczyli kolumny rosyjskich żołnierzy oddalone około 50 metrów na zachód. W ciemności ich sylwetki wyróżniały się na tle nieba. Otwarto do nich ogień. Kolumny wroga rozpraszają się i odpowiadają ogniem. Szeregi 4 i 3 Kompani rozciągają się na 150m. Rosjanie atakują. W lesie jest tak ciemno, że nie widać wyciągniętej ręki i w takich warunkach dochodzi do zaciekłych walk na bagnety. Dowódca 4 Kompani, Leutnant Kopp, który pozostaje przy swojej kompanii mimo postrzału w klatkę piersiową, otrzymuje uderzenie w głowę i zwala się martwy. Stopniowo znacznie liczniejszy wróg zdołał zepchnąć lewe skrzydło 3 Kompani. Pod presją obie kompanie cofają się w kierunku północno-wschodnim i docierają do obszaru na wschód od Wachu.
Sztab batalionu szczególnie ucierpiał podczas tej nocnej bitwy. Porucznik Faber otrzymał strzał w lewy nadgarstek, dowódca batalionu, Hauptmann Fuchs, oberwał kolbą w głowę i miał kilka ran od bagnetu. Zarówno on, jak i lekarz batalionu Dr. Disque, zostali schwytani wraz z zespołem telefonistów batalionu. Hptm. Fuchs zdołał jednak później uciec. Kilku rosyjskich żołnierzy, którzy go eskortowali 600 metrów dalej, zostało ostrzelanych. Ratując życie, uciekli i po prostu zostawili swoją cenną zdobycz. Hptm. Fuchs, mimo ciężkiej rany, czołgał się powoli i przypadkowo spotkał w stodole dwóch lekko rannych Rosjan. W zamian za kuszącą nagrodę pieniężną zabandażowali go, zrobili mu nosze z brezentu namiotu i zanieśli go do linii niemieckich. A tam zgodnie z umową, poddali się do niewoli.
Wydarzenia te miały miejsce na tyłach, podczas gdy na pierwszej linii obrony, w okopach I Batalionu 146 Regimentu, 1 i 2 Kompania pozostały na swoich pozycjach na linii frontu, ponieważ nie były atakowane. Tylko na tyłach 2 Kompani było przez moment niespokojnie. Dowódca tej Kompani opisał to tak: "Oddział Rosjan, około 150 żołnierzy, próbował nas zajść od tyłów. Na szczęście szybko zostali zauważeni. Nie obsadziłem okopów na pierwszej linii frontu czterema plutonami ponieważ w okopach byłoby zbyt tłoczno, a ludzie przeszkadzaliby sobie nawzajem. Część ludzi przebywała w rezerwie za okopami. Po zauważeniu Rosjan rozstawiłem tych ludzi frontem do wroga i ściągnąłem jeszcze parę drużyn z karabinem maszynowym z okopów. Rosjanie rozpoczęli atak, zatrzymaliśmy ich na około 70 metrach i zmusiliśmy do odwrotu".
W międzyczasie 4 i 3 Kompania dotarły w północny rejon wsi Wach, gdzie były już niektóre oddziały z 4 Regimentu Landwehry. Na tych pozycjach o świcie znowu zostali zaatakowani przez Rosjan, których początkowo odparto, jednak gdy wróg otrzymał posiłki, obie wykrwawione po nocnej walce kompanie zmuszone zostały do odwrotu. Wycofały się na południowy kraniec wsi Zalesie. Tam spotykają inne oddziały 37 Dywizji: II Batalion 147 Regimentu Piechoty, II Dywizjon 73 Regimentu Artylerii Polowej oraz 9 Kompanię 150 Regimentu Piechoty.
Te siedem kompani piechoty i baterie artylerii odrzucają Rosjan i wracają do Wachu, gdzie obsadzają okopy na południe i południowy-wschód od wsi. Udaje się im także dotrzeć do 2 i 1 Kompani, które nadal były odcięte na swoich starych pozycjach, jakby nic się nie stało.
Co by się stało z tymi dwoma odciętymi kompaniami, gdyby nie odrzucono Rosjan? Raport z dnia 28 marca 1915 informował o schwytaniu 900 jeńców we wsi Wach.
Do końca dnia nasze pozycje znajdowały się pod ostrzałem artyleryjskim, a wieczorem Rosjanie podjęli kolejną próbę ataku, jednak na całej linii obrony zostali odparci. Uszkodzenia na liniach obrony z 27 i 28 marca zostały naprawione, ale Dywizja miała ciężkie straty, 1200 żołnierzy (zabitych, rannych, zaginionych) w tym 600 zaginionych. Nie było pewności czy dywizja zdoła się utrzymać w tak niekorzystnym do obrony terenie, jakim była wieś Wach i okolice, szczególnie że Rosjanie mieli przewagę liczebną. Dlatego też w nocy 28 marca dowództwo dywizji nakazało wycofać oddziały z najbardziej wybrzuszonej linii frontu, czyli spod wsi Wach. Skrócono front, a nowe linie obrony wyznaczono na południe od wsi Wydmusy.

Notatki na podstawie kroniki:
Infanterie-Regiment Nr. 151
(2 Warmińskiego – 151 Regimentu Piechoty).

III Batalion od początku marca przydzielony był już na odcinek frontu pod Olszynami i zmagał się z wrogiem wspólnie z oddziałami tegoż odcinka. Już 1 marca, gdy nieprzyjaciel przeniknął przez linie 4 Regimentu Piechoty Landwehry, 9 Kompania 151 Regimentu uczestniczyła w walce na bagnety z napastnikiem.
W dniach 2-6 marca 12 Kompania 151 Regimentu zostaje oddana do dyspozycji i wspierania 4 Regimentu Piechoty Landwehry na ich pozycjach w Wachu i Podgórzu. 10 marca znowu walczy 9 Kompania 151 IR, która broni się i odpiera nocny rajd Rosjan. Wczesnym rankiem 16 marca nieprzyjaciel zaatakował pozycje 11 Kompani 151 IR i dopiero co przybyłej 3 Kompani z 249 Rezerwowego Regimentu Piechoty. Atakowały ich 17 i 18 pułki rosyjskie, wspierane artylerią. Mimo dzielnej obrony, obie Kompanie musiały wycofać się do wsi Wach.
Do Wachu szybko zostaje podciągnięta 2 Kompania z I Batalionu 250 Rezerwowego Regimentu Piechoty by wzmocnić tamtejsze oddziały.
Przed 10:30 nadciągają pozostałe trzy kompanie z I Batalionu (250 RIR) oraz 10 Kompania ze 151 Regimentu. Pada rozkaz odzyskania utraconych okopów 11 Kompani (151 IR). Po początkowych sukcesach atak jednak załamuje się w ogniu dobrze okopanych Rosjan. Rosjanie podciągają posiłki.
Pod wieczór kompanie okopują się na południowy-wschód od wsi Wach. Straty są duże, 18 zabitych i 46 rannych. 11 Kompania ze 151 Regimentu i 3 Kompania z 249 Rezerwowego Regimentu Piechoty również straciła przy porannym odwrocie sporo żołnierzy, którzy dostali się do niewoli rosyjskiej. 17 marca i w kolejnych dniach, mimo wsparcia artylerii i licznych starć piechoty nie dochodzi do większych zmian terytorialnych.
Wzmacnianie i poszerzanie okopów utrudnia silny mróz i obfite opady śniegu.
Patrol 12 Kompani z 151 Regimentu przyprowadza jeńców, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że naprzeciw walczy 34 Pułk z 9 Dywizji Strzelców Syberyjskich.
23 marca o 10:00 rano Rosjanie zaatakowali sąsiednie odcinki na zachodzie i wschodzie.
Sąsiednie jednostki jednak szybko ruszają do kontrataku, w którym bierze też udział nasza 9 Kompania (151 IR). Wróg ucieka. Zdobyto 1300 jeńców i siedem karabinów maszynowych. Nasza kompania straciła dwóch podoficerów i dwóch żołnierzy zabitych, 30 zostało rannych.
Nocą z 24 na 25 marca Rosjanie wyprowadzają szczególnie silny atak na okopy 9 i 12 Kompani (151 IR), zostają jednak odparci. Ciągłe ataki coraz to nowych ściąganych pułków rosyjskich nie dawały odpocząć zmęczonym kompaniom. Nie starczało sił na rozbudowanie okopów, jedynie na ich naprawianie po każdym ataku.
Był już najwyższy czas, by wykończone oddziały zostały zluzowane przez świeże jednostki.
27 marca – niedziela!
W godzinach porannych jeździec przynosi wiadomość:
"Rosjanie o świcie przedarli się do wsi Wach. Kompanie III Batalionu mają jak najszybciej opuścić dotychczasowe pozycje i włączyć się do walk o Wach”.
Nadzieja na zluzowanie i upragniony odpoczynek upadła. O 10.00 rano, 9, 11 i 12 Kompania przemieszczają się w stronę Wachu, idąc śladem 10 Kompani, która musiała zrobić spore obejście na północ po starciu z napotkanymi Rosjanami. A jak wyglądała sytuacja w Wachu? Rosjanie dokonali zaskakującego ataku 27 marca o 3:00 rano. Wykorzystując zupełne ciemności, sporymi siłami obeszli i przedarli się przez część oddziałów 4 Regimentu Landwehry i część oddziałów 150 Regimentu. Otoczone zgrupowania w zamieszaniu i całkowitych ciemnościach, w których często nie można było odróżnić swoich od wroga, nie były wstanie utrzymać swoich pozycji. Bataliony zbierają to co zostało z ich kompani i odważnie posuwają się do przodu, by oderwać się od wroga. Kiedy nadeszły kompanie III Batalionu, pada rozkaz kontrataku. Jednak Rosjanie podbudowani swoim sukcesem, nie zamierzają oddać terenu i robią wszystko, by zdławić kontratak. Koncentrują cały swój ogień artylerii na osłabione kontratakujące kompanie i w międzyczasie starają się powiększyć swoje zdobycze terytorialne, przesuwając się lasem na zachód od wsi Wach. Na rozkaz brygady bataliony wracają na pozycję Olszyny - Wach, gdzie była silniej rozwinięta linia obrony, której Rosjanie nie przełamali.
Na tej linii obrony panuje całkowite przemieszanie oddziałów piechoty z trzech różnych Regimentów.
Rosyjski atak ponownie spowodował ogromne straty w naszym Regimencie, a najbardziej ucierpiał II Batalion, który sam stracił 152 poległych i zaginionych ludzi, w tym sześciu oficerów.
31 marca Regiment wycofany zostaje do wsi w Zdunek. W ciągu ostatnich ośmiu tygodni Regiment musiał stawić czoła ciężkim, przynoszącym straty bitwom. W tym czasie był tylko jeden dzień, w którym Regiment lub jego część nie była w walce. Prawie bez odpoczynku, wierny, na posterunku trwał zaledwie kilka kilometrów od granicy swojego macierzystego regionu (Warmii i Mazur).
Co prawda wrogowi udało się osiągnąć częściowe sukcesy, gdzie w atakach wykorzystywano najlepsze rosyjskie oddziały, Strzelców Syberyjskich. Jednak nawet oni poświęcając ogromną daninę krwi, nie przeszli.
Wróg nie osiągnął swojego celu i nie przełamał frontu.
W wiernym towarzystwie, z innymi Regimentami (146, 147 i 150 IR) z 37 Dywizji Piechoty oraz z 4 Regimentem Piechoty Landwehry, 44 i 45 Regimentem Piechoty, które były przyporządkowane na tym odcinku frontu, nasz 151 Regiment stanął zdecydowanie i zakwestionował dążenia Rosjan.

Wykrot 1915. Wymarsz na linię frontu.

Marsz 146 Infanterie-Regiment - marzec 1915

Prawie cała Dywizja Piechoty z walk pod Rawką na południową granicę Prus została przetransportowana koleją, jednak 146 Regiment Piechoty w nowy rejon walk swojej dywizji przemieszcza się pieszo, maszerując skrajem frontu, gdzie często jest wykorzystywany w walkach.

Notatki z kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 146 (1 Mazurski - 146 Regiment Piechoty).


"Od ponad pięciu tygodni Regiment znajdował się na pierwszej linii frontu, w dzień i w nocy, przy prawie nieprzerwanych opadach deszczu i śniegu. Mundury były porwane i brudne. Ludzie ciągle przemoczeni do gołej skóry z największym trudem brnęli do przodu. Tylko zapał, poczucie odpowiedzialności i świadomość, że chodzi o ochronę pobliskiej granicy naszej ojczyzny, dawały nam niezbędną odporność i pozwalały nam zwyciężać, pomimo że wróg był zawsze liczniejszy i miał przewagę w artylerii. (Dziennik: L. Wagner, dowódca 3 Kompani 146 Regimentu Piechoty)
Zacznę od losowego fragmentu, dość bliskiego rejonu, który aktualnie opisuję.
… 11 marca 1915 I Batalion zdobywa Czernice Borowe, ale ponieważ główne siły frontu nie kwapią się nacierać dalej i zostają daleko z tyłu, Regiment wycofuje się rano 12 marca o 2 km i umacnia się w rejonie Żebry-Kordy i Żebry-Marcisze. 13 marca Regiment zostaje zluzowany przez oddziały 3 Dywizji Piechoty i wycofany do Falenta (Borkowo-Falenta?), ale gdy wieś zostaje ostrzelana przez rosyjską artylerię, muszą ją opuścić i stanąć na północ od wsi.
Nadzieja że będzie można szybko ruszyć do macierzystej 37 Dywizji nie spełniła się. Po południu II i III Batalion został wysłany na południe od Falenty, by razem z 34 Regimentem Strzelców (Füsilier Regiment nr 34) budować umocnienia obronne. Prace były trudne, gdyż ziemia była zamarznięta i brakowało sprzętu. Pozycje te czasem były bombardowane przez wrogą ciężką artylerię.
Okopy rosyjskie znajdowały się wtedy pod wsią Węgra, poza zasięgiem ognia piechoty. 14 marca I Batalion zostaje przydzielony do pomocy 76 Rezerwowej Dywizji, która tego dnia od rana atakuje pozycje Rosjan. I Batalion przemieszcza się do Trzcianki. Nie uczestniczą w walkach, ale Regiment znowu jest podzielony.
Tegoż dnia II Batalion (146 IR) zluzowany przez I Batalion (5 Garde Regiment Grenadierów) zostaje przeniesiony w rejon wsi Ożumiech i Rudno Kosiły, gdzie 15 marca przemieszcza się także III batalion i sztab 146 Regimentu.
16 marca Regiment dalej nie dostaje pozwolenia powrotu do 37 Dywizji,
musi pomagać 3 Dywizji, która narzeka że ma zbyt małe siły w tym rejonie.
Pada rozkaz, by II i III Batalion zastąpiły 42 Regiment Piechoty na pozycjach na południe od wsi Smoleń-Poluby. Trasa marszu odbywała się w śnieżycy, przy rozmarzającej ziemi, maszerujący żołnierze zapadali się w niej często po kolana. Po dotarciu na miejsce okazało się że okopy nie są dokończone, ponieważ woda gruntowa nie pozwalała na pogłębianie rowów. Ludzie byli zmuszeni do używania gałęzi jodły, aby zapewnić sobie niewielką ochronę przed silnym, lodowatym wiatrem. Wrogi korpus kaukaski znajdował się 700-1200 metrów dalej, w rozbudowanych umocnieniach ziemnych na północ od wsi Węgra i Olszewiec. Na tym odcinku bataliony pozostały dwa dni. Aktywność bojowa była niska. Podczas rozpoznania i nakierowania ognia artyleryjskiego na wrogie pozycje 17 marca zostaje ranny od granatu dowódca II Batalionu Major Grüner, zastępuje go wtedy Hauptmann Siebe.
Ponownie w trakcie śnieżnej pogody na tych pozycjach dochodzi do wymiany oddziałów.
II i III batalion 19 marca zostają zluzowane przez 42 Regiment Piechoty.
A tymczasem o 17:00 I Batalion musiał zluzować wyczerpany walkami 253 Regiment Piechoty na wschód od wsi Kijewice.
Po wsią Kijewice kopanie okopów w zamarzniętej ziemi przy temperaturze -17 stopni było niezwykle trudne. Właściwie tylko na południowy zachód od wiejskiego wiatraka znajdował się jeden gotowy okop. Z tego względu wyznaczono tylko 3 i 4 Kompanię do obsadzenia pozycji, dwie pozostałe kompanie były zakwaterowano jako rezerwa w samej wiosce. Na pozycjach obronnych nasza 3 Kompania sąsiadowała z 7 Kompanią 253 Regimentu.
Między pozycjami naszych kompanii znajdowała się spora luka, słabo zabezpieczona, właściwie tylko zasiekami drutu kolczastego i kilkoma drużynami 3 Kompani. Wróg zajmował pozycje ledwo 300 m dalej.. Schwytani jeńcy rosyjscy zeznawali, że atak nastąpi około północy.
O godzinie 2:30 w nocy wróg zaatakował. Na Kijewice parły zmasowane siły rosyjskiej piechoty. Sprzyjała im całkowita ciemność, część Rosjan przedarła się przez lukę między 4 Kompanią a lewym skrzydłem 3 Kompani. Dwa plutony, które po tym manewrze były atakowane od frontu i od tyłu musiały bronić się w walce na bagnety. W ogłuszającej strzelaninie piechoty, karabinów maszynowych i artylerii, ustała skoordynowana wymiana rozkazów. Zapanował nieopisany bałagan. Żołnierze z dwóch zaatakowanych plutonów, którzy przeżyli i nie byli ranni przedarli do pierwszego plutonu swojej kompani.
W międzyczasie nieprzyjaciel po zaciętej walce wyparł nasze siły ze wsi Kijewice. Dowódca batalionu Hauptmann Fuchs zebrał 1 i 2 Kompanię na północ od wsi i około godziny 4.00 rano wrócił z nimi do wsi, zaskoczył wroga, który w niezrozumiałej beztrosce nie powziął żadnych środków ostrożności, a nawet już rozłożył się w domach na odpoczynek. Wzięto do niewoli 800 jeńców.
Prawie jednocześnie 3 Kompania z poharatanymi dwoma plutonami uderzyła na stracone wcześniej okopy, także i oni zaskoczyli Rosjan, biorąc 150 jeńców.
4 Kompania I batalionu 146 Regimentu i 7-ma 253 Regimentu nie zostały zaatakowane tej nocy.
Nocna walka zakończyła się sukcesem, a rosyjska próba przełamania naszych pozycji z udziałem 13 kompani (wg relacji Rosjan) nie powiodła się. Okupiono to jednak krwawą ofiarą, zostali zabici lub ranni: wszyscy trzej dowódcy plutonów (3 Kompani), 49 podoficerów i żołnierzy, 22 ludzi zaginęło.

Mapka walk o wieś Kijewice

Lista poległych z 146 IR pod wsią Kijewice


Po tej porażce, Rosjanie w dniach 19 i 20 marca ograniczyli swoją aktywność bojową. 20 marca o 23:30 I Batalion 146 IR został zluzowany przez II Batalion 253 Regimentu i wycofany do Trzcianki. 21 marca dotarł do Rachujki (ob. Raszujka), a 22 marca połączył się z II Batalionem 146 IR w Olszewce. Wcześniej jednak, II i III Batalion 19 marca po zluzowaniu przez oddziały 42 Regimentu Piechoty pozostały jakiś czas we wsi Morawy Wielkie do dyspozycji 6 Brygady Piechoty, gdyż nieprzyjaciel zaatakował sąsiednią 76 Rezerwową Dywizję.
Gdy stało się jasne że pomoc naszych batalionów nie będzie potrzebna, przemieściły się one 6 km na północ. Około godziny 19:00 zmęczone bataliony zostały ponownie zagrożone podporządkowaniem I Korpusowi.
Kiedy jednak dowódca Regimentu bardzo energicznie oświadczył, że po walkach w ostatnich dniach, jego oddziały potrzebują pilnego odpoczynku i muszą dotrzeć do własnej dywizji, rozkaz został wycofany.
Dowództwo I Rezerwowego Korpusu zadowoliło się Kompanią karabinów maszynowych z naszego regimentu, która została oddana do dyspozycji 20 Rezerwowemu Regimentowi we wsi Czarzaste ( Kobylaki-Czarzaste).
„Coraz większe zmęczenie było zauważalne wśród naszych żołnierzy. Z 20 Rezerwowego Regimentu stacjonującego pod Jednorożcem szły raporty, że nasi ludzie po dotarciu w ich rejon od razu padali z nóg i zasypiali.
Krótki marsz wyprowadzający 146 Regiment na północ od Przasnysza odbywał się przy skrajnym wyczerpaniu.”

Deklaracja dowódcy regimentu wspomniana wcześniej odniosła sukces, zasłużony dzień odpoczynku został zarządzony na 20 marca przez Wyższe Dowództwo.
Wieczorem nadszedł kolejny, długo oczekiwany rozkaz. Regiment dostał pozwolenie wymarszu przez Ulatowo, Małowidz i Olszewkę, a później połączenie się z resztą 37 Dywizji Piechoty. O godzinie 14.00 osiągnięto Olszewkę, gdzie III Batalion rozmieszczono na kwaterach, II Batalion rozmieszczono we wsi Poścień.
22 marca, gdy kompanie zbierały się do dalszego marszu, Rosjanie zaatakowali z pewnymi sukcesami oddziały 2 Dywizji Piechoty obsadzającej ten odcinek frontu. Nadszedł rozkaz, by nasze oddziały jeszcze nie odchodziły.
"146 Regiment Piechoty, w drodze do swojej dywizji, prawie docierając do upragnionego celu, oczekiwanego, jak długo niewidzianej „najdroższej wszystkim dziewczyny”, został zatrzymany w Parciakach, aby pomóc w wyeliminowaniu zagrożenia. "
O godzinie 10:00 III Batalion dostał rozkaz by udać się na południe od rzeki Orzyc, gdzie od godzin porannych trwały walki, a następnie w lesie około 1,5 km na północny zachód od zabudowań wsi Budziska miał czekać na kolejne rozkazy. Po południu nasz batalion wraz z trzeba kompaniami 48 Rezerwowego Regimentu Landwehry zajął pozycje obronne po obu stronach drogi Parciaki-Jednorożec. W międzyczasie do Olszewki przeniesiono również I Batalion, który przebywał w Rachujce od 21 marca oraz II Batalion ze wsi Poścień. O 16:30 dowództwo 2 Dywizji skierowało I Batalion do wsi Parciaki, a II Batalion na Budy Przysieki. Sztab regimentu pozostał w Olszewce.
23 marca nastąpiło ocieplenie, słońce osuszało lokalne drogi. 2 Dywizja wycofała nasz I i II Batalion ze sztabem regimentu do Nowej Wsi, gdzie nasze oddziały zastał telefoniczny rozkaz jak najszybszego dotarcia do wsi Bandysie i przygotowanie się do wsparcia na lewym skrzydle ewentualnego ataku 78 Dywizji Piechoty. Po raz kolejny pojawiła się groźba nowego rozproszenia naszych oddziałów po obcych jednostkach. Ale po kilku godzinach ponownie podjęto marsz do naszej 37 Dywizji Piechoty.
23 marca 1915 o godzinie 19:30 III Batalion (który jako ostatni zwolniła 2 Dywizja) dociera do Czarni (Myszynieckiej), gdzie zakwaterowano sztab oraz 9 i 11 Kompanię, zaś 10 i 12 Kompanię skierowano do wsi Brzozowy Kąt. II Batalion dotarł wieczorem do wsi Zdunek, a I Batalion do Myszyńca.
W ten sposób połączenie z własną dywizją zostało w końcu osiągnięte.
By tego dokonać regiment maszerował przez prawie 2 miesiące, pokonując ponad 200 km wzdłuż linii frontu, gdzie często był wykorzystywany w walkach.
O tym, że regiment w ostatnich tygodniach pełnił swoją służbę wzorowo, poświadczał rozkaz który dotarł do 37 Dywizji.
Korpus Zastrow, Mława, 14.3.15 - do dowództwa Armeegruppe Gallwitz: "Podczas walk o Mławę od 2 do 8 marca 1915 podporządkowany 146 Regiment Piechoty, wyróżniał się szczególną odwagą i znacząco przyczynił się do zwycięskiego wyniku walk.”
Armeegruppe Gallwitz - do 37 Dywizji Piechoty: "Z zadowoleniem zapoznałem się z powyższą pochwałą i proszę o wyrażenie mojej najwyższej satysfakcji dla 146 Regimentu Piechoty". ____ Max Karl Wilhelm von Gallwitz.
… Walki o Mławę i Kapuśnik oraz wcześniejsze relacje z wędrówki regimentu pominąłem w powyższej notatce. Na razie brak czasu na obszerniejsze sporządzanie notatek obejmujący większy obszar.

Miejscowości związane z 146 IR

Zniszczony most w Zawadach na rzece Omulew rok 1915


____________________________________________
Na koniec krótkie notatki działań 37 Dywizji na prawym brzegu rzeki Omulew w dniach 15-18 marca 1915.


Notatka na podstawie kroniki:Infanterie-Regiment Nr. 147 (2 Mazurski - 147 Regiment Piechoty).


II Batalion na prawym brzegu rzeki Omulew 15-18 marca 1915.
W nocy 15 marca II Batalion przechodzi przez ostrzeliwany przez Rosjan most na rzece Omulew do wsi Brodowe Łąki i zostaje podporządkowany 18 Brygadzie Kawalerii, która związana jest tam ciężkimi walkami. Batalion miał pozostawać w ruinach wsi jako rezerwa, ale już o 7:00 rano zostaje poderwany alarmem, a 5 i 6 kompania zostaje przerzucona w lukę między II Batalion 44 Regimentu we wsi Ziomek a I Batalion tego regimentu w we wsi Kucieje. Dzięki temu atak Rosjan zostaje odparty. Rano 16 marca, 5 i 6 kompania zostaje zluzowana przez I batalion 151 Regimentu i wycofują się do Błędowa. Gdy jednak nasze kompanie docierają do wsi, spada na zabudowania silna nawała artyleryjska nieprzyjaciela, wieś zostaje całkowicie zniszczona, a nasze oddziały zmuszone zostały do jej opuszczenia. W nocy 5/6 marca Kompanie maszerując w silnej śnieżycy wracają na poranne pozycje pod wsią Kucieje, gdzie odpierają parę ataków Rosjan. W tym czasie I Batalion 151 Regimentu zostaje wyparty ze wsi Ziomek i trzeba było utworzyć nową linię obrony na linii Błędowo-Kucieje. 17 marca II Batalion przegrupowuje się we wsi Wola Błędowska, a 18 marca wraca na lewy brzeg Omulwi i po długim, wyczerpującym marszu dociera do wsi Zalesie.


Notatka na podstawie kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 151 (2 Warmińskiego – 151 Regimentu Piechoty).


15 marca bataliony 151 Regimentu razem z oddziałami 147 Regimentu rozlokowane są w rejonie między wsią Ziomek a Omulwią. Sztab regimentu stacjonuje we wsi Błędowo.
Oprócz 151 Regimentu (bez III Batalionu, który pozostał na drugim brzegu Omulwi) ten odcinek frontu obsadzają także:
II Batalion z 147 Regimentu piechoty, Landszturm Batalion Bitterfeld, Eskadron 16 regimentu Huzarów, 5 Dywizjon z 82 Regimentu Artylerii Polowej, jedna Bateria Landszturmu, 3 Dywizjon z 4 Rezerwowego Fußartillerie Regimentu.
16 marca regiment został zaangażowany w ciężkie walki.
Tego dnia Rosjanie przypuszczają spory ostrzał artyleryjski na całym odcinku frontu oraz jego zapleczu. Dało się jednak zauważyć że koncentrują ogień na wieś Błędowo i drogi dojazdowe do wsi.
O 15:00 zaatakowała rosyjska piechota idąca w gęstych szeregach.
II Batalionowi udaje się utrzymać wroga bez większego wysiłku z dala od swoich linii.
I Batalion oraz cześć 44 Regimentu Piechoty od naszego batalionu mają jednak spore kłopoty, zalewają ich zmasowane siły Rosjan. W wyniku sporych strat I Batalion cofa się, a ponieważ ze względu na bagnisty, niezadrzewiony teren nie ma możliwości zorganizowania kolejnych punktów oporu, wycofuje się aż na północ od Błędowa. II Batalion został więc z odsłoniętym zagrożonym prawym skrzydłem, mając 10 zabitych, 28 rannych, rankiem 17 marca decyduje się wycofać na północ na nowe pozycje obronne, które obsadza z I Batalionem. Wieczorem I i II Batalion zostały zluzowane przez 45 Regiment Piechoty. I Batalion, sztab regimentu oraz kompania karabinów maszynowych zostają przeniesione do wsi Olszyny, a II Batalion udaje się do wsi Bandysie.

Bitwa o Zawady 8-10 marca 1915


Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 
Zwykle nie zaglądam do odnośników, które czasem pojawiają się tekstach kronik, tym razem mnie skusiło, zrobiłem stamtąd takie notatki, w tekście poniżej starałem się zachować styl autora:
... Kopaczyska zostały ostrzelane ogniem artyleryjskim, Landszturm został zmuszony opuścić wieś i cofnąć się na Zawady.
Jako drugi cel Iwan obrał Zawady i Brodowe Łąki. Pociski zwane przez nas „Langsame Tod" okazywały swoją druzgoczącą niszczycielską precyzję. Pociski te szukały swojego celu, mostu na Omulwi, odłamki zagrażały jednak plutonowi z 7 Kompani pilnującej mostu, który rozlokowano przy wolno stojącej chacie, gdzie znajdowali się biedni Panjes i ich małe dzieci. Gospodarze więc szybko uciekli do pobliskich głębokich na 2,5 m dołów, przygotowanych na zimowe przechowanie ziemniaków.
… Tymczasem obiad się gotuje ... Ruski nie mają chyba na razie zamiaru przerwać ognia ..... zupa grozi rozgotowaniem ... Rosjanie strzelają dalej … Jeden za drugim wokół rosną gejzery rozrywanej ziemi, bryły ziemi latają w powietrzu. Zmartwiona, biedna gospodyni nawołuje z ziemniaczanej dziury. Chce pilnie wiedzieć, co się dzieje z jedzeniem i z jej całym dobytkiem …
Obrzydliwy gwizd kolejnego nadlatującego pocisku sprawił, ze znowu schowała się dziurze. W ostatniej chwili zdążyła jednak zobaczyć, że łóżka i artykuły gospodarstwa domowego, mimo gęsto padających granatów, dalej nietknięte stoją w ogródku, ... i że jej chuda świnia, biega wokół stojącego konia.
I o dziwo!
Chata nie została jeszcze trafiona. Ale dlaczego dym nadal unosił się z komina?....
Ktoś jednak pilnował ognia pod garnkiem?
Panje siedział spokojnie między swoimi małymi dziećmi i zwijał papierosa z gazety i machorki.
W końcu, po długim oczekiwaniu ostrzał artyleryjski ustał. Nastała cisza jak po letniej burzy. Zaczęli jeden po drugi pojawiać się mieszkańcy Zawad.
A jedzenie?
W Zawadach, przed piekarnią, którą ponownie uruchomili żołnierze Landsturmu, ze swoimi zapasami mąki, panował pracowity rozgardiasz. Gotowe chleby układano przed piekarnią, przygotowując je do załadunku i transportu. Młodzi żołnierze 7 Kompani z Regimentu Piechoty patrzyli z zazdrością. Przed nimi leżały piękne, brązowe i pachnące świeże chleby. Każda próba złapania choć jednego bochenka kończyła się niepowodzeniem z powodu czujności braci z Landszturm.
Chrupiący dar Boga strzeżony był prawem posiadacza. ...
BITWA O ZAWADY
Na odcinku dowodzonym przez Oberstleutnanta Bürknera (Wach-Zawady) noc z 8 na 9 marca była bardzo niespokojna. Około godziny 23.00 wykorzystując ciemności Rosjanie nagle zaatakowali bez wcześniejszego przygotowania artyleryjskiego. Od wsi Zawady aż do Wachu trwał nieprzerwany ostrzał rosyjskiej piechoty i karabinów maszynowych. Główny atak zdawał się być jednak skierowany na płonącą wieś Zawady, z której blask ognia wyraźnie oświetlał rosyjskie linie okopów wspierające atak, dzięki czemu nasza artyleria mogła postawić ogień zaporowy.
Batalion 147 Regimentu Piechoty oraz Batalion Landszturmu „Neu-Haldensleben” zostają pchnięte przez dowódcę odcinka na zagrodzone lewe skrzydło. Walki trwają na całym froncie, tu i tam co jakiś czas słychać głośne okrzyki: Hurra!
9 marca 1915 rosyjski atak, szczególnie dokuczliwy przed frontem II Batalionu, załamuje się. 7 Kompania Oberleutnanta Feuersengera bierze do niewoli 1 kapitana i 99 żołnierzy wroga.
Ogień walk wygaszał, atak Rosjan został zduszony. Jednak o godzinie 4:00 artyleria rosyjska ponownie otworzyła ogień na nasze zaatakowane wcześniej pozycje, ich piechota przystępuje ponownie do ataku.
W wielu miejscach ich atak załamuje się pod silnym ogniem naszej piechoty i karabinów maszynowych. Mimo to Rosjanie wykorzystując zasłony terenowe docierają do pozycji 2 i 4 Kompani z 147 IR i zdobywają ich okopy.
8 Kompania z 150 IR na prawo, oraz 3 Kompania z 147 IR na lewo od miejsca włamania się Rosjan skutecznie utrzymują własne okopy.

______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 147 (2. Mazurski 147 Regiment Piechoty) 

6 Marca. Na lewym brzegu rzeki Omulew Rosjanie nie podejmowali walk w ostatnim czasie i wydają się nieskłonny podejmowania działań. Nasz 147 Regiment Piechoty zajmuje pozycje luzując bataliony 151 Regimentu na południe od wsi Zawady, aż na skraj lasu na północ od Zawad leżących na skraju Bagien Karaska. Dodatkowo we wsi po lewej mamy Bataliony 150 Regimentu Piechoty.
9 Marca. O godz. 3.00 na pozycjach II Batalionu 150 Regimentu zaczęły dochodzić odgłosy walk, lecz na nasz Regiment nie był niepokojony przez nieprzyjaciela. Wysyłamy jednak wsparcie sąsiadowi w postaci jednej kompani. W pewnym momencie na naszym prawym skrzydle na tyłach 4 i 2 Kompani, rozbrzmiały krzyki "Urra".
Kompanie zaskoczone od tyłu zostają związane w desperackich walkach na bagnety i zepchnięte przez atakujące masy Rosjan. Również część 3 Kompani została zaatakowana, jednak udało się jej przegrupować i ustawić nowe pozycje, frontem do atakującego wroga.
W międzyczasie jednak Rosjanie lasem na naszych tyłach przechodzą aż na tyły III Batalionu. Dowódca III Batalionu Kapitan Pachnio osobiście prowadzi po plutonie z 9, 10, 11, 12 Kompani, których pozostałe plutony obsadzają okopy na pierwszej linii frontu oraz resztki I Batalionu do kontrataku. Rozgorzała nocna kilkugodzinna walka o las na południowy-wschód od wsi Zawady. Walka wręcz, często jeden na jednego, gdzie każdy walczył tym co akurat miał pod ręką.

II Batalion, który miał pozycje przy drodze do wsi Bandysie, (na północ od walk) zaalarmowany atakami czeka w gotowości. Dopiero o świcie, świetle dnia, gdy już można było rozpoznać walczące strony, rusza do ataku. Ponosząc duże straty na początku ataku, udaje im się nawet odbić część pozycji utraconych na początku przez I Batalion. Na skutek nieporozumienia, rozgłaszanego od lewego skrzydła rozkazu „Zurückgehen!” opuszcza te pozycje. Kiedy jednak błąd zostaje zauważony, jest już za późno. Rosjanie zdążyli obsadzić te pozycje i podciągnąć tam karabiny maszynowe. Batalion nie miał już takich sił, by naprawić swój błąd. Nocny udany rajd Rosjan na tyły naszych Batalionów, można były wytłumaczyć tylko tym, że wróg wykorzystał lukę między I. a II. Batalionami naszego sąsiada, czyli 150 Regimentu, a hałas związany z walkami na pozycjach tego Regimentu, pozwolił im cicho podejść od tyłu nieprzygotowane oddziały.

Mapa przedstawiająca przełamanie frontu pod Zawadami




______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 

Sytuacja była teraz jednak niezwykle krytyczna. Rosjanie byli w środku naszych linii i przejęli okopy na szerokości około 800 metrów. Gdyby nie dało rady się odbić się tych pozycji, nieuchronne byłoby wycofanie naszych sił na całej linii, co miałoby fatalne konsekwencje dla całej Dywizji. Dowództwo Dywizji domaga się przywrócenia poprzedniej linii obrony za wszelką cenę, zawraca wycofany stąd 8 marca III Batalion 150 IR i z powrotem oddaje jednostkę pod rozkazy Oberstleutnanta Bürkner'a.
Bürkner decyduje się zaatakować następnego ranka o świcie, aby nie dać Rosjanom czasu na umocnienie się w wyłomie.
Zawrócony ze wsi Parciaki III Batalion 150 IR przez Rawki-Długie do wsi Bandysie dociera ok godziny 22:30 w nocy, gdzie stają na odpoczynek.

10 marca 1915 o świcie przystąpiono do ataku, by odzyskać pozycje zajęte przez Rosjan. Cała artyleria zgromadzona na odcinku frontu zgrupowania Bürkner'a o 5:30 rano zalała Rosjan nawałą ogniową. O 6:00 trzy bataliony: III z 150 IR z prawej, I z 151 IR w środku a II Batalion z 147 IR po lewej ruszyły do natarcia. Wspierająca atak Kompania karabinów maszynowych niestety parę razy była zatrzymywana złymi warunkami terenowymi, szczególnie przez słaby, cienki lód stanowiący pokrywę bagiennego obszaru.
Dowództwo nad atakiem piechoty otrzymał dowódca 147 Regimentu Piechoty, major Brehme. Sztab dowódcy zgrupowania (Bürkner) znajdował się na skraju lasu, na północny-wschód od wsi Zawady, w pobliżu prawego skrzydła linii ataku.
Zadaniem II Batalionu z 147 IR i I Batalionu z 151 IR był frontalny atak na Rosjan. III Batalion z 150 IR miał oskrzydlać atak od zachodu, a następnie w miarę postępu ataku dołączyć do naszej 8 Kompani utrzymującej okopy na granicy wyłomu zrobionego przez wroga.
Jak tylko ruch naszych batalionów został zauważony, rosyjska piechota i karabiny maszynowe z okopów odpowiedziały ogniem. Artyleria otrzymała więc rozkaz utrzymania pozycji wroga pod ostrzałem, a oficerowie obserwacyjni artylerii regulowali ostrzał w wraz z postępem naszych oddziałów.
Pomimo dobrego wsparcia artyleryjskiego, atak w terenie o niskiej roślinności, pokrytym lodem był niezwykle trudny. Atak I Batalionu (151 IR) został w pewnym momencie zatrzymany przez wroga, w wysiłkiem udało im się poderwać i kontynuować atak, po tym jak nasz III Batalion idący na prawej flance sprawnie wysunął się do przodu.
Niewątpliwie I Batalion miał najtrudniejsze zadanie, całkowicie odkryty teren, szeroki pas zamarzniętych bagien. Mimo ogromnych strat zadanych im przez karabiny maszynowe i Strzelców Syberyjskich, dotarli do podnóża wzgórza 125, wdarli się na jego zbocza i wdarli się do okopów obsadzonych przez Rosjan.
W tym momencie nasza 8 Kompania broniąca okopów na skraju wyłomu także wyrwała się ze stanowisk i wsparta III Batalionem (150 IR) zaatakowała Rosjan z boku.
Do ostatniej chwili Rosjanie ostrzeliwali się, w wielu miejscach toczyły się zacięte walki na bagnety, ale niedługo później Rosjanie masowo rzucili się do ucieczki. Porzucili wszystkie karabiny maszynowe, wielu porzuciło nawet własne karabiny, ci którzy nie mogli uciec, poddali się.
Chwytano 5 oficerów i ponad 800 żołnierzy, zdobyto 10 karabinów maszynowych.
Strzelcy Syberyjscy mieli zgrabne umundurowanie i wspaniałe szare futrzane czapy. W trakcie jak długa kolumna jeńców eskortowana przez kompanię Landszturmu przemaszerowała przy sztabie naszego odcinka frontu, nasi oficerowie oraz żołnierze przyjęli postawę wojskową i oddali salut pokonanym Strzelcom Syberyjskim. Strzelcy ci wywarli doskonałe wrażenie pod każdym względem. Pokonanie ich było ogromnym poświęceniem. Tylko nasz III Batalion (150 IR) w tym ataku, idący na prawym skrzydle stracił ponad 160 zabitych i rannych.

--- Wspomnienia z III Batalionu ---
Ciemną nocą zbliżyliśmy się do rejonu, gdzie rozbrzmiewały wyraźne odgłosy walk. Dotarliśmy więc do celu naszego marszu, do wsi Bandysie, leśnej wioski, która składała się rozproszonych z dala od siebie zagród. Niestety, wszystkie te zagrody były już obsadzone masami wojska. Możliwe ze zalesionym obszarze były jeszcze jakieś wolne zagrody, tylko jak je znaleźć. Przed czwartą nad ranem batalion znów był na nogach, maszerowaliśmy przez las, coraz bliżej miejsca, gdzie brzmiał nieustanny huk karabinów piechoty i karabinów maszynowych. Oprócz naszego batalionu do natarcia szykowały się jeszcze dwa bataliony, które rozmieszczono na wschód od nas. Ciemności nocy nam sprzyjały, ale już rozpoznawaliśmy nasze stare pozycje obronne, które sami zbudowaliśmy i wzgórze, wyrastające z bagien, upiornie kontrastujące na tle nocnego nieba. Teren był nam dobrze znany, więc przegrupowanie i rozstawienie do ataku 10, 11 i 12 Kompani nie sprawiło żadnych trudności. Przeciwnik nic nie zauważył. Gdy cicho podano wzdłuż szeregów rozkaz "Marsz", nasza artyleria rozpoczęła ostrzał linii wroga. Stawało się coraz jaśniej, mimo ze artyleria zalewała wroga lawiną ognia, wróg zauważył nasze oddziały. Rosyjska piechota i ich karabiny maszynowe zaczęły wściekle nasz ostrzeliwać.
W otwartym terenie poruszamy się skokami, raz skacze jedna grupa, raz druga, gdzieniegdzie pojedyncze osoby przeskakują do kolejnej kryjówki. W ten sposób nasze szeregi coraz bardziej zbliżają do linii wroga. Im bardziej robiło się jaśniej, to nasze postępy stawały się coraz trudniejsze, szczególnie dla środkowej kompani, która musiała pokonać zalany wodą odcinek zamarzniętych bagien, które pokrywała lekki kożuch śniegu. Ale nic nie mogło nas powstrzymać. Pomimo gwałtownego i a w niektórych przypadkach bardzo skutecznego ognia z karabinu maszynowego o 6:30 nasze 3 kompanie dotarły do podnóża wzgórza, które ma zostać zdobyte. Po drodze zostawiliśmy zabitych i rannych – ilu – któż może wiedzieć. Silniejsza była dla oddziałów wola zajęcia stanowisk, z których mieliśmy rozpocząć szturm. Ilu pozostawiliśmy za sobą martwych lub rannych towarzyszy - kto może powiedzieć? Jeden z dowódców kompani ranny, zdecydował się być ze swoim oddziałem do końca. Zaleganie pod wzgórzem i oczekiwanie na rozkaz zdawało się dla nas najcięższym zadaniem. Gdy w końcu dowódca batalionu dał znak, zerwaliśmy się i całą masą zaatakowaliśmy, nasze trzy kompanie wdarły się w szeregi wroga.
Do ostatniej chwili Rosjanie się ostrzeliwali, doszło do zaciekłych walk na bagnety, ale potem potem przeciwnik poddał się. O godzinie 7:00 okopy wroga były zdobyte.
W ataku batalion poniósł ciężkie straty. Wielu dzielnych dzielnych żołnierzy rannych i zabitych zaścieliło pole bitwy. Danina krwi była jednak tego warta, ponieważ dowódca Dywizji zakomunikował nam wcześniej: Musimy odzyskać nasze stracone pozycje, zamknąć wyrwę w przełamanym froncie, od tego zależy los dywizji.
„Odwaga batalionu zaowocowała jednym Żelaznym Krzyżem I-klasy i 27 II-klasy".
 
 __________


W czasie gdy zbierano jeszcze i wywożono rannych, Rosjanie przykryli silnym ostrzałem artyleryjskim odzyskane przez nas okopy i tereny za nim, jakby chcieli zemścić się za swoją porażkę.
Wszyscy musieli jak najszybciej szukać schronienia, konie i pojazdy zostały odesłane na tyły, a zapasy wciągnięte do lasu.
Wrogi ostrzał artyleryjski trwał przez pół godziny i jak nagle się zaczął tak też momentalnie się skończył.
Ogromne masy karabinów, pasów nabojowych, worków i wszelkiego rodzaju sprzętu pokrywały pole bitwy. Ściągano wszelkie dostępne w okolicy wozy i z innych oddziałów Dywizji, by wywieźć te dobra. A jeszcze w nocy i następnego dnia z pola bitwy wyjechały 38 duże ciężarówki nimi obładowane. Jednocześnie przygotowywano obronę, szykując się na kolejne ataki Rosjan. Ale zdawało się ze mają dość, musieli ponieść zbyt duże straty. Okopy i cały teren był pokryty masami poległych.
___________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 147 (2. Mazurski 147 Regiment Piechoty)
 
O świcie 10 marca utracone pozycje zostają ostrzelane przez naszą artylerię. Po którym przegrupowane nocą do ataku I batalion 151 Regimentu a także II i III Batalion 150 Regimentu oraz nasz II batalion odzyskują utracony teren.
Nasz Regiment ma po tym ataku poważne straty, 7 oficerów i 400 żołnierzy poległo, jest rannych lub zaginęło.
Pobity wróg opuszcza także część okopów w lesie przed naszym frontem, tylko ich artyleria ostrzeliwuje dopiero co odzyskane przez nasz tereny.
W ciągu następnych kilku dni przeciwnik nie podejmuje żadnych akcji. Czas ten jest wykorzystywany na umacnianie naszych stanowisk. Stawiane są zasieki z drutu kolczastego, niestety prace te przebiegają powoli, powodu małych zapasów drutu napływającego z zaplecza frontu, często luki są prowizorycznie zastępowane przez przeszkody zrobione z gałęzi.
14 marca nasze bataliony zostają zluzowane przez I i II batalion 150 Regimentu, a nasze przechodzą na bardziej bezpieczny teren, na północ bagien Karaska w pobliże wsi Olszyny.
16 marca daje się zauważyć ze Rosjaninie uzupełnili straty i znowu w pełni obsadzają przeciwległy skraj lasu.
18 marca Rosjanie wmawiają ataki na całym odcinku. Z walki te zostaje zaangażowany nasz III Batalion, gdzie 12 kompania musi nawet kontratakować, by nie stracić okopów. Tracą wtedy swego dowódcę (Leutnant Alfred von Knobelsdorff) a ich podoficer zostaje ranny.

______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 
 
11 marca 1915 III Batalion z 150 Regimentu na pierwszej linii zostaje zluzowany przez Batalion 147 regimentu i przenosi się do wsi Zawady w miejsce II Batalionu 150 Regimentu. II Batalion 150 IR przeniesiono do wsi Długie. I z 147 IR idzie do wsi Bandysie, a I z 151 IR do wsi Olszyny.
I Batalion z 150 IR, który w dalszym ciągu jest podporządkowany generałowi Mengelbier po drugiej stronie rzeki Omulew, przemieszcza się z Olszewki do wsi Żelazna, gdzie ma odpocząć a później razem z 44 Regimentem Piechoty zaatakować i zdobyć wieś Ramiona.
12 marca 1915 na froncie od Zawad do Wachu panuje spokój, dzięki czemu prowadzone są prace przy odbudowie umocnień. Wysłano także silny patrol do wsi Kopaczyska, wieś zostaje zajęta i obsadzona. Wieczorem, na południowy zachód od wsi Zawady słychać odgłosy walk, które pochodzą ze starć na linii Cierpięta-Majki-Ziomek.
13 marca 1915 I Batalion 150 Regimentu zostaje ponownie podprządkowany 37 Dywizji Piechoty, wraca do własnego Regimentu i stacjonuje w Nowej Wsi (Zarębskiej).
Przechwycona wiadomość radiowa informuje dywizję, że planowany jest rosyjski atak między Orzyciem a Omulwią. Panuje zwiększona gotowość bojowa.
14 marca 1915 na wschód od rzeki Omulwi na pozycjach 37 Dywizji dalej jest spokojnie, po zachodniej stronie jednak Rosjanie zaatakowali zgrupowanie gen. Mengelbiera, słychać artylerię i broń piechoty. Po południu I Batalion 150 IR zastępuje II Batalion 147 IR w rejonie wzgórza 137, około 4 km na południowy wschód od wsi Bandysie, który przenosi się do Brodowych Łąk. Zwiadowcy donoszą o sporych siłach Rosjan lesie koło Kierzka. Wieczorem nasz II Batalion zastępuje III Batalion. Ten ostatni przenosi się do wsi Długie.
15 marca 1915. Na naszym odcinku dalej jest spokojnie, ale od strony wsi Żelazna rozbrzmiewa ogień artylerii i karabinów. III Batalion 150 IR stacjonujący we wsi Długie zachowuje pełną gotowość alarmową. Wkrótce nadchodzi wiadomość, że Rosjanie po drugiej stronie Omulwi przełamali front w pobliżu wsi Ziomek, trwają walki o Majk, a pod wsią Cierpięta Rosjanie zostają odparci i ponosząc duże straty.
Rankiem 16 marca 1915 rosyjscy strzelcy próbują wedrzeć się do wsi Kopaczyska, ale zawracają natrafiając na nasz opór. Najwyraźniej wróg wzmacnia się w lasach wokół Kierzka.
Około południa dochodzi do rosyjskich ataków na naszym odcinku frontu pod wsią Wach.
Po południu Strzelcy Syberyjscy próbują także sił w rozpoznaniu bojem lasu obsadzonego przez nasz batalion (Zawady). Atakujące oddziały zdaje się składają się ze świeżych, nieostrzelanych rezerwistów, ich ataki sprawiają mizerne wrażenie. Sztab dywizji donosi, ze zdobył informacje, jakoby Rosjanie wieczorem mają uderzyć zmasowaną siłą i walce na bagnety zdobyć pozycje naszego batalionu (150 IR). Wszyscy zostają postawieni w stan gotowości bojowej. Do wsi Olszyny ściągany jest I Batalion 147 IR jako nasza rezerwa. III Batalion 150 IR i jedna kompania z II Batalionu (150 IR) z podobnym zadaniem zajmują pozycje na południe od wsi Bandysie. Pogoda się pogorszyła. Nadeszła zamieć śnieżna, oraz dodatkowo padał grad. Wiatr wiał w kierunku Rosjan. Oczekiwany atak nie nastąpił, możliwe ze z powodu burzy śnieżnej został przełożony na inny termin.
17 marca 1915 przy świetle dziennym bataliony stojące stojące w rezerwie zostają wycofane, żołnierze potrzebują wypoczynku. Na linii frontu pozostają tylko obsady linii obronnych. Dzień był spokojny.
Późnym wieczorem przybywa II Batalion z 151 IR oraz 5 dywizjon z 82 Regimentu Artylerii Polowej i zostaje zakwaterowany we wsi Bandysie. Wciąż pada ciężki śnieg.
W nocy na 18 marca 1915 jest ponownie "zwiększono gotowość bojową". O godzinie 3:00 rano II Batalion 151 Regimentu dostaje rozkaz wymarszu do wsi Zdunek.
Ledwie tylko batalion ruszył w drogę, Rosjanie zaatakowali. II Batalion 151 IR zostaje zawrócony i pchnięty na lewe skrzydło na skraj lasu (* między Olszynami a Zawadami na południe od wsi). Natomiast III batalion z 150 IR i Batalion Landszturmu „Neu-Haldensleben” dowództwo umieszcza na południe od wsi Bandysie.
Pada drobny śnieg. Główny atak jest wymierzony w nasze lewe skrzydło. Rosjanie atakują w kilku falach, jedna po drugiej i nacierają z godną podziwu odwagą, pomimo ze nasza artyleria zadaje im ogromne straty. Rosyjska lekka i ciężka artyleria także prowadzi intensywny ogień, ostrzeliwując nasze pozycje obronne, obsadzone przez I Batalion 150 IR i III Batalion 147 IR. Gdy Rosjanie zbliżyli się do około 400 metrów, otwieramy ogień z okopów.
Rosyjskie natarcie załamało się bardzo blisko okopów. Tylko nielicznym Rosjanom udało się uciec i schronić w lesie na południe.
Nasze Bataliony na linii frontu także poniosły znaczne straty z powodu zwiększonego ognia artyleryjskiego wroga podczas ataku. Ponieważ ogień wrogiej artylerii ucichł, ściągamy ranny Rosjan z najbliższego przedpola okopów, przy panującej mroźnej temperaturze nie mieliby inaczej szansy przeżyć. Na przedpolu zalega masa zabitych i ranny, jest ich tak dużo, że nie ma co się spodziewać nowego ataku w najbliższym czasie.
Tak więc II Batalion 151 IR, zgodnie z rozkazem dywizji, ponownie maszeruje do Zdunka. II Batalion 150 IR z pierwszej linii obrony pod Zawadami zostaje zluzowany przez III Batalion 150 IR i przenosi się do wsi Długie na odpoczynek. Po południu dywizja ogłosiła ze nasz odcinek frontu przybywa jako wzmocnienie 258 Rezerwowy Regiment Piechoty.
Późnym wieczorem I Batalion 258 RIR majora von Armin'a rozładowano z pociągu w Puppen (Spychowo) i przewieziono samochodami do Myszyńca, skąd maszerują już na własnych nogach na linię frontu. Przy takim pospiechu ten batalion nie miał nic, ani kuchni polowych ani taborów.
O godzinie czwartej rano 19 marca 1915 w podobny sposób przybywa II Batalion 258 RIR, a godzinę później także III Batalion. Bataliony dostają rozkaz obsadzenia pierwszej linii frontu, nowe oddziały robią na nas słabe wrażenie, są zmęczeni i źle wyposażeni. Cała wymiana na liniach obronnych odbyła się w dniach 19 i 20 marca.
20 marca 1915 - I i II batalion 150 IR oraz Kompania Karabinów Maszynowych zostają skierowane przez Zdunek i Wydmusy na nowe pozycje, na południe od wsi Wykrot, tylko III Batalion 150 IR zostaje we wsi Bandysie.
Marsz był bardzo wyczerpujący, panował chłód, wiał ostry wiatr i padał śnieg. Droga pokryta była lodem. Na nowe pozycje oddziały dotarły nocą.