czwartek, 2 maja 2019

Bitwa o Narew - forsowanie Narwi pod Kamianką

Przeglądając zeszyty Ostrołęckie Towarzystwo Naukowe im. Adama Chętnika natrafiłem na tekst, który napisał: dr hab. Jacek Emil Szczepański zatytułowany: „Niemieckie wojska okupacyjne w Ostrołęce 1915-1918„
Zaskoczył mnie fragment, w którym był cytowany moment zdobycia przyczółka na lewobrzeżnym brzegu rzeki Narew w Ostrołęce.
Kto czyta uważnie moje wpisy, to zauważy w postach o tych walkach napisałem, że oddziałom niemieckim nie udało się sforsować rzeki, przeprawa został rozbita na środku rzeki, a żołnierze musieli się okopać na wyspowych łachach piasku i częściowo na wyspie, w którą w tamtym czasie było „Grodzisko”.
Opis ten dałem w poście: Bitwa o Narew - forsowanie Narwi pod Ostrołęką
Widząc te rozbieżności, zajrzałem do źródła zacytowanego w.w. opracowaniu.
Czyli do: „Przegląd Wojskowo-Techniczny.” z roku 1935.
Jest tam kolejne opracowanie, które w całości poniżej wstawiłem.
A rozbieżności wynikają stąd, że opracowanie z 1935 roku nie było pisane z kronik Regimentu, który wtedy forsował rzekę, tylko z ogólnego opracowanie o letniej ofensywie w 1915 roku.

___________
Kamianka
Forsowanie Narwi przez armję niemiecką w lipcu 1915r.
___________

Przeprawa I. korpusu pod Kamionką. Korpus I., walczący początkowo w składzie 83., 2. i 37. d. p., doszedł do Narwi już 19. lipca, osiągając brzeg zachodni pomiędzy ujściem Rohozy a rz. Ruż (tu raczej chodzi o prawy brzeg więc rzeka Róż, czyli nie lewostronny Ruż). Naprzeciw niego na drugim brzegu obsadził rozbudowaną pozycję obronną IV. korpus syberyjski, złożony z doborowych pułków, które bynajmniej nie były zdemoralizowane dotychczasowemi niepowodzeniami. Brzeg obsadzony przez Rosjan, dzięki swym zalesieniom, dawał doskonałą osłonę dla uszykowania obronnego, pozatem górował on na całym odcinku, brzeg zachodni stanowił tu płaską równinę, pozwalającą na daleki wgląd od strony nieprzyjaciela. W nocy z 20./21. Rosjanie bez nacisku opuszczają małe przedmoście pod Ostrołęką, które do ostatka osłaniało most połowy, wybudowany poniżej szosy (most szosowy został już zniszczony w dniu 19.VII. i leżał poza przedmościem). Dziwnem zrządzeniem losów wojny właśnie jednak przeprawy pod Ostrołęką jak najdłużej operacyjnie zatrzymają armję generała Gallwitza. W tym samym czasie dalej w górze rzeki, Rosjanie również wycofali się na Narew przed frontem 8. armji niemieckiej; napozor zdawało się więc, że położenie ogólne Niemców było w tym dniu bardzo korzystne! Oddanie bez walki przedmościa pod Ostrołęką było takiem zaskoczeniem dla Niemców, że nie zorganizowali oni nawet pościgu, to też Rosjanie mogli z całym spokojem obsadzić umocnienia brzegu wschodniego. Wojska obrony pełniły teraz czujnie swą służbę bojową. Dobrze rozmieszczone środki ogniowe ostrzeliwały czołowo i flankowo dolinę; nocą znów świeciły reflektory, wykrywając patrole, wysyłane na rozpoznanie nurtu lub wyszukanie brodów. Dzięki czujności Rosjan każda próba rozpoznania miejsca dogodnej przeprawy kończyła się niepowodzeniem. Niezależnie od tego, jak to z uznaniem podkreślają źródła niemieckie, obrońcy nieustannie rozbudowywali swe umocnienia.
Dowódca I. korpusu, gen. Eben, pod wrażeniem tych trudności przy wykonaniu rozpoznania i widząc czujność obrony, zdecydował zorganizować jedną tylko przeprawę na całym odcinku, za to koncentrując tam maximum sił i środków technicznych, artylerji i doborowej piechoty. Organizacja takiego forsowania wymagała jednak dłuższych przygotowań zwłaszcza, że dotychczas ani jeden patrol saperów, piechoty lub kawalerji nie był w stanie rozpoznać i przekroczyć rzeki, pomimo, że wypady rozpoznawcze były osłaniane silnemi napadami ogniowemi z dział i miotaczy. Tymczasem każdy dzień opóźnienia pociągał katastrofalne skutki dla całej zamierzonej operacji 12-ej armji. Dowódca korpusu musiał decydować się niezwłocznie. 23.VII. wieczorem 83. d. p. stała na prawem skrzydle korpusu pomiędzy Zieluniem (tu raczej Sieluń) a Kołakami (obie miejscowości włącznie), 2. d. p. zajmowała odcinek na północ od niej, aż do rz. Omulewa (Omulwi); lewe skrzydło stanowiła 37. d. p., rozmieszczona pomiędzy rzekami Omulewem a Rohozą. Po ogolnikowem rozpoznaniu zdecydował dowódca korpusu sforsować Narew, na odcinku pomiędzy Kamionką a Korczakami i rozpocząć działanie w godzinach rannych dnia 24. lipca; w pierwszym rzucie szła 2. d. p., dalsze dwie dywizje (37. i 83.) miały stanąć poza nią, jako odwody i dalsze rzuty. Jednocześnie jednak obie te dywizje miały wykonać demonstracyjne przeprawy na swych odcinkach, jedna pod Modzelami, druga koło Ostrołęki. Bród pod Kamionką, którym miała się przeprawić 2. dywizja, nie był jednak dogodny. Woda w najgłębszem miejscu sięgała strzelcom po szyję lub ramiona, przy szerokości rzeki w tem miejscu od 60 do 90 metrów; w dodatku nurt przechodził pod brzegiem rosyjskim i był najdokładniej ostrzeliwany. Rozpoznanie brodów dokonano pobieżnie, najdogodniejsze szlaki dla ruchu piechoty nie zostały więc wybrane. Brzeg zachodni był tu zupełnie otwarty aż do szosy, na wschodnim las nadbrzeżny (starodrzew sosnowy lub grubsza drągowina) sięgał prawie do samej rzeki; wąska polana, zasłonięta od czoła, umożliwiała artylerji z pod Korczak ostrzeliwanie 1-kilometrowego odcinka rzeki ogniem flankowym; same działa pozostawały w ukryciu, jak gdyby w tradytorach fortecznych. Dowództwo niemieckie przewidywało tutaj z góry ciężkie walki, sądzono jednak, że lepiej wyszkolony i le-piej zdyscyplinowany żołnierz wschodnio-pruski da sobie radę i zwycięży. Brano też pod uwagę trudności w okopywaniu się podczas walk na brzegu przeciwnym, a to ze względu na lesisty teren i korzenie. Jako pierwsze zadanie dla forsujących było nakazane zdobycie przedmościa o zarysie: wzgórze 92, droga z Kamionki do Korczaków i spowrotem do rzeki na wschód od Nożewa (szkic).

Szkic walk pod Kamianką


Już o g. 12.30 dnia 23.VII. dowódca dywizji wydaje rozkazy do forsowania, oraz ciekawy rozkaz specjalny: „Pozdrawiam moje pułki piechoty przed bitwą! Niech dzień 24 lipca przyniesie Wam nowe wawrzyny. Naprzód z Bogiem. Wasz dowódca dywizji v. Falk.“ Wsparcie ogniowe stanowiły tu 24 baterje, zgromadzone z całego korpusu, które w miarę nadciągania wykonywały odpowiednie wstrzeliwania. Piechota miała przyszykować się do przepraw przed wschodem słońca dn. 24.VII. Oddziały stanęły w pogotowiu tak jak na szkicu. Do wysiłku głównego wyznaczono 6 bataljonow (w tym jednak były oddziały z trzech pułków, a bataljon 33. p. p., oznaczony na szkicu H/33, był skombinowany doraźnie i oddany pod dowództwo kpt. Hartmanna) ; dwa bataljony zostały wyznaczone do forsowania pomocniczego pod Kordowem. W drugim rzucie zbierały, się w pogotowiu do wykorzystania spodziewanego wyłomu jedna brygada z 83. d. p. oraz 5 bataljonow z 37 dywizji.
Dzień 24 lipca. 
Wkrótce po północy z dnia 23/24. lipca, oddziały forsujące przybyły nad rzekę i stanęły w ciszy zaledwo o 100 metrów od nieprzyjacielskich placówek. „Wschodniopruscy grenadjerzy już często, a zawsze zwycięsko szturmowali rosyjskie przeszkody drutowe, tutaj jednak groziła im nieznana woda, którą ani artylerja, ani saperzy nie mogli zniszczyć" — temi słowy dobitnie charakteryzuje wartość obronną rzeki autor niemiecki. Godzina przeprawy nie była z góry ustalona — oddziały czołowe miały same zdecydować, kiedy odpowiedni moment nastąpi. O g. 2.40 rozpoczyna się przygotowanie artyleryjskie. Pociski padają gęsto na las, w 30 metrowym pasie zieleń lasu zupełnie znika, igliwie żółknie, drzewa nawet 30 centymetrowe są połamane. Około g. 3.30 znienacka rusza do szturmu II./44. p. p .; rozlega się głośne hurra, głosy trąbek i bębnów, a wkrótce potem gęsty ogień karabinowy i karabinów maszynowych. Bataljon przekroczył Narew i chwycił brzeg przeciwny. Szybko, bez specjalnych rozkazów, przeszły do szturmu i sąsiednie oddziały, rozszerzając wyłom i przekraczając rzekę na wprost w miejscach, gdzie dochodzą do brzegu. Wszyscy rozumieją, że każda minuta ma nieocenioną wartość. Wszelkie dowodzenie i kierownictwo na rzece, nawet małemi oddziałami, jest niemożliwe, wymyka się z rąk dowódców; jednak żelazna dyscyplina robi swoje, każdy żołnierz rwie się do przodu, oficerowie w pierwszych szeregach. Ogień rosyjski zadaje wciąż poważne straty, w dodatku ciężej ranni toną bez ratunku w nurtach Narwi. Poniżej początkowej przeprawy przekracza rzekę III./44. p. p .; dwie kompanje 4. p. p. (1. i 2.) oraz III/4. p. p. zbliżają się teraz do rzeki, jednak rozkazem dowódców zostają wstrzymane, gdyż ofiary są zbyt wielkie, a to w związku z tem, że obecnie jest już zupełnie jasny dzień. Rosyjskie karabiny maszynowe strzelają i to najskuteczniej z góry rzeki Odwód dywizji — II./4. p. p., rozmieszczony w Dobrołęce i Mackach, z własnej inicjatywy zdąża teraz do rzeki. Ogień artylerji rosyjskiej zmusza go do szerokiego rozczłonkowania, ale jednak chęć wzięcia udział w zwycięstwie doprowadza go do samego brzegu, poprzez wodę jednak już nie jest w stanie się posunąć. O g. 4.15 został zaalarmowany również baon Hartmanna z 33. p. p, Zostaje on skierowany do rzeki przez Macki, w godzinach przedpołudniowych. 2. i 12. kompanjom udaje się przeniknąć przez rzekę w miejscu, w którem przeszedł III./44. p.p.; trzecia kompanja tego baonu (5-ta) zostaje zatrzymana i ma przekroczyć Narew dopiero w ciągu nocy po kładce, którą mają zbudować saperzy; z tej kładki ma też skorzystać II./44. p. p. oraz pozostałe jeszcze oddziały 44. p. p. Kompanja ta nie doczeka się jednak kładki i przejdzie na drugi brzeg w godzinach wieczornych przez bród. Na południowem skrzydle od Macek aż po Kołaki pełnił służbę osłony Narwi III./33. p. p. Jego najbardziej na północ wysunięta kompanja (9-ta) przyłączyła się teraz do przeprawy III./44. p. p. W rezultacie o g. 9-ej na wschodnim brzegu znalazły się siły następujące (wymienione od prawego skrzydła): 2., 9. i 12. kompanje 33. p. p. (kompanje z dwóch rożnych baonow), III./44. p. p. II./44. p. p. 3. i 4. kompanje 4. p. p. Bezpośrednio nad rzeką stały o tej porze: 5. kompanja 33. p. p. 1. i 2. kompanje 4. p. p. oraz cały II. i III. baony 4. p.p.
Oddziały te rwały się całą siłą naprzód, by pomoc kolegom ciężko walczącym na wschodnim brzegu, jednak wejście do Narwi równało się obecnie wprost samobójstwu; musiano więc oczekiwać zmroku; tymczasem ze wschodu dochodziły coraz to gorętsze odgłosy bitwy. Rosjanie podciągnęli odwody i wytężają teraz całą energję, by zepchnąć oddziały niemieckie spowrotem do rzeki. Trzymają oni rzekę i dolinę pod potężnym ogniem artylerji, każdy żywy cel na wodzie wywołuje pozatem gwałtowny ogień piechoty. Granaty bijące w wodę wyrzucają wysokie fontanny, wybuchy ich pogłębiają nurt i zwiększają niebezpieczeństwo zatonięcia. Podciągnięto pontony, ale zostały one natychmiast rozstrzelane. Oddziały, które już przebrodziły rzekę, znalazły się w położeniu wprost rozpaczliwem (bitterersten Stand), ponosząc dotkliwe straty od ognia oraz przeciwuderzeń. Starano się tu za wszelką cenę okopać się, jednak praca nad umocnieniami była ciężką i żmudną, nie tylko wskutek ciągłej walki, ale również spowodu właściwości gruntu, przerośniętego korzeniami. Do wieczora dnia 24. odparto dwanaście przeciwnatarć rosyjskich; prowadzili je Rosjanie nie tylko od frontu, ale i od lewego skrzydła, starając się odciąć Niemców od rzeki. Uporczywe walki, prowadzone na białą broń i granaty ręczne, doprowadziły do zupełnego pomieszania przeprawionych oddziałów, jednak pewien niewielki pas terenu na brzegu wschodnim został do wieczora utrzymany. Zmrok nie przyniósł tu wypoczynku, ogień w dalszym ciągu uniemożliwiał komunikację pomiędzy obu brzegami, amunicja była na ukończeniu, o ewakuacji rannych nie było mowy, a porcje rezerwowe spożywano na zimno, zagryzając zamokłym chlebem. Jednak pomimo tych wysiłków uzyskane przedmoście posiadało zaledwie 1 km frontu, a głębokość jego wynosiła 300 (wyraźnie trzysta!) metrów. Demonstracje, wykonane na innych odcinkach, nie miały również w tym dniu powodzenia, nie zmyliły one na ogół przeciwnika, który nie dał się sprowokować. Najlepiej udało się jeszcze 88. d. p., która pod Modzelami o g. 14-ej chciała przeprawić dwa pułki (329. i 390). Celny ogień rosyjskiej artylerji spod Kruszewa przekonał jednak wkrótce dowódcę dywizji, że nie będzie on mógł tutaj przerzucić większych sił; tylko jednej kompanji 330. p. p. udało się przez zaskoczenie jeszcze w godzinach przedpołudniowych przeniknąć na wschodni brzeg i uchwycić tam skrawek terenu. 37 d. p. przykuła co prawda do siebie część sił przeciwnika, pokazując mu duże przygotowania do forsowania w rejonie Ostrołęki przez gorączkową budowę tratew i kładek oraz spławiania łódek w dół rz. Omulewa, jednak Narew i tutaj również nie została przekroczona. Tak samo nie miały powodzenia próby forsowania pod Kordowem, wykonane przez I. i II./33. p. p. Warto teraz zobrazować sobie, jaki oddźwięk znalazła ta akcja z dn. 24.VII. w dowództwie armji. Generał Gallwitz tak o tem pisze w swych pamiętnikach: „I. korpus przeprawił pod Kamionką, w miejscu uznanem za dogodne, 4 bataljony 2-ej d. p. Nie poszły one jednak naprzód, a zaległy na małem przedmościu. Nieprzyjaciel zablokował te bataljony, utrzymując przed niemi swą odrutowaną pozycję, rozbudowaną w lesie. 83. d. p. przeprawiła pewne swoje oddziały koło Modzeli (Modzel), ale jej położenie w tem miejscu jest jeszcze ciężkie. W ciągu dnia (24.VII.) przygotowali Rosjanie szereg przeciwnatarć na oddziały I. Korpusu, którego położenie jest bardzo groźne. Ja porozumiałem się z gen. Ebenem (d-cą I. korpusu), czy będzie on nadal trzymał się na osiągniętych pozycjach, czy też przerzuci forsowanie dalej pod Ostrołękę, wracając do swych pierwotnych zamiarów. Dowódca korpusu odpowiedział, że warunki pod Ostrołęką również uległy pogorszeniu, a przerzucenie tam forsowania mogłoby być dopiero uskutecznione na dzień 27.VII., czyli już za późno, a więc korpus pozostanie na miejscu. Generał Eben wierzył, że uda mu się w dniu następnym przełamać opór rosyjski, wykorzystując w tym celu dobre przygotowanie artyleryjskie, zwłaszcza na skrzydła oddziałów, blokujących przedmoście“.  
Dzień 25.VII.1915
Pionierom udaje się na godzinę 2-gą wysunąć na rzekę na wpół gotową kładkę. II./4. p. p. ma przejść po niej nim rozednieje. Kładka nie dochodzi do przeciwnego brzegu, trzeba z niej zeskakiwać i brnąć kawałek przez wodę. W ten sposób szybko przechodzą 1 oficer i 70 szeregowych, przeciwnik ich nie spostrzegł. Lecz naraz kładka się załamuje. Ruch ku przodowi był zbyt gwałtowny, to też przeciążona kładka uległa uszkodzeniu. Jednocześnie zamieszanie, które tam powstaje, zwraca uwagę obrońców i wywołuje gwałtowny ogień karabinów maszynowych. W rezultacie tej akcji udaje się jednak w tem miejscu przeprawić na drugi brzeg gros dwóch kompanij 4-go p. p. Jeszcze o g. 22-ej dnia 24.VII. ściągnięto na odcinek 2. d. p., dla odtworzenia odwodów dywizyjnych, II./147. p. p. z 37. d. p. Został on skierowany wraz z saperami na prawe skrzydło przedmościa i miał tam być przeprawiony pontonami w celu zluzowania na brzegu wschodnim śmiertelnie znużonych oddziałów 33. p. p. Podoficer saperów, który maszerował na czele baonu jako przewodnik do miejsca przeprawy, wkrótce ginie, trafiony w czoło. Bataljon pozostaje bez przewodnika i błąka się po nocy i we mgle poprzez las żerański. Wreszcie dochodzi on do przeprawy, która zostaje uruchomioną, pomimo że część pontonów została podziurawiona, a ogień wyrywa coraz to nowe ofiary. Rosjanie nie mają tu reflektorowa, wykorzystują natomiast szeroko rakiety. Skoro tylko bataljon zdążył się przeprawić, następuje gwałtowne przeciwuderzenie rosyjskie. Teraz znów niemieckie rakiety wykrywają nacierających. Niemcy dopuszczają Rosjan na kilkanaście metrów, otwierają wówczas morderczy ogień, w którym przeciwuderzenie się załamuje; zdobyte przedmoście udało się w tem miejscu nawet cokolwiek rozszerzyć. Około północy przechodzi też na drugi brzeg brodem jeden bataljon z 151. p. p. z 37-ej d. p. Znów następują nowe przeciwnatarcia, które jednak wszystkie są odparte. O świcie dnia 25. lipca stoi więc na wschodnim brzegu 6 bataljonow, zupełnie jednak z. sobą pomieszanych. Wszelkie próby rozszerzenia w tym dniu przedmościa za pomocą świeżo przybyłych sił — załamują się bez rezultatu, pewne nieznaczne powodzenie zarysowuje się tylko na prawem skrzydle. Bardzo dobrze rozbudowane pozycje rosyjskie są ukryte przed obserwacją w lesie, to też przewaga artylerji niemieckiej nie może tu być wykorzystana. Na samą rzekę jest wciąż skierowany nieustanny ogień rosyjskich dział i karabinów maszynowych. „Budowa mostów lub tratew to tych warunkach jest nie do pomyślenia". Z drugiej strony wybuchy ciężkich pocisków rosyjskich tak zorały koryto Narwi, że brody przestały istnieć, gdyż przeprawiający się trafiali teraz na głębokie leje i tonęli. Trzeba było znów odczekiwać do nocy. W tym czasie energiczny dowódca 83. d. p. postanawia oszczędzić swej dywizji zbędnych ofiar i decyduje się skierować ją na Zieluń, by tam przejść na wschodni brzeg przez przeprawę już wywalczoną przez 4. dywizję piechoty. Wieczorem udało się tam przeprawić 331. p. p. Dywizja podciąga tu swoją kolumnę pontonową, którą wypożycza 4-ej d. p., umożliwiając w ten sposób tej ostatniej zbudowanie w ciągu nocy mostu pontonowego. Reszta dywizji przechodzi już po moście, poczem zostaje chwilowo podporządkowana taktycznie dowódcy XIII. korpusu, na terenie którego się znajduje. Na północnym skrzydle korpusu zbliża się do Narwi nowa 54. dywizja piechoty. Ma ona zadanie przygotowania się do przeprawy pod Ostrołęką, jednak akcja ta może rozpocząć się najwcześniej dopiero dnia 27-go.
Dzień 26.VII.
W ciągu nocy z 25. na 26. lipca przechodzą przez rzekę na odcinku 2. d. p. resztki 4. p. p. oraz niektóre oddziały z pułków 37. d. p. (147., 150., 151.). Dzięki tym pułkom istnieje teraz możliwość zluzowania zupełnie wyczerpanych i rozstrzelanych bataljonow 44. p. p. (II. i III.) oraz części I./4. p. p. Przez takie wzmocnienie załogi przedmościa usuwało się grozę zepchnięcia sił przeprawionych spowrotem do Narwi; można było nawet przeprowadzić pewne, nieznaczne zresztą, rozszerzenie stanu posiadania na południowem skrzydle. Wojska tak stłoczone nie mogły oczywiście uniknąć wielkich strat, a jednocześnie odczuwano dotkliwie brak amunicji, groziło to złamaniem ducha 2. d. p. pomimo największego jej bohaterstwa. Najgorsze dla nacierających było utrzymanie się artylerji rosyjskiej na pozycjach pod Korczakami, co umożliwiało jej bardzo skuteczne flankowanie rzeki. Wszelka metodycznie zorganizowana komunikacja między obu brzegami była więc tu udaremniona. Prom na pontonach, który był uruchomiony na prawem skrzydle na cokolwiek bezpieczniejszym odcinku — był oczywiście niewystarczający. Oddziały na przedmościu, przemęczone do ostatnich granic, pragnęły tylko dwóch rzeczy: otrzymania wystarczającej do walki amunicji i dostarczenia żywności; żelazne porcje rezerwowe dawno już były spożyte, a trzy dni przeżyto bez ciepłej strawy. Według relacji uczestników — straszny był też obraz setek rannych i trupów, zalegających ciasne przedmoście; nie było możności ich ewakuować lub uprzątnąć. Lekarz jednego z bataljonow na przedmościu (dr. Rat) improwizuje ewakuację rannych przez rzekę przy pomocy swoich sanitarjuszy. Wysyła on tej nocy kilku sanitajuszy na zachodni brzeg celem poszukiwania środków przeprawowych. Wykorzystując czółno, znaleziono w Maćkach i kilka lin udaje się im zorganizować rodzaj promu na linie. Na czółno ładowano po dwóch rannych, których przeciągano potem ostrożnie na linie na drugi brzeg; zachodziła jednak wciąż obawa, że lada większa fala lub wybuch rosyjskiego granatu zatopi wątły środek przeprawowy. Również i dostarczenie żywności i amunicji było improwizowane we własnym zakresie przez pododdziały. Na przykład dowódca 8. kompanji 4-go p. p., widząc swe przemęczone, wygłodzone i pozbawione amunicji plutony, nakazuje wywołać w kompanji na ochotnika 4 wyborowych pływaków. Wysyła on ich nocą aż pod Długołękę do miejsca postoju kuchni polowych. Po kilku godzinach naprężonego wyczekiwania, powracają oni przed świtem, przynosząc zawinięte w płótno namiotowe ładunki i chleb! Kompanja własnym przemysłem jest zabezpieczona na 24 godziny. W takich warunkach nie było oczywiście mowy o wywalczaniu dalszego przedmościa. Po stronie rosyjskiej biły się tu rzekomo: cztery pułki syberyjskie IV. Korpusu, pułk 271. oraz brygada strzelecka; czy były one w komplecie, czy też miało i tu miejsce przemieszanie oddziałów — trudno je st ustalić. Dniem 26 lipca kończy się pierwszy okres walk o przedmoście, okres znamionujący uporczywe walki, opromienione nadzieją zwycięstwa i przełamania frontu rosyjskiego. W drugim okresie ognisko walki o przeprawę pod Kamionką przenosi się z peryferji przedmościa na południowe skrzydło obrony, skąd zagraża Rosjanom nowe zgrupowanie dywizyj, zwracających się ku północy na odsiecz oblężonych pod Kamionką 6-ciu bataljonow. Operacyjne zadanie I. korpusu, pomimo krwawych stra t i bohaterskiego wysiłku wojska, w okresie od 23 do 26 lipca nie zostało spełnione, front rosyjski nie został tu zwinięty i nakazany kierunek operacyjny — droga przez Ostrołękę — wciąż jeszcze była zamknięta. Trzeba było jeszcze dalszych sześciodniowych zmagań, by cel zasadniczy — otwarcie drogi przez Ostrołękę — mógł być osiągnięty, ale to już wysiłkiem innego zgrupowania taktycznego i na innych kierunkach operacyjnych.
Dzień 27.VII.
W dniu tym już w godzinach porannych nadeszły meldunki, iż przeciwnik odchodzi walcząc z przed frontu 83. d. p. i 4. dywizji gwardji (XIII. Korpus), stoi jednak twardo przed frontem przedmościa. Wykazała się tu cala wartość operacyjna śmiałej decyzji dowódcy 83. d. p. aby wykorzystać otwartą przez sąsiadów drogę. Wzmocnienie w tem miejscu sąsiedniego korpusu pozwoliło teraz na zorganizowanie działania, skierowanego na oswobodzenie zablokowanego przedmościa przez uderzenie od południa. Dowódca armji nakazuje teraz dowódcy I. korpusu dnia 27.VII. o g. 7.20 skierować wszystkie oddziały, które by się znajdowały jeszcze w rejonie Dobrołęka — Maćki, do Zielunia, a to celem przeprawienia się na brzeg wschodni i wzmocnienia tam wysiłku XIII. korpusu, który teraz swem skrzydłem północnem ma uderzać wprost na północ, by jak najprędzej oswobodzić nieszczęsne przedmoście. Z resztek niezaangażowanych oddziałów I. Korpusu, grupujących się na zachodnim brzegu w pobliżu Dobrołęki, sformowano więc w godzinach przedpołudniowych oddział wydzielony, złożony z wszystkich rodzajów broni i skierowano go na południe po zachodnim brzegu rzeki. Jednak w międzyczasie 83. d. p. zepchnęła już Rosjan z brzegu wschodniego w rejonie Kołak; to też oddział wydzielony został więc skierowany do przeprawy już naprzeciw tej miejscowości. Przeprawa wobec niebronionego brzegu oczywiście się udała; po przeprawie oddziału wydzielonego zbudowano tutaj most, który potem dłuższy czas odgrywał poważną rolę w działaniach I. korpusu. Pod Ostrołęką rozpoczęła dnia tego działanie nowa 54. d. p., podporządkowana dowódcy I. korpusu.
Dzień 28.VII.
W dniu tym po moście pod Kołakami przechodzą ostatnie oddziały 2 d. p., pozostające dotychczas z jakichkolwiek bądź powodów na brzegu zachodnim, zbierają się też w rejonie mostu resztki dywizji 37-ej. Dywizja 54-ta od świtu rozpoczęła przeprawę pod Ostrołęką. Dwie kompanje 90. rezerwowego p. p. zdołały tu uchwycić brzeg lewy, wszelkie dalsze jednak wysiłki załamały się w ogniu i na przeszkodach i zaporach zawczasu założonych w rzece, przy tem należy podkreślić, że opór Rosjan, początkowo jak gdyby zachwiany, został bardzo szybko zreorganizowany. Za dnia nie można było tu nic zyskać, trzeba było czekać do zmroku. Dowódca armji uznał jednak, że nawet podczas nocy przeprawa ta nie rokuje powodzenia, gdyż nieprzyjaciel uprzedzony nie da się zaskoczyć; wydaje on więc krotki rozkaz przerwania przeprawy pod Ostrołęką i skierowania tej dywizji przez most pod Kołakami. Dzień 29.VII.
Dnia tego dywizja 54. przechodzi przez most pod Kołakami i przegrupowuje się do uderzenia. W godzinach porannych dowódca I. korpusu obejmuje znów dowództwo nad 83. d. p .; będzie on teraz osobiście dowodził odsieczą.
Dzień 30.VII.
przeszedł na przygotowaniu generalnego natarcia w kierunku północno-wschodnim siłami 83. i 54. d. p. wzmocnionych oddziałami 37. d. p. (były tu i resztki 2. d. p.). Natarcie miało oskrzydlić i ewentualnie zniszczyć IV. korpus syberyjski posuwając się lewem skrzydłem bezpośrednio wzdłuż rzeki. Położenie na przedmościu pozostawało bez zmian.
Dzień 31. VII.
Dzień ten przyniósł wreszcie tak dawno oczekiwane oswobodzenie załogi przedmościa. Po całodziennej walce zdobywają Niemcy o g. 18.45 panujące wzgórze 92 pod Kamionką i umocnienia rosyjskie tam rozbudowane. Z tą chwilą obsada przedmościa Kamionka jest wolną! Zdobyciu wzg. 92 warto poświęcić trochę więcej uwagi i to nie tylko ze względu na jego ważność taktyczną dla przedmościa, ale i ze względu na ciekawe momenty bojowe i psychologiczne, które w tej walce wchodziły w grę. Dowódca armji opisuje ten epizod w swych pamiętni kach pod datą 30.—31. lipca w sposób bardzo charakterystyczny. Okazuje się, że już w meldunkach z dnia 27.VII. Zameldowano dowódcy armji zdobycie wzgorza 92 przez obsadę przedmościa. Dopiero po czterech dniach wyjaśniło się, iż tylko część tego węgorza została obsadzona, ale umocnienia rozbudowane na niem w dalszym ciągu są w rękach Rosjan i panują całkowicie nad przeprawą, uniemożliwiając wszelki ruch poprzez rzekę, tak że tylko na odcinku dwóch bataljonow (spośród sześciu zamkniętych na przedmościu) można jeszcze było jako tako się przeprawiać i to tylko nocami. „To położenie pozostało mi nieznane przez cztery dni walki. Zadysponowałem natychmiast na ten odcinek ciężką artylerję, by jak najprędzej zwalczyć tę potężną przeszkodę". Wiadomość o zdobyciu wzgórza 92 nadeszła, według słów gen. Gallwitza, dnia 31.VII. również nieoczekiwanie jak i poprzednia poranna wiadomość o mylnym meldunku z dnia 27.VII. *). O g. 18-ej otrzymano w sztabie armji wiadomość, że natarcie posuwa się naprzód bardzo powoli i że wobec tego szturm na umocnienia wzgórza 92 został odłożony na dzień l.VIII. Tymczasem w dwie godziny poźniej (t. j. o g. 20) nadeszła nowa „o tyleż radosna, jak i nieoczekiwana" wiadomość, że zarówno całe wzgórze 92, jak też cała wieś Kamionka jest w ręku niemieckiem i że załoga przedmościa jest oswobodzona z kleszczy rosyjskich. Zdobycie Kamionki nie zakończyło jednak bitwy o Narew. Niemcy musieli jeszcze stracić trzy dni krwawych zmagań, by wreszcie dnia 3.VIII. o godzinie 18-ej opanować Ostrołękę i w ten sposób zakończyć cały okres 15-dniowych walk 12. armji o przeprawy przez Narew.
*) Na tle tej krótkiej notatki w pamiętnikach dowódcy armji ciekawą je s t inna wzmianka z dzieła: „Der Durbruch an der Narew" (str. 125), naświetlająca fakt zdobycia wzgórza 92 w sposób następujący: dnia 31.VIII. dowódca I. korpusu postawił swojej 2 d. p. alternatywę, albo wzgórze 92 będzie tego dnia wzięte, albo obsada przedmościa zostanie wycofana za rzekę, co oczywiście pociągnie za sobą duże ofiary podczas odwrotu. W rezultacie, jak wiemy, wzgórze zostało w nakazanym dniu zdobyte. O ile zestawimy daty energicznych zarządzeń dowódcy korpusu i ujawnienia przez dowódcę armji błędnego meldunku, co wypada na dzień 31.VII. r a no, — to chyba dalsze komentarze są zbyteczne!
Tekst opracował: Mjr. Jan Guderski. (1935).


____________________
Żołnierze którzy oddali swe życie w walkach o przyczółek pod Kamianką spoczywają większościowi na dwóch cmentarzach.
Ci którzy zginęli na prawym brzegu leżą na cmentarzu w Żeraniu Dużym.
Polegli na lewym brzegu rzeki spoczywają na 2 hektarowym cmentarzu w Kamiance.



Zdjęcie lotnicze z 1944. Cmentarz Kamianka

Zdjęcie z lidarowe cmentarza.

Mapa topograficzna. I mała uwaga: strzałka na rzece narysowana jest pod prąd.

Marsz 146 Infanterie-Regiment - marzec 1915

Prawie cała Dywizja Piechoty z walk pod Rawką na południową granicę Prus została przetransportowana koleją, jednak 146 Regiment Piechoty w nowy rejon walk swojej dywizji przemieszcza się pieszo, maszerując skrajem frontu, gdzie często jest wykorzystywany w walkach.

Notatki z kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 146 (1 Mazurski - 146 Regiment Piechoty).


"Od ponad pięciu tygodni Regiment znajdował się na pierwszej linii frontu, w dzień i w nocy, przy prawie nieprzerwanych opadach deszczu i śniegu. Mundury były porwane i brudne. Ludzie ciągle przemoczeni do gołej skóry z największym trudem brnęli do przodu. Tylko zapał, poczucie odpowiedzialności i świadomość, że chodzi o ochronę pobliskiej granicy naszej ojczyzny, dawały nam niezbędną odporność i pozwalały nam zwyciężać, pomimo że wróg był zawsze liczniejszy i miał przewagę w artylerii. (Dziennik: L. Wagner, dowódca 3 Kompani 146 Regimentu Piechoty)
Zacznę od losowego fragmentu, dość bliskiego rejonu, który aktualnie opisuję.
11 marca 1915 I Batalion zdobywa Czernice Borowe, ale ponieważ główne siły frontu nie kwapią się nacierać dalej i zostają daleko z tyłu, Regiment wycofuje się rano 12 marca o 2 km i umacnia się w rejonie Żebry-Kordy i Żebry-Marcisze. 13 marca Regiment zostaje zluzowany przez oddziały 3 Dywizji Piechoty i wycofany do Falenta (Borkowo-Falenta?), ale gdy wieś zostaje ostrzelana przez rosyjską artylerię, muszą ją opuścić i stanąć na północ od wsi.
Nadzieja że będzie można szybko ruszyć do macierzystej 37 Dywizji nie spełniła się. Po południu II i III Batalion został wysłany na południe od Falenty, by razem z 34 Regimentem Strzelców (Füsilier Regiment nr 34) budować umocnienia obronne. Prace były trudne, gdyż ziemia była zamarznięta i brakowało sprzętu. Pozycje te czasem były bombardowane przez wrogą ciężką artylerię.
Okopy rosyjskie znajdowały się wtedy pod wsią Węgra, poza zasięgiem ognia piechoty. 14 marca I Batalion zostaje przydzielony do pomocy 76 Rezerwowej Dywizji, która tego dnia od rana atakuje pozycje Rosjan. I Batalion przemieszcza się do Trzcianki. Nie uczestniczą w walkach, ale Regiment znowu jest podzielony.
Tegoż dnia II Batalion (146 IR) zluzowany przez I Batalion (5 Garde Regiment Grenadierów) zostaje przeniesiony w rejon wsi Ożumiech i Rudno Kosiły, gdzie 15 marca przemieszcza się także III batalion i sztab 146 Regimentu.
16 marca Regiment dalej nie dostaje pozwolenia powrotu do 37 Dywizji,
musi pomagać 3 Dywizji, która narzeka że ma zbyt małe siły w tym rejonie.
Pada rozkaz, by II i III Batalion zastąpiły 42 Regiment Piechoty na pozycjach na południe od wsi Smoleń-Poluby. Trasa marszu odbywała się w śnieżycy, przy rozmarzającej ziemi, maszerujący żołnierze zapadali się w niej często po kolana. Po dotarciu na miejsce okazało się że okopy nie są dokończone, ponieważ woda gruntowa nie pozwalała na pogłębianie rowów. Ludzie byli zmuszeni do używania gałęzi jodły, aby zapewnić sobie niewielką ochronę przed silnym, lodowatym wiatrem. Wrogi korpus kaukaski znajdował się 700-1200 metrów dalej, w rozbudowanych umocnieniach ziemnych na północ od wsi Węgra i Olszewiec. Na tym odcinku bataliony pozostały dwa dni. Aktywność bojowa była niska. Podczas rozpoznania i nakierowania ognia artyleryjskiego na wrogie pozycje 17 marca zostaje ranny od granatu dowódca II Batalionu Major Grüner, zastępuje go wtedy Hauptmann Siebe.
Ponownie w trakcie śnieżnej pogody na tych pozycjach dochodzi do wymiany oddziałów.
II i III batalion 19 marca zostają zluzowane przez 42 Regiment Piechoty.
A tymczasem o 17:00 I Batalion musiał zluzować wyczerpany walkami 253 Regiment Piechoty na wschód od wsi Kijewice.
Po wsią Kijewice kopanie okopów w zamarzniętej ziemi przy temperaturze -17 stopni było niezwykle trudne. Właściwie tylko na południowy zachód od wiejskiego wiatraka znajdował się jeden gotowy okop. Z tego względu wyznaczono tylko 3 i 4 Kompanię do obsadzenia pozycji, dwie pozostałe kompanie były zakwaterowano jako rezerwa w samej wiosce. Na pozycjach obronnych nasza 3 Kompania sąsiadowała z 7 Kompanią 253 Regimentu.
Między pozycjami naszych kompanii znajdowała się spora luka, słabo zabezpieczona, właściwie tylko zasiekami drutu kolczastego i kilkoma drużynami 3 Kompani. Wróg zajmował pozycje ledwo 300 m dalej.. Schwytani jeńcy rosyjscy zeznawali, że atak nastąpi około północy.
O godzinie 2:30 w nocy wróg zaatakował. Na Kijewice parły zmasowane siły rosyjskiej piechoty. Sprzyjała im całkowita ciemność, część Rosjan przedarła się przez lukę między 4 Kompanią a lewym skrzydłem 3 Kompani. Dwa plutony, które po tym manewrze były atakowane od frontu i od tyłu musiały bronić się w walce na bagnety. W ogłuszającej strzelaninie piechoty, karabinów maszynowych i artylerii, ustała skoordynowana wymiana rozkazów. Zapanował nieopisany bałagan. Żołnierze z dwóch zaatakowanych plutonów, którzy przeżyli i nie byli ranni przedarli do pierwszego plutonu swojej kompani.
W międzyczasie nieprzyjaciel po zaciętej walce wyparł nasze siły ze wsi Kijewice. Dowódca batalionu Hauptmann Fuchs zebrał 1 i 2 Kompanię na północ od wsi i około godziny 4.00 rano wrócił z nimi do wsi, zaskoczył wroga, który w niezrozumiałej beztrosce nie powziął żadnych środków ostrożności, a nawet już rozłożył się w domach na odpoczynek. Wzięto do niewoli 800 jeńców.
Prawie jednocześnie 3 Kompania z poharatanymi dwoma plutonami uderzyła na stracone wcześniej okopy, także i oni zaskoczyli Rosjan, biorąc 150 jeńców.
4 Kompania I batalionu 146 Regimentu i 7-ma 253 Regimentu nie zostały zaatakowane tej nocy.
Nocna walka zakończyła się sukcesem, a rosyjska próba przełamania naszych pozycji z udziałem 13 kompani (wg relacji Rosjan) nie powiodła się. Okupiono to jednak krwawą ofiarą, zostali zabici lub ranni: wszyscy trzej dowódcy plutonów (3 Kompani), 49 podoficerów i żołnierzy, 22 ludzi zaginęło.

Mapka walk o wieś Kijewice

Lista poległych z 146 IR pod wsią Kijewice


Po tej porażce, Rosjanie w dniach 19 i 20 marca ograniczyli swoją aktywność bojową. 20 marca o 23:30 I Batalion 146 IR został zluzowany przez II Batalion 253 Regimentu i wycofany do Trzcianki. 21 marca dotarł do Rachujki (ob. Raszujka), a 22 marca połączył się z II Batalionem 146 IR w Olszewce. Wcześniej jednak, II i III Batalion 19 marca po zluzowaniu przez oddziały 42 Regimentu Piechoty pozostały jakiś czas we wsi Morawy Wielkie do dyspozycji 6 Brygady Piechoty, gdyż nieprzyjaciel zaatakował sąsiednią 76 Rezerwową Dywizję.
Gdy stało się jasne że pomoc naszych batalionów nie będzie potrzebna, przemieściły się one 6 km na północ. Około godziny 19:00 zmęczone bataliony zostały ponownie zagrożone podporządkowaniem I Korpusowi.
Kiedy jednak dowódca Regimentu bardzo energicznie oświadczył, że po walkach w ostatnich dniach, jego oddziały potrzebują pilnego odpoczynku i muszą dotrzeć do własnej dywizji, rozkaz został wycofany.
Dowództwo I Rezerwowego Korpusu zadowoliło się Kompanią karabinów maszynowych z naszego regimentu, która została oddana do dyspozycji 20 Rezerwowemu Regimentowi we wsi Czarzaste ( Kobylaki-Czarzaste).
„Coraz większe zmęczenie było zauważalne wśród naszych żołnierzy. Z 20 Rezerwowego Regimentu stacjonującego pod Jednorożcem szły raporty, że nasi ludzie po dotarciu w ich rejon od razu padali z nóg i zasypiali.
Krótki marsz wyprowadzający 146 Regiment na północ od Przasnysza odbywał się przy skrajnym wyczerpaniu.”

Deklaracja dowódcy regimentu wspomniana wcześniej odniosła sukces, zasłużony dzień odpoczynku został zarządzony na 20 marca przez Wyższe Dowództwo.
Wieczorem nadszedł kolejny, długo oczekiwany rozkaz. Regiment dostał pozwolenie wymarszu przez Ulatowo, Małowidz i Olszewkę, a później połączenie się z resztą 37 Dywizji Piechoty. O godzinie 14.00 osiągnięto Olszewkę, gdzie III Batalion rozmieszczono na kwaterach, II Batalion rozmieszczono we wsi Poścień.
22 marca, gdy kompanie zbierały się do dalszego marszu, Rosjanie zaatakowali z pewnymi sukcesami oddziały 2 Dywizji Piechoty obsadzającej ten odcinek frontu. Nadszedł rozkaz, by nasze oddziały jeszcze nie odchodziły.
"146 Regiment Piechoty, w drodze do swojej dywizji, prawie docierając do upragnionego celu, oczekiwanego, jak długo niewidzianej „najdroższej wszystkim dziewczyny”, został zatrzymany w Parciakach, aby pomóc w wyeliminowaniu zagrożenia. "
O godzinie 10:00 III Batalion dostał rozkaz by udać się na południe od rzeki Orzyc, gdzie od godzin porannych trwały walki, a następnie w lesie około 1,5 km na północny zachód od zabudowań wsi Budziska miał czekać na kolejne rozkazy. Po południu nasz batalion wraz z trzeba kompaniami 48 Rezerwowego Regimentu Landwehry zajął pozycje obronne po obu stronach drogi Parciaki-Jednorożec. W międzyczasie do Olszewki przeniesiono również I Batalion, który przebywał w Rachujce od 21 marca oraz II Batalion ze wsi Poścień. O 16:30 dowództwo 2 Dywizji skierowało I Batalion do wsi Parciaki, a II Batalion na Budy Przysieki. Sztab regimentu pozostał w Olszewce.
23 marca nastąpiło ocieplenie, słońce osuszało lokalne drogi. 2 Dywizja wycofała nasz I i II Batalion ze sztabem regimentu do Nowej Wsi, gdzie nasze oddziały zastał telefoniczny rozkaz jak najszybszego dotarcia do wsi Bandysie i przygotowanie się do wsparcia na lewym skrzydle ewentualnego ataku 78 Dywizji Piechoty. Po raz kolejny pojawiła się groźba nowego rozproszenia naszych oddziałów po obcych jednostkach. Ale po kilku godzinach ponownie podjęto marsz do naszej 37 Dywizji Piechoty.
23 marca 1915 o godzinie 19:30 III Batalion (który jako ostatni zwolniła 2 Dywizja) dociera do Czarni (Myszynieckiej), gdzie zakwaterowano sztab oraz 9 i 11 Kompanię, zaś 10 i 12 Kompanię skierowano do wsi Brzozowy Kąt. II Batalion dotarł wieczorem do wsi Zdunek, a I Batalion do Myszyńca.
W ten sposób połączenie z własną dywizją zostało w końcu osiągnięte.
By tego dokonać regiment maszerował przez prawie 2 miesiące, pokonując ponad 200 km wzdłuż linii frontu, gdzie często był wykorzystywany w walkach.
O tym, że regiment w ostatnich tygodniach pełnił swoją służbę wzorowo, poświadczał rozkaz który dotarł do 37 Dywizji.
Korpus Zastrow, Mława, 14.3.15 - do dowództwa Armeegruppe Gallwitz: "Podczas walk o Mławę od 2 do 8 marca 1915 podporządkowany 146 Regiment Piechoty, wyróżniał się szczególną odwagą i znacząco przyczynił się do zwycięskiego wyniku walk.”
Armeegruppe Gallwitz - do 37 Dywizji Piechoty: "Z zadowoleniem zapoznałem się z powyższą pochwałą i proszę o wyrażenie mojej najwyższej satysfakcji dla 146 Regimentu Piechoty". ____ Max Karl Wilhelm von Gallwitz.
… Walki o Mławę i Kapuśnik oraz wcześniejsze relacje z wędrówki regimentu pominąłem w powyższej notatce. Na razie brak czasu na obszerniejsze sporządzanie notatek obejmujący większy obszar.

Miejscowości związane z 146 IR

Zniszczony most w Zawadach na rzece Omulew rok 1915


____________________________________________
Na koniec krótkie notatki działań 37 Dywizji na prawym brzegu rzeki Omulew w dniach 15-18 marca 1915.


Notatka na podstawie kroniki:Infanterie-Regiment Nr. 147 (2 Mazurski - 147 Regiment Piechoty).


II Batalion na prawym brzegu rzeki Omulew 15-18 marca 1915.
W nocy 15 marca II Batalion przechodzi przez ostrzeliwany przez Rosjan most na rzece Omulew do wsi Brodowe Łąki i zostaje podporządkowany 18 Brygadzie Kawalerii, która związana jest tam ciężkimi walkami. Batalion miał pozostawać w ruinach wsi jako rezerwa, ale już o 7:00 rano zostaje poderwany alarmem, a 5 i 6 kompania zostaje przerzucona w lukę między II Batalion 44 Regimentu we wsi Ziomek a I Batalion tego regimentu w we wsi Kucieje. Dzięki temu atak Rosjan zostaje odparty. Rano 16 marca, 5 i 6 kompania zostaje zluzowana przez I batalion 151 Regimentu i wycofują się do Błędowa. Gdy jednak nasze kompanie docierają do wsi, spada na zabudowania silna nawała artyleryjska nieprzyjaciela, wieś zostaje całkowicie zniszczona, a nasze oddziały zmuszone zostały do jej opuszczenia. W nocy 5/6 marca Kompanie maszerując w silnej śnieżycy wracają na poranne pozycje pod wsią Kucieje, gdzie odpierają parę ataków Rosjan. W tym czasie I Batalion 151 Regimentu zostaje wyparty ze wsi Ziomek i trzeba było utworzyć nową linię obrony na linii Błędowo-Kucieje. 17 marca II Batalion przegrupowuje się we wsi Wola Błędowska, a 18 marca wraca na lewy brzeg Omulwi i po długim, wyczerpującym marszu dociera do wsi Zalesie.


Notatka na podstawie kroniki: Infanterie-Regiment Nr. 151 (2 Warmińskiego – 151 Regimentu Piechoty).


15 marca bataliony 151 Regimentu razem z oddziałami 147 Regimentu rozlokowane są w rejonie między wsią Ziomek a Omulwią. Sztab regimentu stacjonuje we wsi Błędowo.
Oprócz 151 Regimentu (bez III Batalionu, który pozostał na drugim brzegu Omulwi) ten odcinek frontu obsadzają także:
II Batalion z 147 Regimentu piechoty, Landszturm Batalion Bitterfeld, Eskadron 16 regimentu Huzarów, 5 Dywizjon z 82 Regimentu Artylerii Polowej, jedna Bateria Landszturmu, 3 Dywizjon z 4 Rezerwowego Fußartillerie Regimentu.
16 marca regiment został zaangażowany w ciężkie walki.
Tego dnia Rosjanie przypuszczają spory ostrzał artyleryjski na całym odcinku frontu oraz jego zapleczu. Dało się jednak zauważyć że koncentrują ogień na wieś Błędowo i drogi dojazdowe do wsi.
O 15:00 zaatakowała rosyjska piechota idąca w gęstych szeregach.
II Batalionowi udaje się utrzymać wroga bez większego wysiłku z dala od swoich linii.
I Batalion oraz cześć 44 Regimentu Piechoty od naszego batalionu mają jednak spore kłopoty, zalewają ich zmasowane siły Rosjan. W wyniku sporych strat I Batalion cofa się, a ponieważ ze względu na bagnisty, niezadrzewiony teren nie ma możliwości zorganizowania kolejnych punktów oporu, wycofuje się aż na północ od Błędowa. II Batalion został więc z odsłoniętym zagrożonym prawym skrzydłem, mając 10 zabitych, 28 rannych, rankiem 17 marca decyduje się wycofać na północ na nowe pozycje obronne, które obsadza z I Batalionem. Wieczorem I i II Batalion zostały zluzowane przez 45 Regiment Piechoty. I Batalion, sztab regimentu oraz kompania karabinów maszynowych zostają przeniesione do wsi Olszyny, a II Batalion udaje się do wsi Bandysie.

Bitwa o Zawady 8-10 marca 1915


Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 
Zwykle nie zaglądam do odnośników, które czasem pojawiają się tekstach kronik, tym razem mnie skusiło, zrobiłem stamtąd takie notatki, w tekście poniżej starałem się zachować styl autora:
... Kopaczyska zostały ostrzelane ogniem artyleryjskim, Landszturm został zmuszony opuścić wieś i cofnąć się na Zawady.
Jako drugi cel Iwan obrał Zawady i Brodowe Łąki. Pociski zwane przez nas „Langsame Tod" okazywały swoją druzgoczącą niszczycielską precyzję. Pociski te szukały swojego celu, mostu na Omulwi, odłamki zagrażały jednak plutonowi z 7 Kompani pilnującej mostu, który rozlokowano przy wolno stojącej chacie, gdzie znajdowali się biedni Panjes i ich małe dzieci. Gospodarze więc szybko uciekli do pobliskich głębokich na 2,5 m dołów, przygotowanych na zimowe przechowanie ziemniaków.
… Tymczasem obiad się gotuje ... Ruski nie mają chyba na razie zamiaru przerwać ognia ..... zupa grozi rozgotowaniem ... Rosjanie strzelają dalej … Jeden za drugim wokół rosną gejzery rozrywanej ziemi, bryły ziemi latają w powietrzu. Zmartwiona, biedna gospodyni nawołuje z ziemniaczanej dziury. Chce pilnie wiedzieć, co się dzieje z jedzeniem i z jej całym dobytkiem …
Obrzydliwy gwizd kolejnego nadlatującego pocisku sprawił, ze znowu schowała się dziurze. W ostatniej chwili zdążyła jednak zobaczyć, że łóżka i artykuły gospodarstwa domowego, mimo gęsto padających granatów, dalej nietknięte stoją w ogródku, ... i że jej chuda świnia, biega wokół stojącego konia.
I o dziwo!
Chata nie została jeszcze trafiona. Ale dlaczego dym nadal unosił się z komina?....
Ktoś jednak pilnował ognia pod garnkiem?
Panje siedział spokojnie między swoimi małymi dziećmi i zwijał papierosa z gazety i machorki.
W końcu, po długim oczekiwaniu ostrzał artyleryjski ustał. Nastała cisza jak po letniej burzy. Zaczęli jeden po drugi pojawiać się mieszkańcy Zawad.
A jedzenie?
W Zawadach, przed piekarnią, którą ponownie uruchomili żołnierze Landsturmu, ze swoimi zapasami mąki, panował pracowity rozgardiasz. Gotowe chleby układano przed piekarnią, przygotowując je do załadunku i transportu. Młodzi żołnierze 7 Kompani z Regimentu Piechoty patrzyli z zazdrością. Przed nimi leżały piękne, brązowe i pachnące świeże chleby. Każda próba złapania choć jednego bochenka kończyła się niepowodzeniem z powodu czujności braci z Landszturm.
Chrupiący dar Boga strzeżony był prawem posiadacza. ...
BITWA O ZAWADY
Na odcinku dowodzonym przez Oberstleutnanta Bürknera (Wach-Zawady) noc z 8 na 9 marca była bardzo niespokojna. Około godziny 23.00 wykorzystując ciemności Rosjanie nagle zaatakowali bez wcześniejszego przygotowania artyleryjskiego. Od wsi Zawady aż do Wachu trwał nieprzerwany ostrzał rosyjskiej piechoty i karabinów maszynowych. Główny atak zdawał się być jednak skierowany na płonącą wieś Zawady, z której blask ognia wyraźnie oświetlał rosyjskie linie okopów wspierające atak, dzięki czemu nasza artyleria mogła postawić ogień zaporowy.
Batalion 147 Regimentu Piechoty oraz Batalion Landszturmu „Neu-Haldensleben” zostają pchnięte przez dowódcę odcinka na zagrodzone lewe skrzydło. Walki trwają na całym froncie, tu i tam co jakiś czas słychać głośne okrzyki: Hurra!
9 marca 1915 rosyjski atak, szczególnie dokuczliwy przed frontem II Batalionu, załamuje się. 7 Kompania Oberleutnanta Feuersengera bierze do niewoli 1 kapitana i 99 żołnierzy wroga.
Ogień walk wygaszał, atak Rosjan został zduszony. Jednak o godzinie 4:00 artyleria rosyjska ponownie otworzyła ogień na nasze zaatakowane wcześniej pozycje, ich piechota przystępuje ponownie do ataku.
W wielu miejscach ich atak załamuje się pod silnym ogniem naszej piechoty i karabinów maszynowych. Mimo to Rosjanie wykorzystując zasłony terenowe docierają do pozycji 2 i 4 Kompani z 147 IR i zdobywają ich okopy.
8 Kompania z 150 IR na prawo, oraz 3 Kompania z 147 IR na lewo od miejsca włamania się Rosjan skutecznie utrzymują własne okopy.

______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 147 (2. Mazurski 147 Regiment Piechoty) 

6 Marca. Na lewym brzegu rzeki Omulew Rosjanie nie podejmowali walk w ostatnim czasie i wydają się nieskłonny podejmowania działań. Nasz 147 Regiment Piechoty zajmuje pozycje luzując bataliony 151 Regimentu na południe od wsi Zawady, aż na skraj lasu na północ od Zawad leżących na skraju Bagien Karaska. Dodatkowo we wsi po lewej mamy Bataliony 150 Regimentu Piechoty.
9 Marca. O godz. 3.00 na pozycjach II Batalionu 150 Regimentu zaczęły dochodzić odgłosy walk, lecz na nasz Regiment nie był niepokojony przez nieprzyjaciela. Wysyłamy jednak wsparcie sąsiadowi w postaci jednej kompani. W pewnym momencie na naszym prawym skrzydle na tyłach 4 i 2 Kompani, rozbrzmiały krzyki "Urra".
Kompanie zaskoczone od tyłu zostają związane w desperackich walkach na bagnety i zepchnięte przez atakujące masy Rosjan. Również część 3 Kompani została zaatakowana, jednak udało się jej przegrupować i ustawić nowe pozycje, frontem do atakującego wroga.
W międzyczasie jednak Rosjanie lasem na naszych tyłach przechodzą aż na tyły III Batalionu. Dowódca III Batalionu Kapitan Pachnio osobiście prowadzi po plutonie z 9, 10, 11, 12 Kompani, których pozostałe plutony obsadzają okopy na pierwszej linii frontu oraz resztki I Batalionu do kontrataku. Rozgorzała nocna kilkugodzinna walka o las na południowy-wschód od wsi Zawady. Walka wręcz, często jeden na jednego, gdzie każdy walczył tym co akurat miał pod ręką.

II Batalion, który miał pozycje przy drodze do wsi Bandysie, (na północ od walk) zaalarmowany atakami czeka w gotowości. Dopiero o świcie, świetle dnia, gdy już można było rozpoznać walczące strony, rusza do ataku. Ponosząc duże straty na początku ataku, udaje im się nawet odbić część pozycji utraconych na początku przez I Batalion. Na skutek nieporozumienia, rozgłaszanego od lewego skrzydła rozkazu „Zurückgehen!” opuszcza te pozycje. Kiedy jednak błąd zostaje zauważony, jest już za późno. Rosjanie zdążyli obsadzić te pozycje i podciągnąć tam karabiny maszynowe. Batalion nie miał już takich sił, by naprawić swój błąd. Nocny udany rajd Rosjan na tyły naszych Batalionów, można były wytłumaczyć tylko tym, że wróg wykorzystał lukę między I. a II. Batalionami naszego sąsiada, czyli 150 Regimentu, a hałas związany z walkami na pozycjach tego Regimentu, pozwolił im cicho podejść od tyłu nieprzygotowane oddziały.

Mapa przedstawiająca przełamanie frontu pod Zawadami




______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 

Sytuacja była teraz jednak niezwykle krytyczna. Rosjanie byli w środku naszych linii i przejęli okopy na szerokości około 800 metrów. Gdyby nie dało rady się odbić się tych pozycji, nieuchronne byłoby wycofanie naszych sił na całej linii, co miałoby fatalne konsekwencje dla całej Dywizji. Dowództwo Dywizji domaga się przywrócenia poprzedniej linii obrony za wszelką cenę, zawraca wycofany stąd 8 marca III Batalion 150 IR i z powrotem oddaje jednostkę pod rozkazy Oberstleutnanta Bürkner'a.
Bürkner decyduje się zaatakować następnego ranka o świcie, aby nie dać Rosjanom czasu na umocnienie się w wyłomie.
Zawrócony ze wsi Parciaki III Batalion 150 IR przez Rawki-Długie do wsi Bandysie dociera ok godziny 22:30 w nocy, gdzie stają na odpoczynek.

10 marca 1915 o świcie przystąpiono do ataku, by odzyskać pozycje zajęte przez Rosjan. Cała artyleria zgromadzona na odcinku frontu zgrupowania Bürkner'a o 5:30 rano zalała Rosjan nawałą ogniową. O 6:00 trzy bataliony: III z 150 IR z prawej, I z 151 IR w środku a II Batalion z 147 IR po lewej ruszyły do natarcia. Wspierająca atak Kompania karabinów maszynowych niestety parę razy była zatrzymywana złymi warunkami terenowymi, szczególnie przez słaby, cienki lód stanowiący pokrywę bagiennego obszaru.
Dowództwo nad atakiem piechoty otrzymał dowódca 147 Regimentu Piechoty, major Brehme. Sztab dowódcy zgrupowania (Bürkner) znajdował się na skraju lasu, na północny-wschód od wsi Zawady, w pobliżu prawego skrzydła linii ataku.
Zadaniem II Batalionu z 147 IR i I Batalionu z 151 IR był frontalny atak na Rosjan. III Batalion z 150 IR miał oskrzydlać atak od zachodu, a następnie w miarę postępu ataku dołączyć do naszej 8 Kompani utrzymującej okopy na granicy wyłomu zrobionego przez wroga.
Jak tylko ruch naszych batalionów został zauważony, rosyjska piechota i karabiny maszynowe z okopów odpowiedziały ogniem. Artyleria otrzymała więc rozkaz utrzymania pozycji wroga pod ostrzałem, a oficerowie obserwacyjni artylerii regulowali ostrzał w wraz z postępem naszych oddziałów.
Pomimo dobrego wsparcia artyleryjskiego, atak w terenie o niskiej roślinności, pokrytym lodem był niezwykle trudny. Atak I Batalionu (151 IR) został w pewnym momencie zatrzymany przez wroga, w wysiłkiem udało im się poderwać i kontynuować atak, po tym jak nasz III Batalion idący na prawej flance sprawnie wysunął się do przodu.
Niewątpliwie I Batalion miał najtrudniejsze zadanie, całkowicie odkryty teren, szeroki pas zamarzniętych bagien. Mimo ogromnych strat zadanych im przez karabiny maszynowe i Strzelców Syberyjskich, dotarli do podnóża wzgórza 125, wdarli się na jego zbocza i wdarli się do okopów obsadzonych przez Rosjan.
W tym momencie nasza 8 Kompania broniąca okopów na skraju wyłomu także wyrwała się ze stanowisk i wsparta III Batalionem (150 IR) zaatakowała Rosjan z boku.
Do ostatniej chwili Rosjanie ostrzeliwali się, w wielu miejscach toczyły się zacięte walki na bagnety, ale niedługo później Rosjanie masowo rzucili się do ucieczki. Porzucili wszystkie karabiny maszynowe, wielu porzuciło nawet własne karabiny, ci którzy nie mogli uciec, poddali się.
Chwytano 5 oficerów i ponad 800 żołnierzy, zdobyto 10 karabinów maszynowych.
Strzelcy Syberyjscy mieli zgrabne umundurowanie i wspaniałe szare futrzane czapy. W trakcie jak długa kolumna jeńców eskortowana przez kompanię Landszturmu przemaszerowała przy sztabie naszego odcinka frontu, nasi oficerowie oraz żołnierze przyjęli postawę wojskową i oddali salut pokonanym Strzelcom Syberyjskim. Strzelcy ci wywarli doskonałe wrażenie pod każdym względem. Pokonanie ich było ogromnym poświęceniem. Tylko nasz III Batalion (150 IR) w tym ataku, idący na prawym skrzydle stracił ponad 160 zabitych i rannych.

--- Wspomnienia z III Batalionu ---
Ciemną nocą zbliżyliśmy się do rejonu, gdzie rozbrzmiewały wyraźne odgłosy walk. Dotarliśmy więc do celu naszego marszu, do wsi Bandysie, leśnej wioski, która składała się rozproszonych z dala od siebie zagród. Niestety, wszystkie te zagrody były już obsadzone masami wojska. Możliwe ze zalesionym obszarze były jeszcze jakieś wolne zagrody, tylko jak je znaleźć. Przed czwartą nad ranem batalion znów był na nogach, maszerowaliśmy przez las, coraz bliżej miejsca, gdzie brzmiał nieustanny huk karabinów piechoty i karabinów maszynowych. Oprócz naszego batalionu do natarcia szykowały się jeszcze dwa bataliony, które rozmieszczono na wschód od nas. Ciemności nocy nam sprzyjały, ale już rozpoznawaliśmy nasze stare pozycje obronne, które sami zbudowaliśmy i wzgórze, wyrastające z bagien, upiornie kontrastujące na tle nocnego nieba. Teren był nam dobrze znany, więc przegrupowanie i rozstawienie do ataku 10, 11 i 12 Kompani nie sprawiło żadnych trudności. Przeciwnik nic nie zauważył. Gdy cicho podano wzdłuż szeregów rozkaz "Marsz", nasza artyleria rozpoczęła ostrzał linii wroga. Stawało się coraz jaśniej, mimo ze artyleria zalewała wroga lawiną ognia, wróg zauważył nasze oddziały. Rosyjska piechota i ich karabiny maszynowe zaczęły wściekle nasz ostrzeliwać.
W otwartym terenie poruszamy się skokami, raz skacze jedna grupa, raz druga, gdzieniegdzie pojedyncze osoby przeskakują do kolejnej kryjówki. W ten sposób nasze szeregi coraz bardziej zbliżają do linii wroga. Im bardziej robiło się jaśniej, to nasze postępy stawały się coraz trudniejsze, szczególnie dla środkowej kompani, która musiała pokonać zalany wodą odcinek zamarzniętych bagien, które pokrywała lekki kożuch śniegu. Ale nic nie mogło nas powstrzymać. Pomimo gwałtownego i a w niektórych przypadkach bardzo skutecznego ognia z karabinu maszynowego o 6:30 nasze 3 kompanie dotarły do podnóża wzgórza, które ma zostać zdobyte. Po drodze zostawiliśmy zabitych i rannych – ilu – któż może wiedzieć. Silniejsza była dla oddziałów wola zajęcia stanowisk, z których mieliśmy rozpocząć szturm. Ilu pozostawiliśmy za sobą martwych lub rannych towarzyszy - kto może powiedzieć? Jeden z dowódców kompani ranny, zdecydował się być ze swoim oddziałem do końca. Zaleganie pod wzgórzem i oczekiwanie na rozkaz zdawało się dla nas najcięższym zadaniem. Gdy w końcu dowódca batalionu dał znak, zerwaliśmy się i całą masą zaatakowaliśmy, nasze trzy kompanie wdarły się w szeregi wroga.
Do ostatniej chwili Rosjanie się ostrzeliwali, doszło do zaciekłych walk na bagnety, ale potem potem przeciwnik poddał się. O godzinie 7:00 okopy wroga były zdobyte.
W ataku batalion poniósł ciężkie straty. Wielu dzielnych dzielnych żołnierzy rannych i zabitych zaścieliło pole bitwy. Danina krwi była jednak tego warta, ponieważ dowódca Dywizji zakomunikował nam wcześniej: Musimy odzyskać nasze stracone pozycje, zamknąć wyrwę w przełamanym froncie, od tego zależy los dywizji.
„Odwaga batalionu zaowocowała jednym Żelaznym Krzyżem I-klasy i 27 II-klasy".
 
 __________


W czasie gdy zbierano jeszcze i wywożono rannych, Rosjanie przykryli silnym ostrzałem artyleryjskim odzyskane przez nas okopy i tereny za nim, jakby chcieli zemścić się za swoją porażkę.
Wszyscy musieli jak najszybciej szukać schronienia, konie i pojazdy zostały odesłane na tyły, a zapasy wciągnięte do lasu.
Wrogi ostrzał artyleryjski trwał przez pół godziny i jak nagle się zaczął tak też momentalnie się skończył.
Ogromne masy karabinów, pasów nabojowych, worków i wszelkiego rodzaju sprzętu pokrywały pole bitwy. Ściągano wszelkie dostępne w okolicy wozy i z innych oddziałów Dywizji, by wywieźć te dobra. A jeszcze w nocy i następnego dnia z pola bitwy wyjechały 38 duże ciężarówki nimi obładowane. Jednocześnie przygotowywano obronę, szykując się na kolejne ataki Rosjan. Ale zdawało się ze mają dość, musieli ponieść zbyt duże straty. Okopy i cały teren był pokryty masami poległych.
___________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 147 (2. Mazurski 147 Regiment Piechoty)
 
O świcie 10 marca utracone pozycje zostają ostrzelane przez naszą artylerię. Po którym przegrupowane nocą do ataku I batalion 151 Regimentu a także II i III Batalion 150 Regimentu oraz nasz II batalion odzyskują utracony teren.
Nasz Regiment ma po tym ataku poważne straty, 7 oficerów i 400 żołnierzy poległo, jest rannych lub zaginęło.
Pobity wróg opuszcza także część okopów w lesie przed naszym frontem, tylko ich artyleria ostrzeliwuje dopiero co odzyskane przez nasz tereny.
W ciągu następnych kilku dni przeciwnik nie podejmuje żadnych akcji. Czas ten jest wykorzystywany na umacnianie naszych stanowisk. Stawiane są zasieki z drutu kolczastego, niestety prace te przebiegają powoli, powodu małych zapasów drutu napływającego z zaplecza frontu, często luki są prowizorycznie zastępowane przez przeszkody zrobione z gałęzi.
14 marca nasze bataliony zostają zluzowane przez I i II batalion 150 Regimentu, a nasze przechodzą na bardziej bezpieczny teren, na północ bagien Karaska w pobliże wsi Olszyny.
16 marca daje się zauważyć ze Rosjaninie uzupełnili straty i znowu w pełni obsadzają przeciwległy skraj lasu.
18 marca Rosjanie wmawiają ataki na całym odcinku. Z walki te zostaje zaangażowany nasz III Batalion, gdzie 12 kompania musi nawet kontratakować, by nie stracić okopów. Tracą wtedy swego dowódcę (Leutnant Alfred von Knobelsdorff) a ich podoficer zostaje ranny.

______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiment Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty). 
 
11 marca 1915 III Batalion z 150 Regimentu na pierwszej linii zostaje zluzowany przez Batalion 147 regimentu i przenosi się do wsi Zawady w miejsce II Batalionu 150 Regimentu. II Batalion 150 IR przeniesiono do wsi Długie. I z 147 IR idzie do wsi Bandysie, a I z 151 IR do wsi Olszyny.
I Batalion z 150 IR, który w dalszym ciągu jest podporządkowany generałowi Mengelbier po drugiej stronie rzeki Omulew, przemieszcza się z Olszewki do wsi Żelazna, gdzie ma odpocząć a później razem z 44 Regimentem Piechoty zaatakować i zdobyć wieś Ramiona.
12 marca 1915 na froncie od Zawad do Wachu panuje spokój, dzięki czemu prowadzone są prace przy odbudowie umocnień. Wysłano także silny patrol do wsi Kopaczyska, wieś zostaje zajęta i obsadzona. Wieczorem, na południowy zachód od wsi Zawady słychać odgłosy walk, które pochodzą ze starć na linii Cierpięta-Majki-Ziomek.
13 marca 1915 I Batalion 150 Regimentu zostaje ponownie podprządkowany 37 Dywizji Piechoty, wraca do własnego Regimentu i stacjonuje w Nowej Wsi (Zarębskiej).
Przechwycona wiadomość radiowa informuje dywizję, że planowany jest rosyjski atak między Orzyciem a Omulwią. Panuje zwiększona gotowość bojowa.
14 marca 1915 na wschód od rzeki Omulwi na pozycjach 37 Dywizji dalej jest spokojnie, po zachodniej stronie jednak Rosjanie zaatakowali zgrupowanie gen. Mengelbiera, słychać artylerię i broń piechoty. Po południu I Batalion 150 IR zastępuje II Batalion 147 IR w rejonie wzgórza 137, około 4 km na południowy wschód od wsi Bandysie, który przenosi się do Brodowych Łąk. Zwiadowcy donoszą o sporych siłach Rosjan lesie koło Kierzka. Wieczorem nasz II Batalion zastępuje III Batalion. Ten ostatni przenosi się do wsi Długie.
15 marca 1915. Na naszym odcinku dalej jest spokojnie, ale od strony wsi Żelazna rozbrzmiewa ogień artylerii i karabinów. III Batalion 150 IR stacjonujący we wsi Długie zachowuje pełną gotowość alarmową. Wkrótce nadchodzi wiadomość, że Rosjanie po drugiej stronie Omulwi przełamali front w pobliżu wsi Ziomek, trwają walki o Majk, a pod wsią Cierpięta Rosjanie zostają odparci i ponosząc duże straty.
Rankiem 16 marca 1915 rosyjscy strzelcy próbują wedrzeć się do wsi Kopaczyska, ale zawracają natrafiając na nasz opór. Najwyraźniej wróg wzmacnia się w lasach wokół Kierzka.
Około południa dochodzi do rosyjskich ataków na naszym odcinku frontu pod wsią Wach.
Po południu Strzelcy Syberyjscy próbują także sił w rozpoznaniu bojem lasu obsadzonego przez nasz batalion (Zawady). Atakujące oddziały zdaje się składają się ze świeżych, nieostrzelanych rezerwistów, ich ataki sprawiają mizerne wrażenie. Sztab dywizji donosi, ze zdobył informacje, jakoby Rosjanie wieczorem mają uderzyć zmasowaną siłą i walce na bagnety zdobyć pozycje naszego batalionu (150 IR). Wszyscy zostają postawieni w stan gotowości bojowej. Do wsi Olszyny ściągany jest I Batalion 147 IR jako nasza rezerwa. III Batalion 150 IR i jedna kompania z II Batalionu (150 IR) z podobnym zadaniem zajmują pozycje na południe od wsi Bandysie. Pogoda się pogorszyła. Nadeszła zamieć śnieżna, oraz dodatkowo padał grad. Wiatr wiał w kierunku Rosjan. Oczekiwany atak nie nastąpił, możliwe ze z powodu burzy śnieżnej został przełożony na inny termin.
17 marca 1915 przy świetle dziennym bataliony stojące stojące w rezerwie zostają wycofane, żołnierze potrzebują wypoczynku. Na linii frontu pozostają tylko obsady linii obronnych. Dzień był spokojny.
Późnym wieczorem przybywa II Batalion z 151 IR oraz 5 dywizjon z 82 Regimentu Artylerii Polowej i zostaje zakwaterowany we wsi Bandysie. Wciąż pada ciężki śnieg.
W nocy na 18 marca 1915 jest ponownie "zwiększono gotowość bojową". O godzinie 3:00 rano II Batalion 151 Regimentu dostaje rozkaz wymarszu do wsi Zdunek.
Ledwie tylko batalion ruszył w drogę, Rosjanie zaatakowali. II Batalion 151 IR zostaje zawrócony i pchnięty na lewe skrzydło na skraj lasu (* między Olszynami a Zawadami na południe od wsi). Natomiast III batalion z 150 IR i Batalion Landszturmu „Neu-Haldensleben” dowództwo umieszcza na południe od wsi Bandysie.
Pada drobny śnieg. Główny atak jest wymierzony w nasze lewe skrzydło. Rosjanie atakują w kilku falach, jedna po drugiej i nacierają z godną podziwu odwagą, pomimo ze nasza artyleria zadaje im ogromne straty. Rosyjska lekka i ciężka artyleria także prowadzi intensywny ogień, ostrzeliwując nasze pozycje obronne, obsadzone przez I Batalion 150 IR i III Batalion 147 IR. Gdy Rosjanie zbliżyli się do około 400 metrów, otwieramy ogień z okopów.
Rosyjskie natarcie załamało się bardzo blisko okopów. Tylko nielicznym Rosjanom udało się uciec i schronić w lesie na południe.
Nasze Bataliony na linii frontu także poniosły znaczne straty z powodu zwiększonego ognia artyleryjskiego wroga podczas ataku. Ponieważ ogień wrogiej artylerii ucichł, ściągamy ranny Rosjan z najbliższego przedpola okopów, przy panującej mroźnej temperaturze nie mieliby inaczej szansy przeżyć. Na przedpolu zalega masa zabitych i ranny, jest ich tak dużo, że nie ma co się spodziewać nowego ataku w najbliższym czasie.
Tak więc II Batalion 151 IR, zgodnie z rozkazem dywizji, ponownie maszeruje do Zdunka. II Batalion 150 IR z pierwszej linii obrony pod Zawadami zostaje zluzowany przez III Batalion 150 IR i przenosi się do wsi Długie na odpoczynek. Po południu dywizja ogłosiła ze nasz odcinek frontu przybywa jako wzmocnienie 258 Rezerwowy Regiment Piechoty.
Późnym wieczorem I Batalion 258 RIR majora von Armin'a rozładowano z pociągu w Puppen (Spychowo) i przewieziono samochodami do Myszyńca, skąd maszerują już na własnych nogach na linię frontu. Przy takim pospiechu ten batalion nie miał nic, ani kuchni polowych ani taborów.
O godzinie czwartej rano 19 marca 1915 w podobny sposób przybywa II Batalion 258 RIR, a godzinę później także III Batalion. Bataliony dostają rozkaz obsadzenia pierwszej linii frontu, nowe oddziały robią na nas słabe wrażenie, są zmęczeni i źle wyposażeni. Cała wymiana na liniach obronnych odbyła się w dniach 19 i 20 marca.
20 marca 1915 - I i II batalion 150 IR oraz Kompania Karabinów Maszynowych zostają skierowane przez Zdunek i Wydmusy na nowe pozycje, na południe od wsi Wykrot, tylko III Batalion 150 IR zostaje we wsi Bandysie.
Marsz był bardzo wyczerpujący, panował chłód, wiał ostry wiatr i padał śnieg. Droga pokryta była lodem. Na nowe pozycje oddziały dotarły nocą.

Walki o wieś Kierzek, Parciaki i walki na Omulwią - marzec 1915

Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 147 (2. Mazurski 147 Regiment Piechoty).

W opisanej w poprzednim poście kilkudniowej operacji zgrupowania majora Brehme nie brały udziału tylko 5 i 6 Kompania z 147 Regimentu Piechoty. Obie te kompanie były podporządkowane 151 Warmińskiemu Regimentowi Piechoty i walczyły z oddziałami tego Regimentu o wieś Kierzek. W walkach tych odnieśli ogromne straty, niestety w raportach Regimentu nie wymieniono ich krwawego wysiłku.
Parę informacji możemy za to znaleźć w dzienniku wojennym 151 Regimentu Piechoty. Wynika z niego, że 5 Kompania była rozmieszczona na prawym skrzydle razem z II Batalionem 151 IR. Był to południowy skraj wsi Kierzek, ze stanowiskami frontem na południowy wschód. Blokowano tam potok przepływający na południu wioski.
Rano 2 marca Rosjanie zaatakowali te stanowiska sporymi siłami. II Batalion 151 IR i nasza 5 Kompania sporym wysiłkiem odrzucili natarcie. Jednak niedługo później zaatakowano nasze oddziały od tyłu.
W trakcie porannego natarcia nikt nie zauważył, ze Rosjanie przeszli przez pozornie nieprzebyte bagna i lasy od północnego-zachodu przeniknęli do wioski.
Rosyjski atak okazał się na tyle skuteczny, że stracono wieś Kierzek i południową część wsi Kopaczyska, kolejną linię obrony trzeba było naprędce przygotować na skraju lasu, na południe od wsi Zawady.
______________________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty).

Regiment ten przybywa na teren walk 37 Dywizji Piechoty znacznie później niż pozostałe Regimenty
Nasza czwarta inwazja na Rosję.
28 lutego 1915. Sztab Regimentu i III Batalion dotarli do Willenberg (Wielbark) o 4 rano 28 lutego po nocnej podróży z krótkim postojem na poczęstunek w Soldau (Działdowo), gdzie o 2 rano mieliśmy ciepły posiłek. W komendanturze stacji kolejowej otrzymujemy meldunek sytuacji na froncie, których treść jest niepokojąca. Wskazany jest pośpiech w dotarciu w rejon walk.
Podczas gdy III Batalion zbiera się do wymarszu, sztab Regimentu przemieszcza się już do Chorzel. Jest godzina piąta nad ranem, wciąż jest ciemno i bardzo zimno.
100 metrów za Flammbergiem (Opaleniec) stoją 2 potężne rosyjskie posterunki graniczne, dobra niemiecka szosa w tym miejscu zostaje ucięta jakby nożem i przemienia się w nieciekawą polną ścieżkę, oznaczoną na rosyjskich mapach z fantazją jako droga.
Tak więc po raz czwarty wkraczamy do królestwa Cara!
W Chorzelach widzimy ponury obraz. Wszędzie do połowy zwalone i rozbite domy, wypalone ściany, gruzy i ruiny!
Na południe od miasta okopy obsadza batalion Landszturmu, okopy są jednak zbyt blisko miasta i są również niekorzystnie położone. W związku z tym III Batalion (150 IR) zostaje przemieszczony 4 km dalej na południe przez dowódcę Regimentu do wsi Rembielin, a Batalion Landszturmu dostaje rozkaz opuszczenia okopów i ma się przenieść na wschód w rejon wsi Brzeski-Kołaki, gdzie mają zabezpieczyć drogi prowadzące na południe.
Około godziny 16:00 do Chorzel przybywa nasz I Batalion wraz Kompanią karabinów maszynowych, jednostki te są mocno wyczerpane i z trudem udaje się je rozmieścić między zabudowaniami.
Wieczorem przychodzi telefonicznie niespodziewany rozkaz z 37 Dywizji: "Regiment ma wrócić do Dywizji i jeszcze tego samego dnia wymaszerować do Olszewki".
Po raporcie od naszego dowódcy, że III Batalion został rozmieszczony a II Batalion jeszcze nie dotarł, rozkaz zostaje ograniczony do I Batalionu i Kompani karabinów maszynowych. Sytuacja wymagała natychmiastowego wymarszu i dlatego nie można było wziąć pod uwagę sytuacji, że Batalion właśnie przybył do Chorzel. Tak więc Batalion z Kompanią karabinów maszynowych musiał wyruszyć ponownie, rozpocząć marsz w całkowitych ciemnościach i przy obfitych opadach śniegu.
Jednak ludzie i konie byli tak wyczerpani, że dowódca batalionu zmuszony był przerwać marsz o godzinie 21:00, zatrzymując się we wsi Rachujka (obecnie Raszujka), marsz podjęto we wczesnych godzinach porannych.
II Batalion (IR 150) był we wsi Janowo, gdzie zajmował pozycje obronne i zabezpieczał przejście przez rzekę Orzyc dla I Korpusu Rezerwowego. W samo południe otrzymali rozkaz wymarszu do Chorzel od sztabu grupy armii Gallwitz.
____________

WALKI NAD OMULWIĄ 

1 marca 1915r o 5.00 rano w zupełnej ciemności na rozkaz 37 Dywizji Piechoty II i III Batalion maszerują przez Zaręby i Krukowo w kierunku na Brodowe Łąki.
Zaręby są całkowicie spalone, żaden dom nie przetrwał. Mieszkańcy mieszkali w piwnicach lub uciekli. Nasz II Batalion przenosi się na kwatery do wsi Rawka, Skuze i Wierzchowizna, a III do Nowej Wsi (Zarębskiej). Ponieważ wymagany jest pośpiech, jeszcze tego samego dnia zostaje podjęty marsz przez Brodowe Łąki do wsi Zawady, gdzie Bataliony wracają w szeregi 37 Dywizji Piechoty.
W czasie gdy II i III Batalion dociera na miejsce, I Batalion i kompania karabinów maszynowych 150 Regimentu Piechoty i 5 Dywizjon 82 Regimentu Artylerii Polowej, II Batalion 21 Rezerwowego Regimentu Piechoty, II Eskadron 3 Regimentu Strzelców Konnych utrzymują pozycje w rejonie wsi Olszewka, blokując przesmyk między rzeką Orzyc a bagnem.
W dniu 2 marca 1915 znajduje się przed pozycjami II i III Batalionu panuje spokój. Tak więc można było rano odprawić nabożeństwo (Feldgottesdienst) w pięknym dużym kościele w Brodowych Łąkach, w trakcie którego nadchodzi rozkaz, że natychmiast 2 kompanie z III Batalionu (150 IR) muszą przenieść się do Kierzka, aby wesprzeć 151 Regiment Piechoty, który znalazły się tam w niebezpieczeństwie.
Oddziały 151 Regimentu (i dwie kompanie 147 Regimentu) zagrożone całkowitym odcięciem przez nacierających Rosjan i ostrzeliwane zza rzeki od strony wsi Kalisko uciekają z Kierzka. W rezultacie cały III Batalion 150 Regimentu został przegrupowany na przesmyk leśny na wschód od Zawad, aby objąć tam stanowiska obronne. Kompanie 9 i 12 okopują się wzdłuż drogi na Karaskę, a 10 i 11 na wysokości punktu 125. II Batalion 150 Regimentu obsadza sektory w okolicy wzgórza/punktu 131 (uwaga: prawdopodobnie jest to jednak wzgórze 137 wg mapy).
Po południu Rosjanie całkowicie zajmują wieś Kopaczyska. Zaalarmowany II Batalion 150 Regimentu wysyła kompanie w kierunku Brodowych Łąk. 7 Kompania obsadza most na Omulwi między Brodowymi Łąkami a Zawadami a 8 Kompania zajmuje pozycję obronną na południu wzdłuż rzeki Omulew z frontem na wieś Kopaczyska.
Kopaczyska były bronione przez oddziały Landszturmu, zostali oni jednak ostrzelani przez rosyjską ciężką artylerię. Spore straty zmusiły Landszturmistów do opuszczenia pozycji.
____________

Brodowe Łąki to duża wieś kościelna po południowej stronie rzeki Omulew, Zawady to wydłużona wieś od strony północnej rzeki.
Omulew rozlewała się w tych dniach szeroko na kilkaset metrów, jej wody płynęły dość szybko, pomimo mrozu tylko częściowo była zamarznięta . W Zawadach znajdowało się kilka młynów wodnych i 2 duże piekarnie.
Wroga artyleria ostrzeliwuje granatami most na Omulwi, na szczęście niecelnie. Zniszczenie tego mostu spowodowałoby odcięcie oddziałów Dywizji.
____________

3 marca 1915
Most na Omulwi tego dnia ponownie jest ostrzeliwany, ponownie niecelnie, ale kilka domów w pobliżu płonie. Mieszkańcy w dzikim pośpiechu, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo wywlekają swoje dobra z płonących zabudowań, ponieważ drewniane domy pokryte słomą palą się szybko, wiedzą że nic nie da się z nich uratować, nawet jeśli zdaje się, że to tylko dach zaczyna się tlić.
Patrole donoszą że we wsi Kopaczyska koncentrują się spore siły. W nocy na rozkaz dowództwa 150 Regimentu wieś zostaje ostrzelana ogniem artyleryjskim, niedługo później cała wieś płonie. Rosjanie opuszczają zabudowania i obsadzają las na północy od wsi.
Jednocześnie i nasze oddziały (147 Regiment z grupowanie Brehme) po drugiej stronie rzeki są ostrzeliwane przez artylerię wroga, pada rozkaz by pod osłoną nocy opuściły stanowiska i wycofały się na stanowiska pod Brodowymi Łąkami.
Dywizja spodziewała się ogólnego silnego natarcia Rosjan.
Na początku następnego dnia (4 marca) 44 Regiment Piechoty, 2 Dywizjon 1 Regimentu Artylerii Polowej, 147 Regiment Piechoty i 3 Dywizjon 73 Regimentu Artylerii Polowej przerzucane są na wschodni brzeg Omulwi przez Brodowe Łąki i Zawady. Przegrupowanie sił zostaje zauważone przez Rosjan, ich artyleria ostrzeliwuje trasy przemarszu.
Wieczorem nasz Sztab Regimentu (150 IR) przenosi się do wsi Bandysie. Oberstleutnant Bürkner przejmuje dowodzenie nad oddziałami w rejonie od wsi Długie, aż po linie obrony na południe od wsi Wach.
Pod jego rozkazami oprócz II i III Batalionu 150 Regimentu Piechoty znajdują się: 2 bataliony 147 Regimentu Piechoty, 2 bataliony 151 Regimentu Piechoty, Batalion Landszturmu (Neu-Haldensleben), 3 baterie artylerii, 1 Kompania Pionierów oraz Eskadron Landszturmu. Kwatera dowództwa znajduje się w małym domku na skraju lasu (Bandysie).
O północy cały odcinek zostaje zaalarmowany wiadomością, iż Rosjanie atakują na szerokim froncie. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że wróg próbował swoich sił tylko w jednym punkcie, został jednak odrzucony, tracąc 96 żołnierzy wziętych do niewoli.
____________

W wyniku uporczywych mrozów duże bagna są zamarznięte i możliwe do przejścia na całym obszarze. Nie zapewniają już ochrony przed atakami wroga. Dlatego także odcinki bagienne muszą być specjalnie obsadzane. Niemogące się okopać w bagiennym terenie drużyny, chłostane zimnym wschodnim wiatrem, stoją lub leżą na gołym lodzie, osłaniając zgrupowania dywizji.
____________

Obecnie nieprzyjaciel ostrzeliwuje już nie tylko długi drewniany most na Omulwi, ale także wieś Brodowe Łąki i nasze pozycje. Udaje się im też zająć południowo-zachodnią krawędź małego lasu naprzeciwko wzgórza 137 (2 km na wschód od Zawad).
Wieczorem nieprzyjacielski ogień artyleryjski ustaje, jeńcy chwytani przez 11 Kompanię (150 IR). zeznają, że Rosjanie zamierzają zaatakować naszą pozycję w lesie, a następnie uderzyć na Zawady siłami 3 pułków. A kolejna rosyjska dywizja jest w rezerwie.
Złapani Rosjanie twierdzą również, że w ciągu dnia ponoszą ogromne straty z powodu naszego ostrzału artyleryjskiego.
____________

5 marca 1915 artyleria rosyjska zaczyna ostrzał od samego rana. Największe nasilenie ognia następuje około godziny 10 rano i trwa tak do południa. Rosyjska piechota, wspierana przez ich lekką i ciężką artylerię oraz karabiny maszynowe, podchodzi na odległość około 300 metrów od naszych stanowisk. Frontalny atak jednak tego dnia nie następuje.
Wieczorem II Batalion (150 IR) zostaje zastąpiony przez 44 Regiment Piechoty i przemieszcza się do wsi Długie na kwatery.
6 marca na odcinku Zawady-Wach jest spokojnie. Wieczorem II Batalion luzuje III Batalion na pozycji pod Zawadami, którego teraz kolej jest na odpoczynek we wsi Długie.
We wsi Długie pionierzy wybudowali 300-metrowy most dla pieszych i pojedynczych jeźdźców na rzece Omulew i przez otaczające rzekę bagna. Na rozkaz dowódcy budowana jest także droga, która znajdzie się poza zasięgiem wrogiej artylerii.
____________

Z kwatermistrzostwa nadchodzi wiadomość: od tej pory dla zwierząt zamiast owsa są tylko pasze zastępcze, a dla żołnierzy porcja chleba zostaje zmniejszona do 600 gram na osobę. Środki te są konieczne, abyśmy mogli utrzymać nasze zapasy zbóż do następnych zbiorów. Wygląda więc na to, że wojna będzie trwała bardzo długo.
____________

Nocą i w ciągu następnego dnia (7 marca) mroźny, ostry wschodni wiatr zawiewa lasy i pola. Silny rosyjski ogień artyleryjski zalewa nasze pozycje na całej linii. Wieś Zawady płonie. Ogromna chmura dymu, napędzana wschodnim wiatrem, przetacza się niziną rzeki Omulew.

Rosyjscy jeńcy przyprowadzeni przez Strzelców Konnych z 3 Regimentu
do Myszyńca 11 marca 1915 roku




Notatki na podstawie kronik 2. Ermländisches Infanterie-Regiment Nr. 151 (2 Warmińskiego – 151 Regimentu Piechoty).


Kierzek
3 i 4 Kompania jako pierwsze zostają skierowane do wsi Kierzek na pierwszą linię frontu. Wkrótce również 1 i 8 Kompania zostają rzucone w rejon walk, w rezerwie zostaje we wsi Karaska tylko 2 Kompania. Po zażartych walkach Rosjanie zostają odrzuceni. Nasze oddziały ruszają w pościg, ale w jego trakcie 8 Kompania zostaje zaskoczona przez spore siły Rosjan, tracąc 6 zabitych, zawraca do Karaski.
Walki ze zmiennym szczęściem trwają pod wsią Kierzek. Dopiero 18 lutego rano, gdy przybywa reszta II Batalionu i po ataku ze wsi Zawady prawą flanką, udaje się odrzucić Rosjan okopanych na północnym podejściu do wsi Kierzek w okolicy wzgórza 137 i wedrzeć się do wsi.
W tym momencie przy wsparciu oddziałów z II Batalionu 61 Rezerwowego Regimentu Piechoty, do ataku zostają poderwane 6 i 8 Kompania pod dowództwem poruczników Rogge i Worczewskiego. Wróg nie był już w stanie się utrzymać we wsi, około południa tracąc sporo zabitych, rannych i wziętych do niewoli, wycofuje się 2 km na południe od wsi Kierzek.
Ale 19 lutego Rosjanie wracają ze świeżymi siłami. Walki trwają na całym odcinku. Z największa intensywnością są atakowane pozycje 6 i 7 Kompani. Wróg mając zdecydowaną przewagę przełamuje obronę tych kompani jeden kilometr na południe od drogi do Karaski i przenika na lewą flankę.
Na wezwanie o pomoc, nasz regiment rzuca do walki 2 i 3 Kompanię, a dywizja daje jedną kompanię z 147 Regimentu piechoty i jedną kompanię Landszturmu. O 17.00 udaje się ustabilizować sytuację.
5 i 8 Kompania, które utrzymały się na swoich pozycjach po przełamaniu się Rosjan na południu, uderzają na tyły przeciwnika, mimo że mają przed sobą silniejsze siły. Rosjanie rozdarci na mniejsze grupy nie mogą utrzymać zdobytego terenu i powoli wycofują na południowy-wschód. Nawet nadciągające nowe oddziały Rosjan nie zapobiegają temu odwrotowi. Po zmroku walki ustały. Straty były poważne. Tylko II Batalion miał 26 zabitych, 51 rannych i około 40 zaginionych. Wśród zaginionych był lekarz Batalionu doktor Breitung, który dzielnie opiekował się rannymi na linii frontu. Jak się później okazało, zmarł w niewoli daleko od domu.
Również I Batalion ciężko ucierpiał w walkach. 2 plutony* (* około 150 żołnierzy) z 1 Kompani, które znajdywały się najdalej od wsi Kierzek, zostały otoczone przez Rosjan i prawie wystrzelane, pozostali którzy zostali przy życiu musieli się poddać .
Walki o Kierzek tego dnia zostały opisane przez porucznika Blankenburg'a dowódcę plutonu z 8 Kompani 151 Regimentu: …
„8:00 rano, Rosjanie ostrzeliwują nas szrapnelami. Na szczęście pociski wybuchają zbyt wysoko i rażony jest las blisko naszych pozycji. Na prawym skrzydle rosyjska piechota naciera na okopy sąsiedniej kompani. Około godziny 9.00 rano Rosjanie dostają wsparcie w postaci karabinu maszynowego. Strzela jednak za wysoko. Mimo że jest użyty na dogodnej pozycji dla Rosjan, na wzgórzu, które znajduje się przed nami w prostej linii na styku z sąsiednią naszą kompanią. Ponieważ znajdował się za daleko i po drugiej stronie strumienia, nie pada rozkaz ostrzelania i rozbicia jego gniazda. W południe rosyjski ostrzał zmaga się. Kompanie na prawo i lewo od nas zaangażowane są w wymianę ognia z nieprzyjacielem i odpierają jego ataki. Dowódca 7 Kompani zostaje śmiertelnie ranny w walkach na bagnety, nasza kompania na razie nie jest atakowana i nie angażuje się w wymianę ognia. Ze wsi Kierzek przybywa patrol i melduje że sytuacja jest ciężka, są poważne straty.
W pewnym momencie pociski gwiżdżą nad naszymi okopami po prawej z zaskakującego kierunku. - "Co się dzieje" - zadajemy sobie pytanie. Niepewność nie trwa długo. Wkrótce dowiadujemy się, że spore siły rosyjskie przebiły w okolicy rzeki Omulew i atakują wieś Kierzek znajdującą się na naszych tyłach. O 14:00 nasza Kompania jest ostrzeliwana od tyłu, Rosjanie są więc w lesie za nami. Również od frontu ogień wroga staje się intensywniejszy. W połowie drogi na lewo od nas widzimy gęste kolumny Rosjan idące w kierunku wsi Karaska, tak więc wróg jest też na naszym lewym skrzydle. Mimo ze wróg ostrzeliwuje nasze okopy, do godzimy 16:00 nie odgryzamy się. - "Jak zakończy się ten dzień?” - zadaję sobie pytanie.
Moje spojrzenie pada na dowódcę naszej kompanii, Leutnanta Worczewskiego, który stoi wyprostowany w środku kompanii, prawie nie kryjąc się przed gradem pocisków i spokojnie bębni laską w krawędź okopu. Patrzy na tyły naszych pozycji, wzrokiem drapieżnika szuka celu.
Jego żelazny spokój uspokaja mnie. - "Nasz dowódca nigdy nas nie zawiódł i dziś też nie zawiedzie" – powiedziałem na głos.
Gdy w lesie na naszych tyłach Rosjanie podciągnęli blisko naszych pozycji kilka karabinów maszynowych na niewielką odległość, Leutnant Worczewski nakazuje w końcu otworzyć ogień dwóm plutonom naszej kompani do obsad karabinów i piechoty. Wtedy Rosjanie na tyłach poczuli przed nami respekt, stali się bardziej ostrożni. Za to przed naszymi okopami niektórym Rosjanom udało się przedostać przez pobliski strumień. Ale nasi żołnierze strzelają doskonale. Jeden Rosjanin za drugim ryli nosem w piach. To była ulga dla naszych serc, kiedy w końcu pozwolono nam odpowiedzieć ogniem Rosjanom.
Również nasz ostrzał na tyły przynosi dobre efekty. Rosjanie prawdopodobnie nie spodziewali się, że będziemy tak silni. Ostrzał od strony rosyjskiej stawał się coraz słabszy.
Między 17:00 a 18:00 strzelanina ponownie wzrasta, ale co dziwne, nie zostajemy nim zduszeni. Zaczyna coś się dziać od strony Rosjan, ale nie możemy na razie rozeznać się w sytuacji.
Zdawało się ze wróg oczyszcza las za nami z niedobitków, gdy nagle słychać okrzyk: „Eigene Truppen!"
Wybuchła radość! Nie byliśmy już w okrążeniu ....”


Wraz z pojawieniem się po jednej kompani ze 147 IR i Landszturmu sytuacja pod Kierzkiem została ustabilizowana, przełamanie frontu zlikwidowane. Rosjanie jeszcze próbowali kontratakować, ale ponosili duże straty.
Wach
Tegoż dnia bardziej na wschód, nasza 10 Kompania z 151 Regimentu bierze udział w nocnym wypadzie na Siarczą Łąkę. Udało im się wziąć do niewoli 93 jeńców z 19 (XIX), 37 i 38 Pułków Strzelców Syberyjskich oraz zdobyć 4 karabiny maszynowe.
20 lutego wróg wycofał się na południe, zostawiając w pobliżu naszych sił słabe jednostki. Jednak pod koniec lutego ponownie się uaktywnili, wielokrotnie wyprowadzali ataki, wspierane przez ciężką artylerię ściągniętą zza Narwi. Każdy atak został jednak krwawo odparty.
W tym czasie my także nie próżnowaliśmy, wysyłano liczne patrole oraz robiono wypady na terytorium wroga. Zdobyto wiele cennego sprzętu i jeńców. Odwilż i opady deszczu bardzo utrudniały rozbudowę pozycji obronnych. Mokra ziemia osuwała się zasypując nasze stanowiska. Okopy często przypominały strumienie rzeczne, w których służba wartownicza i przemieszanie się było niezwykle uciążliwe. Konieczne stało się wybudowanie pierwszych schronów mieszkalnych. Musieliśmy mieszkać jak krety po ziemią. Polskie chałupy już dawno temu płonęły w trakcie walk, gdy wieś często przechodziła z rąk do rąk. Polskie drogi tonęły w wodzie, można było po nich prawie pływać łodziami. Dostawy na front stały się niekończąca udręką dla koni i ludzi.
Ale żadna z tych sytuacja nie potrafiła złamać wschodniopruskich muszkieterów i landszturmistów. Niestrudzenie pełnili służbę wartownią i prowadzili walkę. Znajdowali nawet siłę, by nasze ziemne siedliska zagospodarować i ulepszać.
Kierzek
Na początku marca Rosjan kontynuują ataki. 1 marca rosyjska artyleria równa nasze okopy z ziemią, w nocy tylko częściowo udaje się nam je zrekonstruować. 2 marca od wczesnych godzin, ciężka artyleria rosyjska znowu mieli okopy na południu od wsi Kierzek.
Po krótkim czasie pozycje 1 Kompani (podporządkowane pod Kierzkiem II Batalionowi z 151 IR) zostają prawie zrównane z ziemią. Dwa karabiny maszynowe zostają roztrzaskane. Również okopy 7 Kompani ulegają zniszczeniu. Załoga tych umocnień zostaje bez ochrony, narażona na bezpośredni ogień wroga. Dowódca obrony major Grabowski rozkazuje im oderwać się nieprzyjaciela i odejść na przygotowaną linię obrony na skraju lasu pod wsią Zawady. W momencie, gdy te kompanie opuszczają resztki okopów, następuje frontalny atak zmasowanych sił rosyjskiej piechoty. Szybko dobiegają do naszych linii, pokonują okopy i wpadają między nasze kompanie. Poszczególne plutony jeszcze próbują organizować ogniska obrony i zaciekle się bronią, często do ostatniego naboju. Rozproszone grupy są jednak miażdżone przez Rosjan, którzy mają sporą przewagę liczebną.
Tylko część sił II Batalionu i 1 Kompani wyrywa się z matni i dociera do pozycji obronnych na wschód od wsi Zawady. Około 400 żołnierzy, w tym 6 oficerów, prawie wszyscy mniej lub bardziej ranni dostali się w ręce „Sibiriakiem”*.
* - Pozycje pod Kierzkiem atakowały pułki Strzelców Syberyjskich.
Rosjanie nie odważyli się jednak już tego dnia zbliżyć do nowej linii obrony, mimo że nie była ukończona. Nastąpił nerwowy okres przygotowania tych pozycji do obrony, przeznaczono na to wszelkie dostępne środki, częste okupione krwią, ponieważ Rosjanie nie pozwalali na spokojne prace przy nich. Najmocniejszy atak na rozbudowane przez bataliony umocnienia miał miejsce 5 marca, został jednak krwawo odparty. Rosjanie na zasiekach drutu kolczastego zostawili 300 zabitych, 104 dostało się do niewoli po naszym kontrataku.
Walki o nasze pozycje trwały do 15 marca …

____________

Notatki z kronik: Infanterie-Regiments Nr. 150 (1 Warmiński - 150 Regiment Piechoty).

I Batalion, który wraz Kompanią karabinów maszynowych (KM) przybył 28 lutego 1915 do Chorzel, jest wyczerpany marszem. Parę godzin później przychodzi rozkaz, że oddziały 150 Regimentu są potrzebne pod Olszewką. Dowódca Regimentu nie mając innej możliwości, nakazuje wyruszyć do Olszewki właśnie I Batalionowi i Kompani KM, które nie miały możliwości na odpoczynek.
Wyruszają w całkowitych ciemnościach i przy obfitych opadach śniegu.
Jednak ludzie i konie byli tak wyczerpani, że dowódca batalionu zmuszony był przerwać marsz o godzinie 21:00, zatrzymując się we wsi Rachujka (obecnie Raszujka), marsz podjęto we wczesnych godzinach porannych.
W dniu 2 marca 1915
I Batalion 150 Regimentu z Kompanią KM zajmują już pozycje obronne pod wsią Olszewka. Wieczorem sytuacja na froncie sprawia, że oddziały pod Olszewką dostają rozkaz odwrotu i zajęcia nowych pozycji obronnych w rejonie Budki-Rachujka-Łaz, gdzie Rachujka (Raszujka) miała być głównym punktem obrony.
I Batalion i Kompanię KM skierowano do wsi Łaz, zostawiono tylko 4 Kompanię bardziej na południu, z zadaniem obrony przepraw mostowych we wsi Pruskołęka.
Po południu 3 marca 1915 I Batalion zostaje zastąpiony przez przybywający na ten odcinek frontu 44 Regiment Piechoty i 2-gi Dywizjon 1-go Regimentu Artylerii Polowej.
I Batalion przenosi się na kwatery do Krukowa, Rzodkiewnicy i Nowej Wsi (Zarębskiej).
4 marca 1915
I Batalion zajmuje pozycje obronne w okolicy Rachujki (Raszujka). Dowodzący obroną dowódca naszego Batalionu ma także pod swoimi rozkazami:
2 kompanie II Batalionu 20 Regimentu Piechoty (Infanterie-Regiments Graf Tauentzien von Wittenberg ),
2 kompanie II Batalionu 34 Regimentu Strzelców (34 Füsilier-Regiment Königin Victoria von Schweden ),
2 Szwadrony z 20 Regimentu Dragonów,
2 Baterie 38 Regimentu Artylerii Polowej 38oraz oddział Pionierów.
5 marca 1915
pozycje obronne pod Rachujką i sama wieś są ostrzeliwane przez wrogą artylerię, wieczorem Rosjanie wyprowadzają słabe ataki na wieś, zostają one jednak odrzucone.
______________________

W dniu 8 marca 1915
III Batalion (150 IR) stacjonujący we wsi Zawady (patrz poprzedni post) zostaje podporządkowany rozkazom generała Mengelbier i koncertuje się o godzinie 6:30 w Rawkach.
W południe dostaje rozkaz wymarszu przez Żelazną do Olszewki w celu odbicia tej wsi. Droga do wsi Żelazna była pod silnym ostrzałem artylerii nieprzyjaciela, dlatego dowódca batalionu rozkazuje marsz grupami, wykorzystując terenowe osłony w rejonie Żelaznej.
Do Olszewki Batalion maszeruje lasem wykorzystując wieczorne ciemności. Droga była bardzo zła i trudna dla żołnierzy. Wioska zostaje zajęta. Jednocześnie do wsi przybywa od strony Rachujki I Batalion z Kompanią KM oraz 3 inne bataliony, 2 baterie dział oraz kompania KM z 4 Regimentu Grenadierów.
9 marca 1915
I i III Batalion oraz Kompania KM z 150 Regimentu Piechoty działające w składzie zgrupowania von Massow'a atakują wieś Parciaki.
Przy wsparciu artylerii, szwadrony jazdy Rosjan zostają wyparte, wieś Parciaki zdobyta. Pozycje obronne na wschód od wsi obsadza 4 Regiment Grenadierów, a wieczorem I Batalion wraz Kompanią KM zostają wycofane do Olszewki, a III Batalionowi nakazano pilny marsz przez Żelazną-Rawki-Długą do wsi Bandysie, a następnie na Zawady.
______________________

Wspomnienia - Hauptmann Kretzschmar, dowódca III Batalionu 150 Regimentu Piechoty:
"Na początku marca III Batalion został tymczasowo przydzielony do innego zgrupowania, w celu uczestniczenia we wspólnej akcji przeciw Rosjanom i brał udział w zdobywaniu wsi Parciaki 9 marca 1915 roku.
Zakładając placówki w bezpośrednim sąsiedztwie zdobytej wioski cieszyliśmy się pięknymi widokami na okolicę, które rozściełały się wokół. W trakcie rozmowy z innymi oficerami na przedpolu wsi, zastaje nas kurier konny, przynosząc rozkazy z naszego regimentu. Batalion ma jak najszybciej udać się do wsi Bandysie, gdzie jest pilnie potrzebny. Do najbliższej wsi Żelazna leżącej na trasie marszu można były dotrzeć dwiema trasami.
Pierwsza prowadziła przez wieś Olszewka i miała około 15 km długości i była dość bezpieczna, druga trasa miała tylko 3 km długości, prowadziła prosto w kierunku wsi Żelazna, przecinały ją jednak rozległe bagienne łąki i była zagrożona atakami Rosjan z południa.
Uwzględniając wymagania i jak najszybsze wykonanie rozkazu wybieram krótszą trasę. Po opuszczeniu wioski, zobaczyliśmy Eskadron kozaków jadących na naszym prawym skrzydle w jasnym wysokopiennym lesie, około 900 do 1000 metrów od nas. Wybrana droga stała się bardziej ryzykowna, ponieważ Kozacy mogliby się zdecydować na atak.
Decydujemy się jednak trzymać obranej marszruty, przerzucając na prawą stronę jeden pluton, który miał nas ubezpieczać. Reszta Batalionu także porusza się podzielona na plutony. Tuż przed Żelazną przed nami wybucha pocisk rozsiewając szrapnele.
- Czy rosyjska artyleria nas zauważyła, czy też na ślepo ostrzeliwuje tereny pod kontrolą naszej armii?
Do wioski batalion dociera jednak bez żadnych strat. Robimy dłuższy postój, by się pożywić. Wśród żołnierzy panuje dobry nastrój, choć wszyscy podejrzewają, że nasze nagłe odwołanie ze wsi Parciaki musi mieć poważny powód.
Teraz nadszedł czas na przekroczenie szczególnie zagrożonego miejsca, mostu nad rzeką Płodownica, który, jak doświadczyliśmy dzień wcześniej, był dobrze kontrolowany przez wrogą artylerię. Przedłużyliśmy postój i przekroczyliśmy to miejsce o zmierzchu. Nocnym marszem zaśnieżoną trasą mijamy Ostrówek, Rawki, Nową Wieś (Zarębską) i przekraczamy rzekę Omulew mostem zbudowanym przez naszych saperów. Docieramy do wsi Długie. (O godzinie 23:00 są we wsi Bandysie).
Tutaj dowiedzieliśmy się, że batalion powinien być gotowy do ataku następnego ranka o godzinie 5.00 na Rosjan pod Zawadami.
Potwierdziło się to co już podejrzewaliśmy: czekała nas prawdopodobnie ciężka walka. ...


Na zdjęciu pomnik poświęcony marszałkowi von Hindenburg,
ustawiony w lesie pod wsią Parciaki,
oraz żołnierze 45 Regimentu Piechoty.