poniedziałek, 2 września 2019

Mała wojna, część 5: Wzgórze 131


W drugiej połowie marca 1915 ponownie Rosjanie szturmują wzgórze 131. Część 5 tego małego cyklu wspomina też walki o Wach, pod Lipnikami i Tartakiem.

Notatki z kronik 251. Rezerwowego Regimentu Piechoty.


W dniu 14 marca prawy odcinek przylegający do pozycji Regimentu, czyli wzgórze 131 zajmowany do tej pory przez 250. Regiment i część okopów na południe od drogi i na Lipniki-Kuzie zostały przejęte przez I. Batalion 251. Regimentu.
W dniu 16 marca pozycje obsadzone były w następujący sposób: od prawego skrzydła 1., 3., 2., 4., 11., 10. Kompania, następnie Kompania Landszturmu i 9. i 12. Kompania. W rezerwie we wsi Łyse stał cały II. Batalion.
Prawym skrzydłem dowodził Hauptmann Kropp, a lewym Hauptmann Benda. Do 2:00 w nocy na linii frontu było spokojnie. Nie było żadnych oznak zbliżającego się ataku.

Widok ze wzgórza 131 w kierunku stanowisk Rosjan


Około 2:30 wybuchła strzelanina. Rozbrzmiał rosyjski okrzyk: Hurra. Rosjanie w ciemnościach nadeszli od strony wsi Kuzie, cicho przeszli przez zapory (zasieki i kozły hiszpańskie) i wdarli się do okopów 2. Kompanii.
Doszło do walk wręcz, spora część 2. Kompanii dostała się do niewoli.
I. Batalion zgłasza telefonicznie atak do wsi Łyse, ale zaraz potem połączenie zostało przerwane.
Rosjanie w tym czasie zdobywają wzgórze 131 oraz karabiny maszynowe i działa.
Hauptmann Benda melduje przez telefon do sztabu, że wysyła 9. Kompanię pod dowództwem Leutnant’a Feld’a na pomoc 2. Kompanii oraz Leutnant’a Leutheuser’a z 12. Kompanią na pomoc 4. Kompanii, która również znalazła się w opałach.
Ponadto nakazał, by dwa plutony 10. Kompanii zmieniły pozycje obronne i ustawiły się pod kątem prostym do pozostały oddziałów, by uniemożliwić atakującym Rosjanom wyjście na tyły okopów 10. Kompanii.
W międzyczasie Rosjanie utknęli na wzgórzu i w lesie, odbito stanowisko karabinu maszynowego, dwa działa i część naszych wziętych do niewoli.
W ataku ginie Leutnant Feld.
W ciemności nocy panuje spore zamieszanie. Wokół leżą martwi i ranni, a walki i ogień z karabinów prowadzone są na krótki dystans. Wszędzie rozbrzmiewa demoniczny hałas.
Łyse zaalarmowane wiadomością telefoniczną z I. Batalionu stawia na nogi rezerwowe oddziały. W środku nocy, w ciemnościach, trwa długo, zanim oddziały były gotowe.
II. Batalion pod dowództwem Hautmann’a Bork’a pomaszerował w kierunku toczących się walk. Z przodu 7. i 8. Kompania, 5. Kompania jako rezerwa, a 6. Kompania osłania Batalion na flance. Z braku rozeznania sytuacji, początkowo nie pozostawało nic innego, jak przybywającymi oddziałami wzmocnić pozycje obrony 9. i 12. Kompanii i zapobiec dalszym sukcesom Rosjan.
W tym samym czasie zaalarmowano kolejny Batalion, którym dowodził Hautmann Götting. Był to świeży Ersatz-Batalion, który przybył do 251. Regimentu popołudniu jako uzupełnienia strat, a w jego skład wschodziły 32., 94., 71., 82. Kompanie. Byli to bez wyjątku niedoświadczeni rekruci z nielicznymi podoficerami.
Szybko przydzielono więc tam na dowódców kompani i plutonów adiutantów batalionowych oraz podoficerów z taborów, a ci zaczęli gromadzić rozproszonych ludzi, wywołując ich po numerach jednostek, jakie obowiązywały w Ersatz Batalionie, by przegrupować oddziały.
Batalion ten miał interweniować tylko wtedy, gdyby wieś Łyse znalazła się w niebezpieczeństwie. Jednak gdy dowódca Regimentu, major Dix, usłyszał że wysłany już II. Batalion dotarł w rejon walk zbyt późno i tylko wzmacniał niezdobyte do tej pory przez Rosjan pozycje, pchnął Ersatz-Batalion na przedpole wsi Łyse.
94. Kompania, pod dowództwem Leutnant’a Koch’a, znalazła się z przodu po prawej stronie, na lewym skrzydle 32. Kompania pod dowództwem Leutnant’a Poelmann’a, za nimi 82. i 71. Kompania.
Przed nimi było niewielkie wzgórze. Gdy je przekroczyli 200 m dalej zostali niespodziewanie ostrzelani silnym ogniem karabinowym. Rosjaninie kryli się za fałdą terenu oddaloną ledwo 20-30 m. Leutnant Funke został ranny. Po krótkiej wymianie ognia Hauptman zdecydował się na szturm.
Przedarto się przez stanowiska Rosjan i oddziały dotarły do drogi Lipniki-Kuzie. Poszczególne oddziały brały jeszcze udział w szturmach na rosyjskie okopy, ale ta jednostka była za słaba i niedoświadczona i z tego powodu nie osiągała większych sukcesów.
Nie mieli na wyposażeniu granatów ręcznych i innego sprzętu. Przy sporych stratach musieli często opuszczać zdobyte pozycje. Jednak niedoświadczone plutony z niezwykłym zapałem podążały za podoficerami znanymi im z czasów transportu na front.
W szczególności wzorowe, odważne zachowanie okazywał Hauptmann Götting. Wielokrotnie podrywał jednostkę do przodu. Kiedy zabrakło oficerów, rekruci byli zagubieni i nie wiedzieli co robić. Reszta jednostki zajęła nasze okopy po 3. Kompanii, tak że ich lewe skrzydło znajdowało się nieco poniżej wzgórza 131, czyli blisko okopów prawie rozbitej 2. Kompanii. Samego wzgórza nie zdobyli. Gdy padł Leutnant Poelmann, nie miał kto poprowadzić 32. Kompanii do ataku.
W międzyczasie Hauptman Bork na swoim odcinku walk posiadał uporządkowany i zgrany oddział II. Batalionu, w czym skutecznie pomagał mu Vizefeldwebel Engelhardt. Miał pod rozkazami głównie chłopaków z 8. Kompanii 251. Regimentu, czyli jednostkę, którą ze sobą przyprowadził w strefę walk.
Z blaskiem dnia, łatwiej można było już rozpoznać Rosjan.
"Gnieździli się głowa przy głowie w okopach, strzelali sporadycznie i najwyraźniej byli zdezorientowani sytuacją. Później okazało się, że przed naszymi pozycjami nie było żadnego podoficera i nie miał kto prowadzić ataku na nas ze wzgórza".
„Zaatakowaliśmy z lasu na prawe skrzydło Rosjan prowadzeni piekielnym krzykiem do natarcia. W mgnieniu oka byliśmy w okopie zajętym przez wroga i czyściliśmy go z jednego końca ku drugiemu. Rosjanie nie mogli strzelać na boki i padali, głównie od naszych bagnetów. Byli spychani w lewo do dalszych okopów i bezradni jak stado owiec dostawali się pod ogień karabinu maszynowego, którym dowodził Leutnant Raddünz. W tym samym czasie, reszta 8. Kompanii wspierana przez inne oddziały, szturmowała na działa, gdzie również doszło do zaciętych walk na bagnety".
Tam właśnie, wspomniany już Vizefeldwebel Engelhardt pierwszy dotarł do dział, po rozgromieniu Rosjan ustawił przewrócone przez wroga działa 57. Rezerwowego Regimentu Artylerii Polowej i ostrzeliwał z nich uciekających Rosjan, korzystając z amunicji, które przy nich znalazł. (Dlatego też został przestawiony jako kandydat do odznaczenia Krzyżem Żelaznym I. Klasy).
"Po tym, jak odzyskaliśmy nasze utracone stanowiska, Rosjanie wycofując się zahaczyli o zabudowania przy drodze na Lipniki, zajmując je na chwilę, a później uciekali dalej do swojego lasu ponosząc przy tym ogromne straty.”
O świcie wzgórze ponownie było w naszych rękach.
W międzyczasie dowódca Dywizji skierował oddziały 249. Regimentu do wsi Łyse. Następnie mieli ominąć nasze lewe skrzydło i uderzyć na Serafin i Dawię. 251. Regiment miał w razie czego wspierać ich natarcie.

Okopy na pierwszej linii frontu. Widok na bagno Serafin.
Zdjęcie wykonał Leutnant rezerwy Bonne.

249. Regiment dotarł do wsi Łyse o godzinie 9:00 i dopiero w południe pierwsze szeregi strzelców wyszły z lasów.
10. Kompania (251.R.I.R) dołączyła do natarcia.
11. Kompania również ruszyła do przodu, ale dotarli tylko do "Kusselfeld"około 100 m przed okopami, gdzie dostali się pod silny ogień nieprzyjaciela i zalegli.
249. Regiment i nasza 10. Kompania 251. dotarli do Serafina, a następnie skręcili w prawo i uderzyli na Rosjan w lasie. Na rozkaz dowództwa wieczorem atak przerwano i cofnięto oddziały.
Noc z 17 na 18 marca była spokojna, podobnie jak poranek 18 marca. Rosjanie nie odważyli się jeszcze wrócić na swoje pozycje. 18 marca, patrol którym dowodził Leutnant Meh ustalił, że las do aż do wsi Dawia był wolny od wroga. Popołudniu III. Batalion został zluzowany i odesłany na kwatery do wsi Łyse.
Stanowisko dowodzenia 75. Dywizji w trakcie walk o wzgórze 131 w dniu 17 marca 1915.
Znajdowało się ono w poblizu starego kościoła we wsi Łyse.
Zdjęcie wykonał:
fotograf leutnant rezerwy Baron Freiherr von Palombini z 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty,
marzec 1915

To były ciężkie dni dla Regimentu.
Sam tylko I. Batalion ubolewał nad stratą 59 zabitych, 84 rannych i 159 zaginionych.
Padli Leutnanci: Feld, Hoffmann, Pabst oraz Offiziersstellvertreter: Braune, Zülch.
Ranni: Leutnant Funke, Hauptmann Kropp.
Haupmann Bork otrzymał Krzyż Żelazny I. Klasy
Dwie kompanie musiano połączyć w jedną, by mieć sprawną jednostkę bojową. Batalion otrzymał rozkaz oczyszczenia pola bitwy. To była makabryczna praca, w trakcie której dało się zauważyć, jak ogromne były straty wśród żołnierzy rosyjskich.
Odbudowa i rozbudowa stanowisk obronnych ruszyła teraz z pełną energią. Odstawione przez Rosjan zapory, kozły hiszpańskie, ponownie zostały ustawione na swoich miejscach.
Zbudowano też nowe zapory na podejściach na wzgórze 131. Przebudowano niektóre z okopów, które nie spełniły swoich zadań, tak by w nocy miały lepsze pole ostrzału. Sporą trudność stanowiło zaopatrzenie w materiały. Tutaj pojawiło się nowe pole działania dla niestrudzonego Hautpmanna Mahrholz’a.
Zbudował on magazyn materiałów budowlanych za wzgórzem i zorganizował nową ekipę pionierów złożoną z wykwalifikowanych rzemieślników i łebskich podoficerów. A materiały ściągane były z bazy pod wsią Wejdo. Dzięki czemu ogarnięto budowę schronów i inne potrzeby.
Magazyny prowiantu pod wsią Wejdo.
Zdjęcie wykonał:
fotograf leutnant rezerwy Baron Freiherr von Palombini z 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty,
kwiecień 1915.

Najważniejsze jednak było właściwe pokierowanie ludźmi, by prace przebiegały sprawnie i by uniknąć zbędnych, nieefektywnych robót.
Rosjanie również zaczęli rozbudowę swoich pozycji i obie strony były zadowolone, że jedna nie przeszkadza drugiej.
Droga we wsi Dęby, tonąca w wiosennym błocie.
Zdjęcie wykonał:
fotograf leutnant rezerwy Baron Freiherr von Palombini z 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty,
marzec 1915

Zima odeszła, ziemia odtajała z lodu. Odwilż od samego początku wymusiła zwrócenie szczególnej uwagi obudowę okopów.
Trzeba było umocnić ściany okopów i wykonać instalacje drenażowe by usuwać zalegającą w nich wodę.
Było wystarczająco dużo drewna. Nasi piechurzy nauczyli się posługiwać siekierami i piłami, nauczyli się pleść faszynę jak najlepsi pionierzy.
Dzięki regularnym zmianom jednostek na pozycjach, lepszym warunkom pogodowym i żywnościowym, stan zdrowia żołnierzy szybko się poprawił.
26 marca, Regimenty 249. i 250. zaatakowały rosyjskie pozycje na południowy wschód od wsi Lipniki i wyparły z nich Rosjan.
Aby wesprzeć ten atak, w nocy wysłano aktywne patrole, a rano 26 marca miał miejsce pozorowany atak na lewym skrzydle Regimentu. Akcję poprowadził Offiziersstellvertreter Engelhardt z dwoma plutonami z 6. Kompanii.
W nocy z 27 na 28 marca Rosjanie próbowali zaatakować przy drodze Serafin-Łyse, ale zostali odparci.
Później nadeszły już spokojne dni na froncie.
Droga tonąca w bagnie pod wsią Zalas.
Zdjęcie wykonał: podoficer Frommert. z 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty, marzec 1915

Notatki z kronik 250. Rezerwowego Regimentu Piechoty.

Wsparcie dla sąsiedniej dywizji.

Wach

W nocy 15 marca Regiment zostaje wycofany z pozycji pod Lipnikami, zostawiając tam tylko III. Batalion i maszeruje wesprzeć 37. Dywizję Piechoty, która była zaangażowana w zażarte walki we wsi Wach.
251. Regiment przejmuje pozycje na wzgórzu 131, podczas gdy III. Batalion 250. Regimentu pozostaje na swoich pozycjach (między wzgórzem 131 a wsią Lipniki), ale zostaje podporządkowany Brygadzie Kawalerii von Kaufmann’a.
16 marca wczesnym rankiem, część oddziałów I. Batalionu (250. R.I.R) zostaje wysłana jako wsparcie do 151. Regimentu Piechoty (37. Dywizja), który stracił część okopów po rosyjskim ataku (Wach), by razem z II. Batalionem z siostrzanego 249. Rezerwowego Regimentu wykonać kontratak i odzyskać stracone pozycje.
Mimo nawały artyleryjskiej na pozycje Rosjan, nie udało się pokonać wroga, który w międzyczasie mocno ufortyfikował się w zdobytych okopach.
Wielokrotnie ponawiane ataki załamywały się pod ostrzałem rosyjskich karabinów maszynowych, tak że 37. Dywizja zdecydowała się na okopanie się i przygotowanie nowej linii obrony na posiadanych obecnie pozycjach 151. Regimentu.
W międzyczasie, sztab 250. Regimentu z II. Batalionem zostaje przeniesiony do wsi Zalesie, a kompanie II. Batalionu pełnią zadanie rezerwy linii frontu.
17 marca stan organizacyjny pozostaje bez zmian.
18 marca 250. Regiment bez I. Batalionu, wraca pod rozkazy własnej 75. Dywizji Rezerwowej. Sztab i II. Batalion przenoszą się do wsi Cięćk.
I. Batalion pozostał jeszcze 19 marca pod zwierzchnictwem 37. Dywizji i wraz z 151. Regimentem brał udział w kolejnych nieudanych próbach odzyskania utraconych pozycji. Popołudniu został zluzowany na froncie i przeniesiony na kwatery do wsi Zalesie.
20 marca I. Batalion wraz 8. Kompanią, która nie wróciła wcześniej z II. Batalionem, powracają pod dowództwo swojego Regimentu i przenoszą się do wsi Tyczek i Tyczek-Nosek.
Straty 250. Regimentu w walkach pod Wachem wyniosły 31 zabitych i 84 rannych, w tym ranni Leutnanci Rheinheimer, Mackert i Schellhammer. 2. Kompania poniosła największą daninę krwi w daremnych próbach odzyskania utraconych pozycji 151. Regimentu.

Wzgórze 131

Tymczasem 17 marca w nocy nieprzyjaciel ponownie zaatakował wzgórze 131 obsadzone przez 251. Regiment i zdobył większą jego część.
Rezerwy 251. Regimentu i kompanie z 249. Regimentu ruszyły do kontrataku i odbiły wzgórze. Niestety, gdy Rosjanie byli na wzgórzu, stracono jeden z naszych karabinów maszynowych (stanowisko KM zostawione na wzgórzu przez 250. Regiment), a Leutnant Riek zginął na stanowisku dzielnie broniąc go do końca. Także 55. Regiment Artylerii Polowej utracił okopane dwa działa.
Aby zapobiec dalszym atakom Rosjan na wzgórze, następnego dnia Dywizja użyła 249. Regiment, aby zaatakować Dawię i Serafin. Natarcie było odważne, rozgromiono Rosjan, przyprowadzając 750 jeńców. 249. Regiment po tych walkach został przeniesiony z powrotem do wsi Lipniki, a na wzgórze 131 powrócił 251. Regiment.
21 marca wieczorem III. Batalion (250.R.I.R), który przez ostatnie dni cały czas obsadzał pozycje między wzgórzem a wsią Lipniki, zostaje zluzowany przez oddziały 249. Regimentu i przenosi się na kwatery do wsi Niedźwiedź, a 23 zostaje ponownie scalony z macierzystym 250. Regimentem we wsi Tyczek.
Zaplanowane w tym rejonie dni odpoczynku i szkoleń dla Regimentu, zostają niestety przerwane jeszcze tego samego dnia.
Pozostawiając dopiero co przybyły do wsi Tyczek III. Batalion, Regiment wraca do wsi Lipniki, aby przejąć pozycje na froncie obsadzane przez Brygadę Kawalerii von Kaufmanna.
II. Batalion przejął pozycje od wsi Tartak do drogi Lipniki-Szafranki, a I. Batalion od drogi do wzgórza 148 i całe wzgórze (znajduje się na południe od wsi Lipniki).
W dniu 24 marca ściągnięto jeszcze dwie kompanie z III. Batalionu i rozdzielono po jednej do I. i II. Batalionu jako rezerwę frontu.
Sztab 250. Regimentu przeniósł się na plebanię w Lipnikach, skąd rozprowadzono linie telefoniczne na wszystkie stanowiska obsadzone przez oddziały Regimentu.
Dni mijały bez większych starć z wrogiem. Jednak w nocy 26 marca chata dowódcy 8. Kompanii w Tartaku została bezpośrednio trafiona szrapnelami i zapaliła się. Spłonął w niej Kompagniefeldwebel 8. Kompanii.
Tej samej nocy, II. Batalion bez trudu odparł rosyjski atak skierowany na prawe skrzydło pozycji w Tartaku.Oko
Okopy we wsi Tartak.
Zdjęcie wykonał: leutnant rezerwy Bonne z 75 Rezerwowej Dywizji Piechoty, marzec 1915

Ataki i kontrataki.
26 marca dowódca dywizji rozkazuje zdobyć rosyjskie pozycje między Lipnikami a wzgórzem 131.
Już od wczesnego ranka do wykonania zadania był przygotowany 249. Regiment.
Jako wsparcie ściągnięto w nocy ze wsi Tyczek pozostałe oddziały III. Batalionu (250. R.I.R). Również I. Batalion, do którego przydzielono 12. Kompanię, był gotowy do interwencji ma prawym skrzydle atakującego 249. Regimentu.
W razie powodzenia natarcia 249. Regimentu, nasz Regiment też miał uderzyć na Rosjan.
249. Regiment z łatwością zdobył przednie pozycje wroga, jednak tuż przed południem dotarli do mocniej umocnionych stanowisk Rosjan i natrafili na zażarty opór.
I. Batalion przyłączył się do ataku i ustawił się 600 m za oddziałami prawego skrzydła 249. Regimentu.
Wtedy jednak atak 249. Regimentu utknął, a nie mogąc przełamać oporu wroga, również nasz I. Batalion nawiązał kontakt z nieprzyjacielem i był pod ciągłym silnym ostrzałem z lewej flanki.
W rezultacie I. Batalionowi (250.R.I.R) wydano po południu rozkaz okopania się i utrzymania osiągniętych pozycji. Po zapadnięciu zmroku, 249. Regiment kontynuował natarcie, ale zostaje odrzucony kontratakiem nieprzyjaciela. Wtedy to i I. Batalion musiał wrócić przed świtem na pozycje wyjściowe, ponieważ po odparciu 249. Regimentu miał odsłoniętą lewą flankę.
W międzyczasie 10. i 11. Kompania III. Batalionu (250. R.I.R) została umieszczona w wyrwie jaka powstała między oddziałami 249. Regimentu. W nocy, 11. Kompanię pchnięto na ratunek lewemu skrzydłu 249. Regimentu, ponieważ groziło tam okrążenie naszych oddziałów. Niedługo później przerzucono tam jeszcze 9. Kompanię. O 2:00 w nocy kompanie te odparły silny atak wroga. Po tym ataku nakazano oddziałom III. Batalionu odwrót do wsi Lipniki.
Okopy we wsi Tartak.

28 marca o 2:00 w nocy, Rosjanie wyprowadzają silny atak na II. Batalion we wsi Tartak.
Atak, poprowadzono w kilku kolumnach szturmowych, załamał się jednak w ogniu piechoty. Rosjanie zostawili na naszych pozycjach ponad 200 zabitych i rannych.
Atakowano głównie pozycje 7. Kompanii, która miała stanowiska przy drodze skręcającej w tym miejscu na północny zachód.
Tam Rosjanie zbliżyli się na 10 metrów do naszych okopów. Przełamali się również przez zasieki z drutu kolczastego na pozycjach 6. Kompanii i prawie wdarli do okopów. Pozycja jednak została utrzymana.
Wzięto 21 jeńców.
Straty Regimentu w tych dniach wyniosły 26 zabitych i 97 rannych.
Pozycje Rosjan i III. Batalionu 250. Regimentu pod wsią Tartak.

Notatki z kronik 249. Rezerwowego Regimentu Piechoty.

249. Regiment najpóźniej dotarł w rejon gminy Łyse, czyli rejon działania swojej Dywizji.
I. Batalion 13 marca maszerując przez Kolno dotarł do wsi Kozioł, 14 marca do wsi Tyczek, 15 marca przez Dęby do wsi Wykrot, a 16 marca zajął stanowiska we wsi Wach, w której wkrótce brał udział w obronie wsi przed atakami nieprzyjaciela.
II. Batalion maszerował przez wsie Kubra i Barzykowo, a III. Batalionem przez Konopki i Koziki, by 18 marca dotrzeć do wsi Tyczek.
W dniu 18 marca dowódca 249. Regimentu major Laue odznaczony został Krzyżem Żelaznym Kl. I. Była to nagroda i ocena dotychczasowych osiągnięć Regimentu.
17 marca Regiment (bez I. Batalionu który znajdował się wtedy we wsi Wach pod rozkazami 37. Dywizji Piechoty i wspierał w walce 151 Regiment Piechoty), zostaje w trybie alarmowym przerzucony ze wsi Dęby w kierunku Serafina.
W rejonie tym siostrzane Regimenty 250. i 251. wraz z Brygadą Kawalerii von Kaufmanna walczyły od początku marca na wschód od wsi Lipniki o ważne strategicznie wzgórze 131.
Aby zapobiec dalszym atakom Rosjan na wzgórze, II. Batalion 249. Rezerwowego Regimentu Piechoty otrzymuje rozkaz ataku na wieś Serafin, a III. Batalion na wieś Dawia oraz wzgórze 131, które w tym dniu ponownie częściowo znajdowało się w rękach wroga. Atak 17 marca miał przebiegać na ponad 2 kilometrowym odsłoniętym odcinku terenu.
Obie wioski zostały zdobyte szturmem, a wzgórze 131 z pomocą rezerw 251 Regimentu oczyszczone z sił wroga. Oprócz karabinu maszynowego zdobytego przez starszego szeregowca Stelzer'a, w ręce Regimentu wpadło ponad 700 jeńców.
18 i 19 marca I. Batalion broni wieś Wach przed atakami Rosjan. Pozostałe dwa Bataliony 18 marca udają się do wsi Lipniki na odpoczynek.
19 marca. III. Batalion daje zmianę zmęczonym oddziałom 251. Regimentu na wzgórzu 131, a II. Batalion 21 marca zastępuje III. Batalion 250. Regimentu na pozycjach między Lipnikami a wzgórzem 131.
Między 20 a 21 marca do wsi Lipniki zostaje ściągnięty z Wachu I. Batalion, a już 22 marca daje on zmianę na pozycjach III. Batalionu na wzgórzu 131.
Kolejne, nieco spokojniejsze dni wykorzystano na rozbudowę umocnień. Naczelne dowództwo nie planowało większych operacji w najbliższym czasie i zakładało, że strona rosyjska też będzie unikać większych walk.
Jednak przed tym okresem „wojny pozycyjnej” 75. Dywizja musiała zdobyć lepsze pozycje, czyli zdobyć las na południowy wschód od wsi Lipniki. Operacja miała być przeprowadzona 26 marca przez II. i III. Batalion 249. Regimentu, przy wsparciu 250. i 251. Regimentów.
Atak przyniósł częściowy sukces, dalsze postępy jednak niosły ryzyko dużych strat w ludziach, szczególnie że dwa dominujące na linii ataku wniesienia skutecznie odpierały ataki i wydawały się nie do zdobycia obecnymi siłami.
Rosjanie zażarcie próbują odbić stracone decyzje, dlatego też dowódca Dywizji wydaje rozkaz nocnego wycofania się oddziałów na pozycje wyjściowe. Z powodu nocnych walk i niesprzyjających okoliczności rozkazy o odwrocie nie dotarły do wszystkich oddziałów III. Batalionu 249. Regimentu.
Dopiero 27 marca w świetle dnia oddziały te zauważyły, że inne jednostki wycofały się w nocy, a Rosjanie obsadzili wszystkie strategiczne obszary. Wycofanie się w tej sytuacji przez płaski otwarty teren ostrzeliwany przez karabiny maszynowe i strzelców był niemożliwy.
Podczas jednej z prób odwrotu zginął dowódca 10. Kompanii, Oberleutnant Kircher, a kilku innych oficerów i żołnierzy całymi godzinami przebijało się do Regimentu, by ujść życiem.
Około 250 ludzi pod dowództwem Hauptmanna Fitzera nie chcąc zginąć bezsensownie w trakcie odwrotu, utrzymało swoje pozycje w ciągu dnia (27 marca), odpierając ataki Rosjan i wróciła na pozycje wyjściowe dopiero w nocy.
Rosjanie najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy jak słaby był to oddział. Gdyby tak było otoczyliby ich pozycję i wzięli do niewoli znajdujących się tam żołnierzy.
Ataki Rosjan były słabe i mimo braku amunicji poradzono sobie z nimi.
W międzyczasie, między Regimentem a odciętymi oddziałami III. Batalionu doszło do porozumienia. Po zapadnięciu zmroku oddziały wycofają się pod osłoną ognia zaporowego własnej artylerii, która pod dowództwem Majora Laue podkradła się 100 m bliżej pozycji odciętego oddziału. Z powodu ostrzału artyleryjskiego, który rozpoczął się zaraz po zmroku, Rosjanie prawdopodobnie podejrzewali rozpoczęcie kolejnego natarcia. 250 okrążonych wycofało się bez strat, zabierając ze sobą rannych. Zostawili jednak zabitych, których nie dało się już sprowadzić i pochować na terenach zajmowanych przez Regiment.
W hołdzie dla oddziału za jego odważne i umiejętne zachowanie oraz uchronienie się przed niewolą, Hauptmann Fitzer, dowódca oddziału, 5 kwietnia 1915 roku został odznaczony Krzyżem Żelaznym I. Klasy. Leutnanci Kamann z 249. Rezerwowego Regimentu Piechoty oraz Bilfinger z 55. Rezerwowego Regimentu Artylerii Polowej otrzymali Krzyż Żelazny II. Klasy za wybitny udział w walkach 26 i 27 marca.
Wsparcie artylerii pod wsią Dawia.

Na koniec fragment z kronik 55. Rezerwowego Regimentu Artylerii Polowej

Kilka dni później, 17 marca, 5. Bateria ponownie znalazła się w ogniu walk podczas niespodziewanego ataku wroga. Naoczny świadek tych wydarzeń, Vizemachtmeister rezerwy Hofmann z 5. Baterii, o próbie przełamania obrony przez Rosjan napisał (Dziennik wojenny II. Dywizjonu Artylerii, 17 marca 1915 r.):
"Wieczorem otrzymaliśmy rozkaz zmiany pozycji, co miało nastąpić tej samej nocy. Nasze cztery działa stały w okopach, które biegły wzdłuż skraju lasu w Polsce, gdzie często były z powodzeniem używane na pierwszej linii przeciw atakom wroga. W ciągu najbliższych godzin dwa działa najbardziej wysunięte do przodu miały zostać wymienione i przeniesione w inne miejsce.
W momencie zmiany warty, nocną ciszę rozdarł przejmujący ryk nacierających Rosjan.
Pełne zaskoczenie! Piechota przeszła i czyściła okopy, nasze dwa działa z przodu znalazły się 150 m za miejscem włamania się wroga.
Rosjanie otworzyli gwałtowny ogień piechoty i karabinów maszynowych w kierunku naszych pozostałych pozycji. Rozszczepione drzewa w tym miejscu do dziś informują o tym, jak gwałtowny był ogień. Leutnant Stromeyer pozostał przy stanowisku ze swoim plutonem, a strzelcy chronili działa dopóki starczało im naboi. Kolumny nacierających Rosjan były koszone, padały szereg po szeregu w wyniku straszliwego efektu pocisków z dział.
Wkrótce jednak Rosjanie popchnęli swój atak w prawo i w lewo, tak więc dzielnej załodze dział groziło okrążenie, gdyż piechota ulegając presji, wycofywała się coraz bardziej.
Załoga jednego z dział, bezbronna z powodu wyczerpania się amunicji postanowiła się wycofać. Ich odwrót osłaniał Leutnant Stromeyer, dopóki sam nie został raniony bagnetem. Dzielny artylerzysta Borgstedt padł martwy przy lawecie, inny został ranny. W końcu jednak mały oddział zdołał się wycofać na stanowisko drugiego działa naszej baterii stojącego trochę dalej od atakujących Rosjan.
Piechota przegrupowała się i zgromadziła wokół tego działa, ponieważ teren stanowił tu naturalne stanowisko obronne. Dowódca baterii, Leutnant von Linsingen, któremu zależało, by sprowadzić zagrożone działa z powrotem do jednostki, przyjechał tam w galopie, a za nim nadciągnęły rezerwy piechoty. W tym czasie Rosjanie przygotowywali się do przeprowadzenia ataku na drugą pozycję.
Dobrze rozlokowana osłona ze strzelców przed jednym z dwóch pozostałych dział odrzuciła pierwsze rzędy nacierających wrogów, które zbliżyły się do stanowisk artylerzystów. I wtedy wyszedł kontratak z naszej strony, a Rosjanie zostali odparci po 2,5-godzinnych starciach z naprzemiennym powodzeniem.
Niestety, udało im się zdobyć nasze dwa działa porzucone na przednich pozycjach, ale nie znaleźli do nich amunicji. W okolicach wzgórza 131 rozgorzała ostatnia potyczka tych walk. Leutnant Lingens z naszej baterii miał tam dobrą pozycję ze swoim plutonem karabinów maszynowych i spisał się doskonale. Tuż przed nim były ocalałe cztery działa innej baterii nadal zakopane na piaszczystym wzgórzu po lewej stronie od naszych dwóch dział, które Rosjanie zdobyli, ale nie odciągnęli na własne pozycje a jedynie uszkodzili. Leutnant von Linsingen popędził naprzód razem z atakującą naszą piechotą, naprawił uszkodzenie jednego z dział przy pomocy ślusarza Baterii Bechtold'a i otworzył z niego gwałtowny ogień do nawracających Rosjan.
Rosjanie zostawili po sobie kilkuset zabitych. Zalegali oni przed i na naszych pozycjach. Nasze straty w porównaniu do strat rosyjskich wydawał się małe.
Leutnant von Linsingen za swoje odważne działanie otrzymał Krzyż żelazny I. Klasy, Leutnanci Lindgens i Stromeyer II. Klasy, a ślusarz naszej Baterii Bechtold z Knielingen koło Karlsruhe został awansowany bezpośrednio na podoficera".
Poza poległym kanonierem Borgstedt'em, Hamburczykiem, Bateria straciła w tym dniu ciężko rannych: Leutnant Otto Stromeyer z Konstanz, Unteroffizier Eugen Knödel z Königsbach oraz kanonierzy Strauch i Hübner.
Leutnant Stromeyer z 5. Baterii opisuje wydarzenia dziejące się od rana 17 marca w następujący sposób:
"Po tym jak von Linsingen wielokrotnie zwracał uwagę dywizji na to, że stanowisko 5. Baterii, ustanowione przez wyższe dowództwo, nie nadaje się najlepiej dla artylerii, jego zastępca (v. Linsingen został ranny w policzek podczas pierwszych walk Baterii o wzgórze 8 marca i kurował się na kwaterach Regimentu), Leutnant Stromeyer, wieczorem 16 marca dostał w końcu rozkaz z dywizji, by przestawić działa na nowe stanowiska.
W nocy bateria powinna przenieść się jak najciszej, ale wyszło inaczej niż planowano.
O 4.00 nad ranem, działa zostały z wielkim wysiłkiem przeciągnięte na drogę, która prowadziła przez las.
Kanonierzy zalegli na ziemi, by odpocząć i zaczekać na przybycie ekip z Dywizjonu o świcie. Wtedy rozbrzmiał okrzyk ruszających do natarcia Rosjan. Krzyk zabrzmiał i wlał się w 200-metrową przestrzeń między dwiema pozycjami wrogich stron. Nasza piechota natychmiast wycofała się, ale część oddziałów osłony zostawiono przy wyprowadzonych działach, które szybko rozstawiono i otworzono z nich ogień. Wkrótce jednak usłyszeliśmy rosyjskie okrzyki po bokach, znak, że nasza piechota niestety została odparta.
Leutnant Stromeyer nie mógł zostawić dział. Wierzył również, że piechota przetrwa tak długo, jak starczy jej amunicji.
Kanonierzy i podoficerowie w krótkich odstępach czasu zostali ranni, a gdy ostatni na nogach Leutnant Stromeyer oddał ostatni strzał, Rosjanie przewrócili działa, a pięciu żołnierzy rzuciło się w kierunku Leutnanta Stromeyer'a z wysuniętymi bagnetami. Leutnant Stromeyer został wkrótce powalony na ziemię pchnięciem bagnetu i dwoma ciosami kolby. Stracił świadomość.
Leutnant von Linsingen, który miał sprowadzić zespoły do przemieszczenia dział, znalazł się wśród wycofującej się piechoty. Udało mu się przekonać około 15 piechurów, aby zawrócili w celu uratowania pozostawionych dział. Po dwóch godzinach niezwykle odważnych działań, udało mu się dotrzeć aż do dział na przedniej pozycji i sprowadzić działa oraz Leutnant'a Stromeyer'a i ciężko rannego podoficera Knödel'a, leżących między nimi.”
Rosyjscy jeńcy wynoszą z pola bitwy rannego żołnierza niemieckiego.
Zdjęcie wykonał: major von Freydorf. 17 marca 1915.


Stanowisko dowodzenia Regimentu pod wsią Łyse.
Zdjęcie wykonał: Leutnant von Chaulin. Marzec 1915

niedziela, 1 września 2019

Mała wojna, część 4: Prastary Las

Po dłuższej przerwie wracam z notatkami o działaniach wojennych w 1915 roku w rejonie Łyse - Lipniki

Notatki z kronik 250. Rezerwowego Regimentu Piechoty.

Lipniki i Tartak.
2 marca Regiment przez Łubiane dotarł do wsi Czernice koło Kolna.
Po ostatnich dniach, w których pogoda była cieplejsza, wróciły mrozy i zawieje śnieżne. Marsz był trudny, a drogi mocno obciążone przez różne wojska.
Tegoż dnia w Regimencie z wyniku strat bojowych i chorób było tylko 44 oficerów i 1991 podoficerów i szeregowych.
75. Rezerwowa Dywizja Piechoty dalej była w rezerwie 8. Armii, gdy nadeszły wieści o Rosjanach nacierających na prawym skrzydle armii, w rejonie Serafina.
3 marca skierowano tam 250. Regiment.
Do wsi Pupkowizna 250. Regiment dotarł wieczorem 3 marca. Po drodze obyło się bez kontaktu z nieprzyjacielem. Obsadzano placówki alarmowe, reszta żołnierzy spoczęła na kwaterach. Wróg w tym czasie zaatakował oddziały Brygady Kawalerii von Kaufmann'a, której pozycje znajdowały się na wschód od placówek 250. Regimentu.

Przemarsz 250. Regimentu przez wieś Pupkowizna



4 marca o godzinie 6:30 rano Regiment wzmocniony oddziałem kawalerii i 2. Dywizjonem 55. Regimentu Artylerii Polowej, maszeruje przez wieś Łyse na Lipniki. Tuż po przejściu przez Łyse nadchodzi informacja, że nieprzyjaciel wyparł ze wsi Lipniki oddziały Brygady Kawalerii Kaufmanna, o wieś Lipniki w tym czasie walczył kombinowany Jägerbatalion. (patrz „Mała wojna” część I)
Regiment przegrupował oddziały do ataku. I Batalion miał atakować na wschód od drogi, a II. Batalion na zachód od drogi. Około południa wieś Lipniki została zdobyta przy raczej niewielkich stratach.

Widok z lasu na wieś Lipniki, z tego miejsca wyprowadzono atak na wieś 4.3.1915 r. Autor zdjęcia: Leutnant rezerwy Bonne, marzec 1915




Lipniki: Plebania a w tle kościół. Autor zdjęcia: Leutnant rezerwy Völker



Wieś wita nas jednak widokiem licznych ciał poległych Niemców i Rosjan, co daje pełny obraz zaciętych walk poprzedniej nocy i wczesnym rankiem.
O 15:45 II. Batalion zostaje skierowany do ataku na wieś Tartak, trzy kilometry na południowy zachód od wsi Lipniki. Wieś ta była silnie obsadzona przez nieprzyjaciela. Batalion wpierały baterie 55. Regimentu Artylerii Polowej.
O 18:00 Tartak i otaczające wieś lasy były już posiadaniu Regimentu. Rosjanie zostawili wielu zabitych na polu bitwy, zdobyto jeńców. Nasze straty to: sześciu zabitych żołnierzy, jeden oficer i 36 rannych żołnierzy. Leutnant Grimm zmarł jednak wkrótce z wyniku poniesionych ciężkich ran.
II. Batalion okopał się na skraju wsi Tartak, a lewe skrzydło oparto aż o wzgórze 148 (na południe od wsi Lipniki).
III. Batalion z częścią oddziałów Brygady Kawalerii von Kaufmann'a, obsadził rejony leśne na wschód od wsi Lipniki, I. Batalion wieś Lipniki i przedpole, zajmując istniejące i kopiąc nowe okopy. Noc minęła bez kontrataków wroga.

Pozycje Niemieckie i Rosyjskie pod wsią Łyse. Bagna Serafin




Atak na Serafin
5 marca 1915, pozycje pod Lipnikami obsadzają strzelcy i kawaleria, zaś bataliony 250. Regimentu zostają skierowane do lasów na wschód do wsi, w celu wyprowadzenia ataku w kierunku Serafina zaplanowanego na godzinę 8:30.
I. Batalion zaatakował wzgórze 131, które o 10:40 po słabym oporze wroga zostało zdobyte. W tym samym czasie na lewo od 250. Regimentu do ataku na Serafin przystąpił 251. Regiment.
O 14:00 Regiment otrzymał rozkaz obejścia i zaatakowania pozycji wroga na lewym skrzydle, gdzie załamał się atak 251. Regimentu. Wroga zaatakowały I. i II. Batalion. Pozycje wroga zostały przełamane, a pozostałe oddziały nieprzyjaciela pospiesznie wycofały się z Serafina.
I. Batalion przebił się przez wieś, a II. Batalion zajął pozycje osłaniające na prawej flance, w lesie na południe od Serafina. Niestety, nadzieje, że Regiment poszerzy i utrzyma pozycje, nie spełniły się.
III. Batalion podczas akcji prowadzonej przez I. i II. Batalionu zabezpieczał prawą flankę Regimentu naprzeciwko wsi Dawia i przesunął się około 1 kilometra na południowy wschód od wzgórza 131, gdzie napotkał silnie obsadzone pozycje rosyjskie. Część z nich zdobył szturmem, ale później batalion musiał się wycofać, gdyż jego siła bojowa była zbyt mała do dalszych ataków, a otrzymano rozkaz utrzymania wcześniejszej linii obrony.
10. i 11. Kompania przyprowadziły jeńców. Wróg tego dnia już nie napierał. Oddziały 251. Regimentu pozostały na zdobytym terenie.
250. Regiment wycofano na kwatery do wsi Lipniki. Straty z udanego dnia walk to szesnastu zabitych oraz ranni: jeden oficer i 46 żołnierzy.
W dniu 6 marca, 75. Rezerwowa Dywizja postanowiła kontynuować atak na wschód, aby jak najgłębiej przeniknąć przez gęsty las pomiędzy Serafinem a Dawią do jego wschodniego krańca w pobliżu wsi Świnia (obecnie wieś Charubin) i Kuzie. Była to śmiała próba, ponieważ zwarty kompleks leśny miał długość od około 10 do 15 km.
251. Regiment atakował z Serafina na wieś Świnia, zaś 250. Regiment od wzgórza 131 przez Dawię na wieś Kuzie. Przy słabym oporze wroga 250. Regiment zdołał przejąć Dawię. Początek natarcia był bardzo pomyślny.
W międzyczasie jednak sąsiedni 251. Regiment zgubił się lesie, zboczył i przemieścił zbyt daleko na południe. Wróg wykorzystał sytuację i zaatakował z flanek, wypierając Regiment.
Na początku 250. Regiment powstrzymywał rosyjski kontratak. O 4:30 (16:30?) nadszedł jednak meldunek, że 251. Regiment nie będzie w stanie utrzymać swojej pozycji na południowy wschód od Serafina i musi wycofać się na wzgórze 131. Dzięki wsparciu 250. Regimentu, który miał zabezpieczoną i umocnioną pozycję we wsi Dawia, odwrót ten odbył się w sposób zorganizowany.
Na wzgórzu 131
W międzyczasie, w dywizji zapadła decyzja o rezygnacji z dalszego ataku. Jednostka miała zbyt słabe siły, by móc toczyć walki w gęstym, zwodniczym i nieujarzmionym, pradawnym lesie.
250. Regiment otrzymał zadanie utrzymania wzgórza 131, 251. Regiment, który tego dnia poniósł duże straty, dostał zadanie utrzymania północnej flanki od strony Serafina.
I. Batalion rozpoczął prace ziemne na wzgórzu 131, by zamienić je w umocnioną pozycję obronną.
II. i III. Batalion udały się na kwatery do wsi Lipniki, z tym że część oddziałów III. Batalionu wysłano jako wsparcie do Brygady Kawalerii von Kaufmann'a na wschód od wsi Lipniki.
7 marca 1915 Rosjanie zaatakowali pozycję 4. Kompanii na południe od wzgórza 131, ale zostali łatwo odparci. Nieprzyjaciel był blisko naszych pozycji. W lesie naprzeciwko, w okopach dało się zaobserwować, że umacnia swoje pozycje i podciąga świeże oddziały.
Teren był dość zagmatwany, gdzieniegdzie las wdzierał się na wzgórze 131, ale przed frontem obrony nie było prawie żadnych przeszkód. I. Batalion, który dopiero w nocy został zastąpiony przez II. Batalion, musiał liczyć się z atakiem rosyjskim, więc gorączkowo umacniał pozycje. Nękający ogień artylerii nieprzyjaciela ciągle zakłócał te prace.
III. Batalion umacniał się na pozycjach między wsią Lipniki a wzgórzem 131. Teren był nieco bardziej klarowny niż pod wzgórzem 131, a poza tym pozycje nieprzyjaciela były znacznie dalej od naszych.
Nocny atak Rosjan
8 marca 1915, o godzinie 4:00 rano, jeszcze w zupełnych ciemnościach, Rosjanie zaatakowali II. Batalion dużymi masami żołnierzy.
Niewystarczająco ustawione do tej pory przeszkody zostały pokonane, w wyniku czego wrogowi udało się wedrzeć do niektórych okopów.
Dowódca II. Batalionu, mjr Leo, spokojnie i roztropnie wykorzystał rezerwy batalionu oraz wsparcie z zaalarmowanego w tym czasie I. Batalionu, a mianowicie 2. Kompanii Leutnant'a Rheinheimer'a, ściągniętej ze wsi Lipniki do kontrataku na bagnety.
Udało się odrzucić wroga ze straconych przed chwilą pozycji, wzięto 300 jeńców i odzyskano dwa niemieckie działa oraz liczne karabiny maszynowe zdobyte przez wroga podczas nocnego ataku.
Ponadto wyzwolono sporo żołnierzy z II. Batalionu, którzy dostali się do niewoli.
Doskonała postawa Regimentu, który całkowicie odzyskał utracone pozycje własnymi siłami i przy ciężkich stratach wroga, znalazła szczególne uznanie w dowództwie korpusu, które przyznało Majorowi Leo Krzyż Żelazny I. Klasy.
Nasze straty to 27 zabitych, dwóch oficerów i 50 rannych żołnierzy, dwunastu zaginionych.
Wysłane popołudniu patrole meldowały że Rosjanie prawdopodobnie porzucili pomysł dalszego ataku i wycofali się na główne pozycje. Pole bitwy było usłane poległymi żołnierzami rosyjskimi.
Przez resztę dnia artyleria wroga ostrzeliwała wzgórze 131 oraz wieś Lipniki.
Wieczorem II. Batalion na wzgórzu 131 został zastąpiony przez I. Batalion przybyły ze wsi Lipniki. Żołnierze byli wyczerpani nocną walką, ciężkim ostrzałem wrogiej artylerii i przejmującym zimnem.
9 i 10 marca 1915 temperatura sięgała w granicach 8-10 stopni. Poza sporadycznym ostrzałem wrogiej artylerii, wróg nie wykazywał większej aktywności. I. i II. Batalion regularnie zmieniały się na pozycjach obronnych na wzgórzu 131, natomiast III. Batalion cały czas ma za zadanie utrzymać pozycje między wsią Lipniki a wzgórzem. Pozycje są stale umacniane.
14 marca dowództwo nad I. Batalionem objął major Florian. W wyniku ostatnich ciągłych walk, siła bojowa 250. Regimentu spadła do 42 oficerów, 1517 żołnierzy (czyli prawie połowy stanu podstawowego)


Dla przykładu stan podobnego 254. Regimentu przed wyruszeniem na front.



Notatki z siostrzanego 251. Rezerwowego Regimentu Piechoty.

O 3:30 Regiment wyrusza ze wsi Cieloszka. O 6:00 nad ranem 4 marca osiągnięto wieś Łyse. O 7:30 regiment obsadza ufortyfikowaną pozycję na skraju lasu na południe od wsi. Zaczęło się.

Rozdział 3
Walki pozycyjne po Łysymi
Wieś Łyse ze 133 zagrodami, nie jest ani ładniejsza, ani brzydsza od innych polskich wiosek. Ale dla 251. Regimentu ma szczególne znaczenie. Wymowa nazwy wsi Łyse ma specyficzny dźwięk dla każdego, kto miał z nią do czynienia. Budzi w nim wspomnienia, które należą do najpiękniejszych w kampanii.
Ale na początku przyszły ciężkie dni.
Na wschód od wsi Łyse z północy na południe rozciąga się szerokie bagno. Na wschód od niego, na linii Serafin-Dawia byli Rosjanie, którzy mieli wysunięte w głąb bagna pozycje. Ich linie obrony ciągnęły się aż do wzgórza 131 przy drodze Lipniki-Serafin.
Od wsi Łyse na południe rozciągał się las sosnowy.
Bój o Serafin i Dawię w dniach 5 i 6 marca 1915
5 marca rozpoczęto atak na pozycje Rosjan. Najpierw zdobyto wzgórze 131, a następnie kontynuowano atak w kierunku wsi Serafin, przy wsparciu atakującego na prawym skrzydle 250. Regimentu. 3. i 4. Kompania z 251. Regimentu osiągnęły północną krawędź wsi Serafin o 15:20. Wieś zdobyto przy oporze Rosjan, jednak z nadejściem ciemności walki przerwano. W lesie na południe od wsi, Rosjanie utrzymali się. Silniejsze patrole wroga, które w nocy próbowały wtargnąć do wioski, zostały łatwo odrzucone.
6 marca 250. Regiment miał zdobyć Dawię i podążać dalej na prawym skrzydle 251. Regimentu.
I. Batalion 251. Regimentu pozostał w Serafinie jako rezerwa dywizji i w ciągu dnia kilkakrotnie odpierał ataki ze wschodu i południa.
II. Batalion 251. Regimentu atakujący najbliżej 250. Regimentu zdobył okopy wroga na południe od wsi Serafin. Odrzuceni Rosjanie szybko obsadzili drugą linie okopów, z których znowu zostali wyparci. Ale od tego momentu walki stawały się coraz bardziej zażarte.
Czołowe kompanie, czyli 7. i 8. z II. Batalionu 251. Regimentu goniły nieprzerwanie Rosjan w las na wschód od wsi Dawia, tak że stracono szybko kontakt z 250. Regimentem.
9. i 10. Kompania, ruszyły zaraz za dwiema przednimi kompaniami II. Batalionu i podobnie jak one wpadły na Rosjan, którzy ponownie obsadzili zdobyte już pozycje. Gęsty, stary las utrudniał rozeznanie się w sytuacji.
Rozstawiono karabiny maszynowe na pozycjach, ponieważ powracający ranni zgłaszali, że wróg otrzymuje posiłki ze wsi Kuzie.
Niebezpieczeństwo okrążenia przez wroga stawało się coraz większe, przede wszystkim dlatego, że nie udało się nawiązać kontaktu z 250. Regimentem. Po długich poszukiwaniach ustalono, że 250. Regiment atakuje na Świnię, czyli daleko na lewo od 251. Regimentu.
Rozkaz nawiązania kontaktu z 250. Regimentem był w tej sytuacji niewykonalny. Rozlokowano ostatnie rezerwowe oddziały, by zapobiec okrążeniu. Kiedy zostaje podjęta decyzja o odwrocie, jako wsparcie przybyły dwie kompanie z 250. Regimentu.
Mimo wzmocnienia Regiment został zmuszony do odwrotu z powodu dużych strat. Cześć oddziałów wycofała się do wsi Dawia, a niektóre powróciły na wzgórze 131.
Straty Regimentu w tym dniu:
Oficer (Hptm. Lubold) i 38 żołnierzy zginęło.
Trzech oficerów i 142 żołnierzy rannych, 169 zaginionych.
Regiment stracił dwa karabiny maszynowe, ich obsługa została zabita lub ranna. Nie udało się ich odzyskać, mimo że były o 100 m od obecnych pozycji naszych oddziałów. Za to na początku ataku, w godzinach porannych zdobyto dwa rosyjskie karabiny maszynowe i wzięto 290 jeńców.
Tego samego dnia zmarł Leutnant Schütte z 4. Kompani, ranny dzień wcześniej pod Serafinem.
Regiment był wyczerpany. Walki ostatnich dni były zbyt ciężkie. Poniższe zestawienia informują o stratach.
Zapotrzebowanie na wyżywienie Regimentu w dniach:
- na dzień 1 marca 1915 – dla 25 oficerów i 2173 żołnierzy
- na dzień 11 marca 1915 – dla 18 oficerów i 1416 żołnierzy.
Z powodu chorób odesłano oficerów
Leutnant Koch, 2. Kompania,
Major von Damitz, II. Batalion,
lekarz I. Batalionu doktor Döllner,
Major Lindenberg, I. Batalion,
Hauptmann Othegraven, 3. Kompania.
Ranny 6 marca Leutnant Silber z Kompani Karabinów Maszynowych.
Ten brak oficerów był bardzo widoczny w walkach 6 marca.
Jeszcze w nocy z 6 na 7 marca 1915 Regiment zostaje przydzielony na pozycje obronne w lesie na południe od wsi Łyse, po obu stronach drogi Łyse-Serafin.
Przygotowane tam wcześniej linie obrony zostają rozbudowane. W okopach na pierwszej linii frontu rozmieszczono sześć kompanii, pozostałe stacjonowały we wsi Łyse jako rezerwa. Rosjanie również w tym czasie fortyfikowali swoje pozycje na skraju lasu pod Serafinem i na północy. Przez kilka dni panował więc spokój. Na początku zdawało się, jakby rosyjskiej artylerii też nie było w pobliżu.
Patrole wysyłane z obu stron, wyjaśniły sytuację w okolicy. W nocy z 7 na 8 marca schwytano rosyjski patron na tyłach II. Batalionu w sile jednego oficer i 28 żołnierzy.
Dni do 16 marca mijały bez większych wydarzeń. Bataliony na przedniej linii frontu były wymieniane co 1-2 dni, w ten sposób Regiment powoli odzyskiwał siły.
Major Corsep przejął dowództwo III. Batalionu, w II. Hauptmann Mahrholz, a w I. Hauptmann rezerwy Kropp.
Leutnant rezerwy Metz objął dowództwo 7. Kompanii.
Dowódca Regimentu Major Von Thadden również zachorował 11 marca, jego następca, Major von Gaertner, przybył dopiero 18 marca. Do tego czasu regimentem dowodził Major Dix, dowódca pionierów Regimentu.
W dniu 14 marca prawy przylegający odcinek do pozycji Regimentu, czyli wzgórze 131 zajmowany do tej pory przez 250. Regiment i część okopów na południe od drogi i na Lipniki-Kuzie zostały przejęte przez I. Batalion 251. Regimentu.

Na koniec fragment z kronik 55. Rezerwowego Regimentu Artylerii Polowej

Rozdział 9
Przez Szczuczyn do wsi Lipniki.
75. Rezerwowa Dywizja (bez jednostki pod dowództwem Laue) kontynuowała swój marsz w kierunku Kolna, ponieważ wraz z mieszaną 10. Dywizją Ladwehry, 4. Dywizją Kawalerii i Zgrupowaniem Bacmeister otrzymała rozkaz, aby zaatakować Rosjan między Szkwą a Skrodą i wyprzeć ich na południowy brzeg Narwi.
2 marca Regimentu maszeruje ze Szczuczyna przez Grabowo, Wyszowate na Gromadzyn-Wykno.
3 marca osiągnięte zostają Ptaki, Turośl, a celem marszu jest Pupkowizna. Oddział Borhut'a zostaje ostrzelany pod wsią Cieloszka i skręca na północny wschód w kierunku Wanacji. Sztab Regimentu i II. Dywizjon docierają wieczorem do wsi Zalas.
4 marca. Dywizjon dołącza do 250. Regimentu, a II. Dywizjon Borhut'a maszeruje ze wsi Zalas do wsi Łyse.
Wsie Lipniki i Tartak zostają zdobyte, atak kontynuowany jest na wrogie pozycje na południe od wsi Lipniki.
5 marca. Ofensywa przygasa i przechodzi w wojnę pozycyjną. Nasze pozycje biegną na południe od wsi Tartak i Lipnik w kierunku wzgórza 131 (4 km na wschód od wsi Lipniki). Rosjanie obsadzają Serafin oraz są na pozycjach we wsi Dawia, Złota Góra, Plewki, Baba, Szafranki leżących wokół bagien Kaczory oraz na pozycjach na południe od Tartaku i Lipnik.
6-17 marca. W walkach marcowych, gdy fronty obu stron pod Lipnikami nie był w żaden sposób ustabilizowany, 5. Bateria poniosła daninę krwi. 8 marca została rozbita przez atak Rosjan!
Podczas ich ataku na wzgórze 131, dowódca Baterii Linsingen oraz obsada dwóch haubic zostali schwytani przez Rosjan, jednak podczas kontrataku piechoty zostali uwolnieni i odzyskano sprzęt.

Mała wojna, część 3: Kapelan


Notatki ze wspomnień Kapelana Polowego 75. Rezerwowej Dywizji.

Krew młodych bohaterów

Można było się spodziewać, że Rosjanie nie zaakceptują tak łatwo klęski w bitwie zimowej nad jeziorami mazurskimi, szczególnie, że za plecami mieli wielki rosyjski pas forteczny: Olita - Grodno - Osowiec - Łomża - Ostrołęka, na rzekach Niemen – Biebrza – Narew.
Posiadali także wystarczająco duże rezerwy, aby przeprowadzić nową ofensywę i ponownie odrzucić armię niemiecką. Przez Biebrzę pomiędzy Grodnem a Osowcem Rosjanie przerzucali spore siły. Musiano więc ich powstrzymać i odepchnąć.
W tym celu wybrano 75. Rezerwową Dywizję Piechoty, która była ostatnią rezerwą 10. Armii. Dywizja dostała podwójne zadanie. Miała odrzucić atakujących Rosjan za Biebrzę i uchwycić przyczółek po drugiej stronie rzeki, aby można było wyprowadzić atak na tyły całego pasa fortecznego.
Pierwsze zadanie wykonano, drugie nie było jeszcze wtedy możliwe.
Wszystko ma swój czas.
Zadanie udało się wykonać dopiero w lipcu i sierpniu, przy czynnym udziale 75. Rezerwowej Dywizji Piechoty.
W lutym jednak miały miejsce zażarte walki o wsie Czarniewo i Jaminy nad Biebrzą. Nasz 251. Regiment szturmował Jaminy i odrzucił wroga z powrotem nad Biebrzę, nasz 250. Regiment zdobył Czarniewo. Oba regimenty wspierały nasze Regimenty Artylerii Polowej. 55. i 57.
Regiment 249. w tych dniach podlegał 8. Armii i pomaszerował na południe.
Dwa obrazy z walk, Czarniewo i Jaminy: Czarniewo zdobyto nocą, a przednie oddziały 250. Regimentu dotarły aż na brzeg Biebrzy.
III Batalion 250. Regimentu otrzymał rozkaz z dywizji, by uchwycić przyczółek na drugim brzegu Biebrzy, by dywizja mogła rano przejść na drugą stronę.
Cztery małe strumienie biegły równolegle do głównego nurtu rzeki, mosty nad nimi jednak zostały zerwane przez Rosjan podczas odwrotu. Z głównego mostu nad Biebrzą, o długości około 80 metrów, również zerwano przęsła na długości 30 metrów od naszej strony brzegu, tylko filary zostały.
Niedługo później do III Batalionu dołącza 75. Kompania Pionierów.
Cztery kompanie III Batalionu pracują gorączkowo, w pełnej ciszy i szybko, aby zapewnić materiał na most. Pionierzy składają mosty, kawałek po kawałku. Na czterech strumieniach mosty odbudowano. Teraz praca idzie na głównym moście. . . Materiał dostarczono. Trwa przerzucanie przęseł nad filarami … Kompanie są gotowe. Każda na swoich pozycjach, zna rozkazy. 10. Kompania idzie pierwsza. Bateria z 55. Regimentu Artylerii Polowej czeka w pogotowiu we wsi. A ponieważ zdobycie wsi Czarniewo i dotarcie do zniszczonych mostów odbyło się w nocy, nikt nie zna sytuacji na rosyjskim brzegu.
O 5:30 rano Rosjanie otwierają piekielny ogień ze wszelkiej broni palnej. 10. Kompania ze swoimi pionierami oraz 75. Kompania Pionierów zostają zaskoczeni na moście i przy moście, przed sobą i pod sobą mają rzekę, za sobą otwarty teren, gdzie każdy kto próbuje uciekać, znajduje śmierć! Pozostałe trzy kompanie zaległy w dolinie Biebrzy, bez możliwości okopania się w bagiennym podmokłym podłożu. Bateria z 55. Regimentu Artylerii Polowej otwiera ogień, ale szybko zostaje rozbita przez wrogą artylerię. Pięć kompani znalazło się w środku piekła.
Od tych strasznych godzin nie było wiadomo, gdzie podział się Richard Fath z 10. Kompanii 250. Regimentu, który tak radośnie powitał mnie na Heubergu. Zaginął! - Za ojczyznę oddał swoją młodą krew! - Co ci młodzi ludzie dla nas wycierpieli!

Richard Fath z 10. Kompanii 250. Regimentu


Następnego dnia, we wsi Jaminy, zebrałem na krótką modlitwę ku czci poległych resztki 75. Kompani Pionierów, która straciła wszystkich oficerów. To trwało ledwo kwadrans, ale tych niewiele słów, które wówczas padły mówiło wszystko. Żar był w naszych oczach i sercach!
**
Tej nocy, z 24 na 25 lutego, przyjechałem do wsi Wrotki, trzy kilometry od wsi Jaminy. Prawie wszystkie domy były pełne rannych z 251. i 55. Regimentu.
Ranny z 55. powiedział mi:
"Pastorze, Köllner jest ciężko ranny. Jeśli go tu nie ma, to może jest we wsi Jaminy, jeżeli jeszcze żyje."
Kim był Köllner? Osiemnastoletni ochotnik, syn pastora z Köndringen. Kiedy trwała mobilizacja, nikt nie zdołał go utrzymać w szkolnych ławach.
Wstąpił na szkolenie do 66. Regimentu Artylerii Polowej, po szkoleniu pojechał do Francji, a stamtąd do Heubergu, do naszego 55. Regimentu Artylerii Polowej, w czasie gdy powstawała nasza dywizja. W Schwenningen przywitałem go w kościele i przed wymarszem udzieliłem mu komunii.
Poszedłem go odszukać. Odwiedziłem wszystkich rannych we wsi Wrotki i około godziny 2:00 rozglądałem się za kwaterą, ale wszystko było zajęte, więc razem z moim kolegą Stump'em skorzystaliśmy ze stodoły, gdzie przynajmniej znaleźliśmy słomę. Rano udaliśmy się do wsi Jaminy, ze sztywnymi, zmarzniętymi nogami. Pole bitwy wciąż było pełne martwych Rosjan i żołnierzy 251. Regimentu!
Natychmiast udaliśmy się na główny plac przy drewnianym kościele z dwoma wieżami.
"Masz tu rannego strzelca Köllnera?",
zapytałem głównego lekarza.
"Tak, powinien być przy tamtym filarze."
Był tam. Leżał na noszach z podniesioną głową. Nie widział jak nadchodzę, dopóki się nad nim nie pochyliłem i nie chwyciłem jego zimnych rąk. Nie mógł mówić. Był ranny w głowę.
Dostał postrzał pod uchem. Podniebienie i szczęka rozbita, brakowało języka. - Ale oczy mu rozbłysły, gdy mnie zobaczył i usłyszał! W końcu widział znajomą twarz, która w pełni rozumiała jego niemy ból!
- Bądź pewny Wilhelmie, zostanę z tobą teraz i będę w pobliżu, tak długo jak będę mógł.
Próbowałem lepiej ułożyć mu głowę, przykryłem kocem. Następnie napisałem do jego rodziców i przeczytałem mu. Później musiałem iść do innych leżących wewnątrz i na zewnątrz kościoła.
Nagle...
gdy byłem w sąsiednim budynku, granat uderzył w kalenicę dachu kościoła.
Nastąpił głośny huk i rumor spadających elementów. Ranni są mocno zaniepokojeni. Może się zdarzyć, że bombardowanie trwa nadal, a ranni pod ogniem ostrzału nie zachowują się jak zdrowi, ponieważ nie mają poczucia, że mogą się jeszcze uratować.
Biegnę z sąsiedniego domu, w którym akurat przebywałem, do kościoła, gdzie przy filarze przebywa Wilhelm Köllner.
Główny lekarz wydał już rozkaz ewakuacji. Przenosimy Köllner na drugi koniec wioski, do części która nie jest pod ostrzałem. Stan Wilhelma jest stabilny, więc wracam po innych.
W domu obok znalazł się Hauptmann Bethecke z 4. Kompanii 251. Regimentu - postrzelony w brzuch, umierający! Major von Graeve z III Batalionu 251. Regimentu, ciężko ranny.
Hauptmanna von Knobelsdorf z 10. Kompanii 251. oraz głównego weterynarza Dr. Kaeser z II Dywizjonu 55. Regimentu Artylerii Polowej pochowaliśmy obok kościoła, wśród całego szeregu innych grobów!
Wszystkie domy są pełne rannych …
Tej samej nocy byłem jeszcze we wsi Wrotki, gdzie też było pełno rannych. O świcie wróciłem do wsi Jaminy.
Wilhelm Köllner jest na tyle silny, że jest w stanie napisać pozdrowienia w liście do rodziców! - Hauptmann Bethecke zmarł. Znalazł swoje miejsce spoczynku wśród towarzyszy obok kościoła.
Płonie część wsi Jaminy, która do tej pory została oszczędzona. Artylerzyści rozgrzewający się przy ogniskach nie upilnowali ognia, wiatr rozrzucił iskry na strzechy. Drewniane domy i słomiane dachy palą się jak pochodnie. Z wielkim wysiłkiem wydostajemy stamtąd rannych i przenosimy ponownie do kościoła.
Wilhelm Köllner ponownie ulokowany zostaje w słomie i na kocach za filarem. Lekarz ma nadzieję, że uda się go uratować, ponieważ nie wystąpiła gorączka, a podstawa mózgu nie została uszkodzona. Teraz trwają próby nakarmienia go.
Mówię mu: Bóg z Tobą, w nadziei, że Bóg będzie z nim wczesnym rankiem i być może pomoże w transporcie na zaplecze frontu.
O 2:00 w nocy, gdy znalazłem ciepły kącik i miałem się już ulokować do spania na świeżej słomie, nadszedł rozkaz wymarszu. - Nasza dywizja zostaje zastąpiona przez 76. Rezerwową Dywizję, a próba forsowania Biebrzy odwołana.
Dywizja zostaje przydzielona do 8. Armii na prawe skrzydło jako rezerwa i wyrusza przez Rajgród, Grajewo, Szczuczyn do Kolna, ponieważ w okolicach Serafina, Łomży i Ostrołęki zauważono duże formacje rosyjskie.

Dopiero po kilku tygodniach, dowiedziałem się, że Wilhelm Köllner nie wrócił do domu.
Dzień po naszym nocnym wymarszu zmarł we wsi Jaminy i spoczywa na cmentarzu przy kościele, w którym go pielęgnowałem.
- Krew młodego bohatera! -
Chciał ustawić dla swojego kapitana lornetę artyleryjską na wysuniętej pozycji i wtedy otrzymał śmiertelną ranę... Obowiązek przede wszystkim, tak myśleli ci młodzi ochotnicy. I ojczyzna, którą kochali aż do śmierci. - Nie zapomnimy o nich, nie zapomnimy o tobie! —
* *
Po zaciętych walkach pod Serafinem, Lipnikami i Tartakiem nad Szkwą, ofensywa Rosjan zatrzymała się, a walki manewrowe, które do tej pory utrzymywały nas w ciągłym napięciu, zamarły, przeszły w fazę wojny pozycyjnej.
W połowie marca nasze pozycje na froncie zostały wzmocnione, front przebiegał od wsi Tartak/Klimki przez Lipniki na zalesione szczyty wsi Łyse i wzdłuż bagien Serafin do Pupkowizny. Jedynie zalesione wzgórze 131 było wysuniętą umocnioną pozycją obronną.
Sztab Regimentu stacjonował we wsiach Lipniki i Łyse, sztab Brygady piechoty i artylerii we wsi Łyse, sztab Dywizji we wsi Dęby. Transport, prowiant, szpitale polowe itp. w okolicznych wioskach. Stan ten trwał od początku marca do połowy lipca. W lipcu przełamano rosyjską obronę, a ofensywa zatrzymała się dopiero nad jeziorem Narocz, 150 km na od Wilna.
* *
Wzgórze 131 niedaleko Serafina znał każdy żołnierz 75. Dywizji. Było ważnym punktem na pozycjach obronnych dywizji i przedmiotem zażartej rywalizacji obu stron tegoż odcinka frontu. 8 marca 1915, wykorzystując ciemności, na długo przed świtem, Rosjanie zaatakowali przeważającymi siłami i wyparli stamtąd II Batalion 250. Regimentu. Jednak pełne opanowanie i reakcja dowódcy batalionu, majora Leo sprawiła, że batalion szybko się przegrupował i wyprowadził kontratak. Odbito wzgórze, biorąc 300 jeńców.
Dziewięć dni później było gorzej. Wtedy to Rosjanie atakowali jeszcze większymi siłami. Uderzyli o 2:00 w nocy i zaskoczyli oddziały 251. Regimentu. Tym razem, by odebrać wzgórze, zaangażowano pozostałe bataliony tegoż regimentu oraz oddziały 249. Regimentu. Wzięto 750 jeńców, ale nasze straty, poległych i rannych również były ogromne. Nigdy później nie widziałem pola bitwy, gdzie tyle trupów leżało na tak małej przestrzeni, jak tutaj.
To, co mnie szczególnie poruszyło, to fakt, że nasi polegli to byli głównie żołnierze najnowszych uzupełnień. Wieczorem 16 marca, 251. Regiment otrzymał świeże uzupełnienia. Nowych żołnierzy zakwaterowano we wsi Łyse. Młodzi ludzie, zmęczeni długim transportem, prawie nie zdążyli się położyć na odpoczynek gdy ogłoszono alarm!
- Niebezpieczeństwo przełamania naszego frontu było tak duże, że 251. rzucił do walki wszystko co miał, tak jak i 249. Regiment.
Nocna walka jest przerażająca sama w sobie, a nocna walka w lesie podwójnie. Świeża krew musiała wejść do tego kotła czarownic! - Ich dusze zostały tam skażone!
- Pomogłem zebrać poległych. Złożyliśmy ich na cmentarzu parafialnym w Łysych, wśród nich sześciu oficerów z 251. Regimentu.
Rosjan pogrzebaliśmy na miejscu, w zbiorowej mogile. Jednak wielu zabitych Rosjan musiało poczekać na pochówek, aż nie zostały naprawione zasieki z drutu kolczastego. Ich odwaga i śmierć zasługują na najwyższe uznanie.

"Siegesallee" in Lipniki


Ulicę w Lipnikach prowadzącą w kierunku wzgórza 131 nazywano „Aleją Zwycięstwa", ponieważ tylko wysokie kominy spalonych domów stały przy niej po prawej i lewej stronie. Rosyjskie pozycje były bardzo blisko i wskazane było odrzucić Rosjan dalej, szczególnie że ich stanowiska były położone trochę wyżej od naszych.
Zadanie to przypadło 249. Regimentowi w dniu 26 marca 1915. W szybkim i zuchwałym ataku zdobyli oni okopy rosyjskich pozycji.
Rosjanie ściągnęli jednak spore posiłki i dalsze natarcie stało się niemożliwe, chyba że kosztem większej daniny krwi. Nocą regiment oderwał się od przeciwnika i wrócił na stare pozycje.
Rozkaz odwrotu nie dotarł tylko do 2. Kompanii pod dowództwem Hauptmanna Fitzer'a, która w ataku posunęła się najdalej w głąb wrogich pozycji. Wróg miał przewagę, czyli w miarę zbliżania się dnia, nieprzyjaciel mógł zaatakować, a ich czekała zagłada lub niewola.
Ale kapitan Fitzer nie stracił głowy ani odwagi. I uczynił, jak rycerz w balladzie Uhlanda.
"Miał tarczę najeżoną strzałami
i tylko rozejrzał się dookoła szyderczo."

co oznaczało w ówczesnym języku, że nie dbał o wrogi ogień, ale okopał się ze swymi odważnymi ludźmi jak krety, a gdy batalion zaatakował ponownie, przyprowadził z powrotem całą kompanię, prawie w stanie nienaruszonym.
Wkrótce potem zobaczyłem dzielnego Hauptmanna ozdobionego Krzyżem Żelaznym I Klasy i z całego serca cieszyłem się tym.
Oczywiście, radość i cierpienie są zawsze blisko siebie, szczególnie w czasie wojny.
28 marca, obok kościoła w Lipnikach, który oszczędziły pociski Rosjan, gdy granaty powodowały ogromne zniszczenia wokół, pochowaliśmy ofiary ostatnich walk, wśród nich Oberleutnanta Kircher'a, dowódcę 10. Kompanii z 249. Regimentu, ojca czworga dzieci, który był również ojcem swoich żołnierzy.
Tegoż wieczoru napisałem do jego żony o Psalmie 23:4.
(„Choćbym nawet szedł ciemną doliną,
Zła się nie ulęknę, ... „)

Jaką pociechę mielibyśmy, gdybyśmy nie mieli Słowa Bożego! —

Oberleutnant Kircher, dowódca 10. Kompanii z 249. Regimentu i inni żołnierze tej 10. Kompani, którzy polegli w tym dniu.


****
W końcu również Serafin leżący naprzeciwko wzgórza 131, skąd nadchodziły ataki powodujące straty wśród naszych szeregów, został oczyszczony z wrogich oddziałów.
Nastąpiło to w czasie, gdy naczelne dowództwo wykorzystało dywizje znajdujące się po naszej lewej i prawej stronie do walk na dużą skalę, tak aby związać jak największe siły rosyjskie, które mogły być wtedy wysłane w rejon bitwy pod Gorlicami.
W ataku na Serafin, przez który prowadziła tylko wąska, kręta i przejezdna droga, brała udział także nasza Kompania Rowerowa.
Nasi rowerzyści to nowy i zarazem ładnie umundurowany na szarozielono oddział strzelców. "Morch'n Schäää-cher (Jäger)" tak witał ich zawsze nasz dowódca dywizji, Ekscelencja Seybewitz.
Wśród nich był Sanitätsgefreiter tej kompanii nazwiskiem Binswanger, student medycyny z Baden-Baden, wspaniały chłopiec, który jako członek Niemiecko-Chrześcijańskiego Związku Studentów, chętnie pomagał mi przy dokumentacji lub przygotowywaniu nabożeństwa, kiedy wizytowałem kompanię.
Kompania stała w lesie koło wsi Łyse i czekała na rozkaz ataku. Miałem wtedy czas wygłosić im krótką mowę. Gdy nadszedł rozkaz, uścisnąłem mocno rękę Binswanger'a. Wkrótce potem ruszył w kierunku plującego ogniem karabinu maszynowego! —
29 kwietnia pochowałem Binswangera i jego czterech towarzysz, strzelców rowerowych na cmentarzu parafialnym we wsi Łyse.

Polegli w 75. Rezerwowej Kompani Rowerowej, polegli w walkach o wieś Serafin. Pochowani na cmentarzu parafialnym we wsi Łyse.


Przygotowany został dla mnie dokładny raport z tych walk.
Wychodząc z lasu, cała kompania musiała przypaść do ziemi, aby przeczołgać się wąską drogą prowadzącą przez bagna. Podniesienie się oznaczało śmierć. Droga była pod ostrzałem z rosyjskiego karabinu maszynowego.
Binswanger słyszy wezwanie kilka metrów przed sobą: "Sanitariusz, sanitariusz! Ranny! Potrzebna pomoc!” - Binswanger natychmiast rusza do rannego w przodu. Ale, by tam dotrzeć musi wstać. - I.... wstaje! - Prosto w objęcia śmierci.
"Nigdy nie słyszałem, by człowiek modlił się w ten sposób, jak śmiertelnie ranny Binswanger", opowiedział mi później jego towarzysz. "Najpierw głośno, potem ciszej i ciszej... potem ucichł... Zasnął jak dziecko na kolanach matki...”
Chowając go na cmentarzu wiejskim w Łysych, osądziłem go: kto tak umiera, umiera dobrze. Nawet jeśli to wielki żal i ból, jakim jest strata drogiego, zdolnego i młodego człowieka, który był wielką nadzieją swoich rodziców.
I w tym momencie poczułem cudowną moc słów Pawła:
„Połknięta jest śmierć w zwycięstwie.
Gdzież jest, o śmierci, twoje żądło?
Gdzież jest, o piekło, twoje zwycięstwo?
Lecz dzięki niech będą Bogu,
który nam dał zwycięstwo przez naszego Pana Jezusa Chrystusa."

(1 Kor 15).
Dlatego też mogłem napisać do jego ojca: "Przelał młodą krew bohatera, ale odniósł zwycięstwo. My nadal musimy o nie walczyć”. —
______________________________________________________________

Kapelan Polowy 75. Rezerwowej Dywizji - D. Wilhelm Ziegler.


Wielebny D. Wilhelm Ziegler.
Doktor Teologii
Ukończył Wydział Teologiczny Uniwersytetu w Heidelbergu

Od czerni do feldgrau

Telegram z Karlsruhe, 10 stycznia 1915.
"Zostałeś powołany na polowego kapelana dywizji w 75. Rezerwowej Dywizji Piechoty i masz zgłosić się do mnie jutro rano.
Protestancki pastor wojskowy".
Byłem na to przygotowany. Ponieważ już 5 stycznia otrzymałem telegram od prałata D. Schmitthenner'a, aby natychmiast udać się do naczelnej rady kościelnej w Karlsruhe w sprawach duszpasterstwa wojskowego. Prałat poinformował mnie wtedy:
"W tajemnicy formowana jest nowa niemiecka armia, do której ściągani są również rezerwiści z Badenii. Ministerstwo Wojny poprosiło nas o wskazanie pastora z Badenii, którego można by wyznaczyć ma polowego kapelana dywizji. Chcemy zaproponować tą funkcję tobie, o ile się zgadzasz. Jak tylko się zgodzisz, wysyłamy telegram do Berlina, a jutro będziesz już polowym kapelanem 75. Dywizji Rezerwowej."
Nie od razu dałem odpowiedź. W mgnieniu oka, całe moje życie stanęło przede mną, w tym wszystko czego do tej pory dowiedziałem się o wojnie i armii. - Jako młody chłopak wręcz pożerałem opowieści o niemieckich bohaterach, a z rówieśnikami z rodzinnej wsi w zabawie pokonałem smoki i Hunów. A małorolny pan Tobis oraz syn pastora Paul Ludwig, weterani z wojny 1870 byli naszymi bohaterami. Oczywiście, jak skończyłem studia, zostałem żołnierzem i z dumą służyłem Kaisergrenadieren w Heidelbergu. Z ochotą zastępowałem kapelana dywizji w Rastatt, a później pełniłem opiekę duszpasterską w jednostkach garnizonu w Lahr.
6 sierpnia 1914 roku, komendant brygady w Lahr, generał von Koschembahr uścisnął mi rękę na pożegnanie i powiedział: "Drogi pastorze, zaopiekuj się moją żoną i dziećmi. Jeśli nie jest to konieczne to zostań w domu, potrzebujemy tam mężczyzn."
9 sierpnia zginął za ojczyznę, pierwszy dowódca 169. Ersatzbataillons, major Witte, oficer szczególnie mi bliski. A trzy dni później, padł jego następca, major Hofmann. To ja poszedłem do jego rodziny powiedzieć: „Wasz ojciec nie żyje. Zginął za ojczyznę.”
…
Wszystkie te wspomnienia stanęły mi przed oczami. Myślałem również o mojej żonie i dzieciach. Dlatego też nie od razu odpowiedziałem prałatowi.
Prałat uspokajająco poklepał mnie po ramieniu: "Cóż, drogi kolego, bardzo dobrze rozumiem, że powinien pan mieć trochę czasu do namysłu. Masz czas, odpowiesz mi jutro”.
Te słowa sprawiły, że oprzytomniałem i rzekłem: „Drogi prałacie, nie potrzebuję więcej czasu, przemyślałem wszystko. Jeżeli ojczyzna mnie wzywa w godzinie potrzeby i zagrożenia, nie ma czasu na wątpliwości. Przyjmuję to wezwanie jak od Boga
i moja odpowiedź brzmi:
“Oto jestem, poślij mnie.” (Izajasz 6.8)
Pomodliliśmy się, a później prałat wykonał telefon do głównego dowództwa w Karlsruhe.
9 stycznia 1915 r przyszedł telegram z ministerstwa wojny:
„Natychmiast zmobilizować protestanckiego pastora Zieglera w Lahr jako kapelana polowego 75. Rezerwowej Dywizji i wyposażyć go w odpowiednie fundusze. Proszę podać odpowiedź, kiedy duchowny przybędzie do jednostki”
…
Moi synowie: dziewięcioletni Hans i trzynastoletni Wilhelm byli podekscytowani, gdy im wszystko opowiedziałem, a Hans natychmiast zapytał, czy dostanę konia i ostrogi! Moja droga żona, choć poruszona, już się pogodziła z losem. Moja rada parafialna miała duże obawy o moje życie, ale trzej weterani z lat 1870/71, bronili mnie słowami: "Pozwólcie mu odejść, wróci zdrowszy niż teraz", a ci doświadczeni wojownicy musieli to wiedzieć!
10 stycznia wygłosiłem moje pożegnalne kazanie:
“A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata.” (Mateusz 28.20)
11 stycznia 1915 r. stawiłem się w naczelnym dowództwie oraz u naczelnego duchownego wojskowego w Schloemann-Karlsruhe i otrzymałem instrukcje z obu wydziałów. Następnie zdjąłem moją czarną togę i przywdziałem kolor feldgrau. Kto by wtedy przypuszczał, że będę nosił ten strój przez cztery lata! —


Współpraca, konsultacje, dopiski w nawiasach, tłumaczenie cytatów biblii:
ks. Rafał Figiel
i Jacek Czaplicki

Krusza – cmentarz wojenny z I Wojny Światowej

Krusza – cmentarz wojenny z I Wojny Światowej
(Kriegsfriedhof des Ersten Weltkrieges)

Krusza – wieś Kurpiowska w województwie podlaskim, w powiecie kolneńskim, w gminie Turośl.

Pięknie położony i rozplanowany, bardzo duży (prawie 50 arów → 0.5ha) cmentarz leśny. Dotychczas przyjmowano, że spoczywa na nim około 728-740 żołnierzy armii niemieckiej. Szacunki te wynikały z liczby grobów. Okazuje się, że jest to znacznie większy cmentarz.

Według dokumentów Volksbundu z końca lat 30. XX w. złożono tutaj
1026 żołnierzy armii niemieckiej
oraz 381 armii carskiej,
łącznie spoczywa tu 1407 poległych w walkach 1915 roku, czyli niemal dwukrotnie więcej niż dotychczas zakładano.

Cmentarz rozmieszczony na planie dwóch stykających się prostopadle prostokątów, od wschodu położony na płaskim terenie, ku zachodowi zajmujący stok wzgórza. Tam, gdzie teren jest płaski platformę nekropolii nadsypano, a jej granice wyznaczono wyjątkowo szerokim i głębokim rowem oraz wysokim wałem. W części zachodniej, cmentarz lekko wkopano w stok wyniesienia.
Pierwotnie wejście od wschodu, szeroką rampą ziemną nad rowem. Na osi wejścia aleja biegnąca całą długością cmentarza. Po jej obu stronach kilkadziesiąt rzędów mogił ziemnych. Na nielicznych zachowane betonowe, leżące nagrobki, tzw. poduszki.
Niestety poduszki betonowe wykonane były z marnego jakościowo betonu, w wyniku czego opisy z danymi pochowanych są z większości nieczytelne.
Współcześnie, do cmentarza prowadzi leśna droga od strony północno-wschodniej odbiegająca od drogi łączącej miejscowości Turośl-Charubin.
Nekropolę założono i urządzono w latach 1915-1918. Można się domyślać, że ziemne mogiły oznakowane były drewnianymi krzyżami, a całość ogrodzona drewnianym, niskim płotem.
Na mapach niemieckich można dotrzeć, ze wschodnia część cmentarza mogła być obsadzona szpalerem drzew. Drzewa te, dęby lub graby, nie dotrwały do obecnych czasów, wokół są tylko iglaste drzewa tak cenione w gospodarce leśnej, a na samym cmentarzu samosiejki drzew liściastych i iglastych.
W 1921 r. cmentarz był wizytowany przez przedstawiciela Volksbundu, a jego stan był wówczas zadowalający. Kolejna wizytacja miała miejsce w 1927 r. i wtedy nie było już tak dobrze. Wał ziemny był rozmyty, brakowało furtki, a groby rozdeptywało bydło. Zapewne w ciągu kilku następnych lat władze polskie przeprowadziły remont cmentarza. Właśnie wtedy drewniane krzyże zastąpiono betonowymi nagrobkami.
Mieszkańcy wsi wspominają, że niedługo po zakończeniu wojny kopano na cmentarzu w poszukiwaniu rzeczy, które mogli mieć przy sobie polegli żołnierze. Ale niczego nie znajdowano, tylko ciała zawinięte w białe płachty.
Wyjątkowość cmentarza w Kruszy spowodowała, że dosyć szybko trafił on do wykazu konserwatorskiego. Od 1991 r. jest objęty ochroną prawną jako obiekt wpisany do rejestru zabytków województwa podlaskiego.
Kilkanaście lat wstecz władze gminy Turośl przeprowadziły remont nekropolii. Wycięto zbędną roślinność, groby oznakowano drewnianymi krzyżami, ustawiono ogrodzenie. Cmentarz robił wówczas dobre wrażenie, można było się nim pochwalić w folderach. Była to niestety jednorazowa akcja. Od tego czasu opieką nad nekropolą jest iluzoryczna. Większość krzyży leży przewrócona, części brakuje. Cmentarz w Kruszy kolejny raz popada w zapomnienie.

Krusza – Cmentarz, gdzie spoczywają zapomniani żołnierze Wielkiej Wojny, wielu z nich było Polakami.

Odległość od centrum Ostrołęki – 41 km

Film zaczyna się w północno-wschodnim narożniku, na filmie trasa biegła wokół cmentarza, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.

Post przygotowany przy współpracy z Małgorzata Karczewska

   -Film z cmentarza zamieszczony na FB. -
.
.
Krusza - cmentarza wojenny
Krusza - cmentarza wojenny
Krusza - cmentarza wojenny
Krusza - cmentarza wojenny
Krusza - cmentarza wojenny

Pupkowizna – cmentarz wojenny z I Wojny Światowej

Pupkowizna – cmentarz wojenny z I Wojny Światowej
(Kriegsfriedhof des Ersten Weltkrieges)
Pupkowizna – wieś kurpiowska w województwie mazowieckim, w powiecie ostrołęckim, w gminie Łyse

Leśny cmentarz położony na stromym stoku wydmy, na lekko wyniesionej platformie, otoczony wysokim, wyrazistym wałem i rowem. Nekropola o wyjątkowym, amfiteatralnym obrysie. Prawdopodobnie właśnie ukształtowanie terenu, na którym założono cmentarz natchnął jego projektanta do nadania mu takiego kształtu. Nie znamy układu grobów, można się jednak domyślać, że ich rozplanowanie także nawiązywało do idei amfiteatru poprzez schodkowy układ rzędów mogił.
Na razie nie dysponujemy danymi na temat pochowanych żołnierzy. Z pewnością leżą tutaj żołnierze armii niemieckiej z 75. Rezerwowej Dywizji Piechoty i być może wspomagających ją oddziałów Landwehry, polegli w walkach toczonych od marca do lipca 1915 r. Czy pochowano tutaj również poległych z armii carskiej? Na tym etapie rozpoznania nie można tego ani potwierdzić, ani wykluczyć.

Cmentarz w Pupkowiźnie już pod koniec lat 20. XX w. był w złym stanie. Przedstawiciel Volksbundu który kontrolował ten teren zanotował, że groby są nieczytelne, brakuje krzyży, a teren nekropolii jest wykorzystywany jako pastwisko dla bydła.
Współcześnie, wnętrze cmentarza jest zniszczone, z licznymi wkopami i pryzmami piasku. Nie ma wątpliwości, że ktoś tam kopał. Ale kiedy i w jakim celu? Informacje od mieszkańców mówią o ekshumacji przeprowadzonej po II wojnie światowej. Jeśli byłaby to prawda, czyje szczątki podjęto wówczas, bo z pewnością nie żołnierzy Wielkiej Wojny. Może w czasie II wojny światowej wykorzystywano pierwszowojenny cmentarz pod bieżące pochówki? Armia niemiecka lub Czerwona, może partyzanci? Z takimi możliwościami spotykamy się na innych cmentarzach I wojny światowej w regionie. Te pytania pozostają na razie bez odpowiedzi. Niezależnie od przyszłych ustaleń, pewne jest, że żołnierze Wielkiej Wojny nadal tam leżą i zdecydowanie nie można uznać tego cmentarza za ekshumowany i nieistniejący.

Wymiary cmentarza: ok 22x30m
Ilość pochowanych: brak danych

Pupkowizna – cmentarz zapomniany i zniszczony. Cmentarz, gdzie spoczywają zapomniani żołnierze Wielkiej Wojny, wielu z nich było Polakami.
Odległość od centrum Ostrołęki – 47km

Podziękowania za współpracę dla: Mariusz Kaminski oraz Małgorzata Karczewska
 - Film z cmentarza zamieszczony na FB. -

.
.

Cmentarz Pupkowizna na lidarze


Cmentarz Pupkowizna - widok na północno wschodni róg cmentarza
Cmentarz Pupkowizna - widok na południowo zachodni róg cmentarza